Analogicznie do tranzystorów w procesorze pracę większości neuronów znajdujących się w mózgu człowieka można opisać, w pewnym uproszczeniu, uwzględniając dwa stany. Neuron spoczywa albo odpala, a konkretniej: gdy neuron osiągnie pewien próg pobudzenia, lawinowo zwiększa się jego ładunek elektryczny. Impuls ten wędruje z ciała neuronu wzdłuż jego aksonu i podawany jest do przyłączonych do niego za pomocą synaps kolejnych neuronów (w sumie w naszych mózgach znajdują się setki trylionów połączeń synaptycznych pomiędzy blisko 100 mld neuronów). Między mózgiem a komputerem istnieją jednak poważne różnice. Dostęp do danych zawartych w pamięci operacyjnej (RAM) zajmuje komputerowi niecałą nanosekundę, czyli mniej niż jedną miliardową część sekundy, natomiast działanie neuronów mierzone jest w milisekundach, czyli tysięcznych częściach sekundy. Mózg jest zatem mechanizmem znacznie wolniejszym od współczesnego komputera. Ponadto jedną z głównych cech tzw. maszyny Turinga, która stanowi matematyczny model komputera, jest działanie krok-po-kroku, mózg zaś przetwarza informacje w sposób wysoce równoległy i rozproszony – wiele jego części wykonuje operacje naraz.
Kolejna różnica jest nieco bardziej subtelna. Każdy, kto choć raz zdjął obudowę swojego komputera, wie, że jego wnętrze skrywa różne układy. Na płycie głównej umieszczone są procesor, dysk twardy, pamięć RAM, karta sieciowa, graficzna, dźwiękowa itd. Każdy z tych układów ma ściśle określoną funkcję, której nie mogą pełnić inne. Jeśli wymontujemy kartę dźwiękową, nasz komputer stanie się niemy. Mózg również składa się z anatomiczno-funkcjonalnych modułów, co oznacza, że w typowych warunkach poszczególne jego części wykonują specyficzne operacje – płat potyliczny odpowiada za percepcję i wyobraźnię wzrokową (przypomina więc kartę graficzną), płat skroniowy za słuch (analogicznie do karty dźwiękowej), a płat czołowy, w szczególności kora przedczołowa, umożliwia kontrolę nad wyższymi procesami poznawczymi, co, w dużym uproszczeniu, odpowiada procesorowi komputera.
W przeciwieństwie do komputera mózg jest jednak plastyczny. W przypadku urazu funkcje uszkodzonych części mogą zostać do pewnego stopnia skompensowane czy też przejęte przez inne partie mózgu.
Co więcej, plastyczność mózgu i nasz proces uczenia się to dwie strony tej samej monety. Zgodnie ze sformułowaną z końcem I poł. XX w. przez Donalda Hebba regułą: „Neurony, które aktywują się razem, łączą się”. Innymi słowy, połączenia synaptyczne pomiędzy dwoma neuronami zostają wzmocnione, gdy neurony te aktywowane są w krótkim odstępie czasowym. Akumulacja tego typu niewielkich efektów prowadzi do zmian obserwowalnych na poziomie całych struktur mózgowych.
Każda nowa porcja zdobytej wiedzy wręcz odciska się w naszym mózgu. Dobitnie świadczy o tym badanie pokazujące, że wraz ze stażem zawodowym u londyńskich taksówkarzy zwiększała się u nich objętość hipokampa, czyli struktury mózgowej zaangażowanej w pamięć przestrzenną.
Analizy przeprowadzone przez zespół pod kierunkiem Christophera Fritha zostały opublikowane jeszcze przed erą powszechnego użycia GPS, kiedy to taksówkarze jednego z najbardziej skomplikowanych miast świata musieli polegać na swoich wewnętrznych mapach.
Zjaw isko plastyczności pozwala nam spojrzeć krytycznie na często powtarzany, i to nawet przez zawodowych kognitywistów, mit, zgodnie z którym umysł ma się do mózgu komputera tak jak program (software) do sprzętu, w którym go zainstalowano (hardware). Choć podział na hardware i software nie zawsze jest jasny, na co dzień doświadczamy tego, że możemy zainstalować interesujący nas program na dowolnym komputerze, jeśli tylko spełnia on wymagania sprzętowe. Jeśli tak, to czy kiedyś ludzki umysł uda się przenieść do komputera, niczym w filmie Transcendencja z 2014 r. z Johnnym Deppem w roli głównej? Wątpię. Fizycznie komputer nie zmienia się od tego, że zainstalujemy w nim nowy program. W przypadku mózgu jest inaczej. Jak zauważa neuronaukowiec poznawczy Russell Poldrack: „W mózgu sprzęt i oprogramowanie są nierozdzielne; program jest przechowywany w połączeniach pomiędzy neuronami, a gdy się uczymy, dzieje się to poprzez zmiany w tych połączeniach”. Mit umysłu-jako-programu okazuje się wręcz nową wersją dualizmu Kartezjusza, traktującego „rzecz myślącą” (res cogitans) i „rzecz rozciągłą” (res extensa) jako odrębne, choć wchodzące ze sobą w tajemnicze interakcje byty. Robert Clowes i współpracownicy trafnie zauważyli: „Jeśli mamy szukać głównej przyczyny tej zmiany [tj. odejścia od kartezjanizmu], to nie w rozwoju i prowadzeniu argumentacji filozoficznej, ale w rozwoju nauki i – co szczególnie interesujące – technologii. Rozwój ten sprawił, że dualistyczny schemat pojęciowy stał się stopniowo coraz trudniejszy do utrzymania”.
W kontekście odejścia od dualizmu, czy to kartezjańskiego, czy to wizji umysłu-jako-programu, mówi się wręcz o rewolucji naukowej, porównywalnej z przewrotem kopernikańskim. Rewolucja ta zupełnie zmieniła kategorie, w jakich postrzegamy i opisujemy nasze myśli i uczucia, a zatem siebie samych. Filozof neuronauki John Bickle broni przy tym tezy, że głównym motorem rewolucji naukowych jest opracowywanie nowych narzędzi i instrumentów pomiarowych. Dzieje badań nad mózgiem są świetnym przykładem tej prawidłowości. Zanim powstały jednak współczesne skanery, ujawniające strukturę i funkcjonowanie mózgu, trzeba było wielu stuleci mozolnych badań.
Od frenologii do neuropsychologii
Choć dla starożytnych Greków mózg nie był „narządem myślenia” (według Arystotelesa było nim serce), poczynili oni jednak spore postępy w zakresie neuroanatomii. Lekarze aleksandryjscy w III w. p.n.e. koncentrowali swoje badania prowadzone post mortem na móżdżku i oponach mózgowych oraz zdołali opisać nerwy wzrokowe, okulomotoryczne, trójdzielne, twarzowe i słuchowe. Herofilos z Chalcedonu był prawdopodobnie pierwszym uczonym, który uznał mózg za główną strukturę kontroli nad całym organizmem. Jaki jest jednak wpływ poszczególnych części mózgu na nasze zachowanie? Na próbę odpowiedzi na to pytanie czekać trzeba było aż do XVIII w., kiedy pojawiła się frenologia, z jej głównym przedstawicielem, austriackim medykiem i psychologiem Franzem Josephem Gallem (1758–1828). Gall postawił śmiałą tezę. Mózg składa się z wielu „organów”, które tak jak w reszcie ciała mają dobrze określone funkcje. Część z tych funkcji wspólna jest wielu zwierzętom, zaś inne są specyficznie ludzkie. Za siedlisko kluczowej z nich, racjonalności, uznał on płaty czołowe, gdyż u zwierząt innych niż człowiek są one słabiej rozwinięte. Regularnie odwiedzał wiedeńskie placówki medyczne, gdzie bacznie przyglądał się osobom z chorobami psychicznymi, szukając anatomicznych oznak towarzyszących symptomom. Czytał liczne biografie słynnych osób, oglądając ich pośmiertne maski. W ten sposób poszukiwał wystających elementów głowy, które korelował z charakterystycznymi dla obdarzonych nimi osób cechami psychicznymi, wierząc, że ugruntowane są one w zlokalizowanych pod czaszką, konkretnych obszarach mózgowych. Za oznakę świetnej pamięci uznał wyłupiaste oczy, z czego wywnioskował, że organem pamięci jest część mózgu znajdująca się w ich okolicy (jak dziś byśmy powiedzieli: kora oczodołowo-czołowa). O ile w przypadku racjonalności Gallowi można przyznać trochę racji, o tyle mylił się w przypadku pamięci.
###banner###
Kluczową metodą Galla nie była jednak obserwacja. Przy każdej nadarzającej się sposobności dotykał on głów ludzi, by poznać kształt ich czaszek. Na tej podstawie Gall opisał i ponumerował niemal 30 cech umysłowych, takich jak mowa, religijność, odwaga, wytrwałość, skłonność do kradzieży, przyjaźń, miłość, uzdolnienia matematyczne, muzyczne, poetyckie i aktorskie oraz zmysł przestrzenny. Wszystkim im przypisał organy mózgowe. Wykłady i spotkania dyskusyjne z Gallem cieszyly się dużą popularnością, można wręcz powiedzieć, że stał się naukowym celebrytą swoich czasów. Słuchali go kanclerz Metternich i Goethe. Tezy Galla nie spodobały się jednak cesarzowi Franciszkowi II Habsburgowi, który zabronił mu wystąpień publicznych, przez co lekarz musiał przenieść się do Francji. Zyskał tam jeszcze większą sławę niż w swoim kraju, a frenologia przekształciła się w popularny w całej Europie ruch społeczny.
Oceny frenologii są różne. Z jednej strony Gallowi można łatwo zarzucić przedkładanie rozgłosu nad ścisłość naukową oraz zapisywanie tylko wniosków potwierdzających z góry założone tezy. Z drugiej strony, jak pisze historyk neuronauki Andrew Wickens: „Mimo wielu wad frenologia stanowi punkt w historycznym rozwoju neuronauki, w którym nastąpiło istotne zerwanie z dogmatami i założeniami przeszłości. W konsekwencji miała ona decydujące znaczenie dla sformułowania bardziej nowoczesnego sposobu rozumienia mózgu”. Dzieło Galla zainspirowało francuskiego uczonego Pierre’a Gratioleta (1815–1865) do studiów nad korą mózgową, co doprowadziło go w końcu do „podręcznikowego” podziału na pięć płatów mózgowych. „Nowoczesny sposób rozumienia mózgu”, wspomniany przez Wickensa, przejęli francuski chirurg i antropolog Paul Broca (1824–1880), który zaobserwował związek uszkodzeń lewej okolicy czołowej z zaburzeniami mowy, oraz niemiecki psychiatra i neurolog Carl Wernicke (1848–1905), który wykazał, że zaburzenia mowy występują w przypadkach uszkodzeń płata skroniowego. Dziś ci uczeni uznawani są za pionierów neuropsychologii, a odkryte przez nich ośrodki generowania i rozumienia mowy zyskały nazwy od ich nazwisk.
Mózg w skali mikro
Równolegle do badań nad anatomią mózgu w skali makro stawiane były pierwsze kroki w badaniu neuronów. Czeski fizjolog Jan Evangelista Purkyně (1787–1869) w 1837 r. po raz pierwszy obserwował pod mikroskopem i opisał komórkę nerwową. Charakteryzowała się tym, że z jednej strony jej ciała wyrastały rozgałęziające się wypustki (nazwa dendryty pochodzi od greckiego dendron – drzewo), z drugiej strony zaś wychodziło długie włókno (akson). Odkrycie Purkyněgo spotkało się z niedowierzaniem, ponieważ w owym czasie dominował pogląd, że mózg jest w istocie jednolitą substancją. Jego tezę, że mózg skonstruowany jest jednak z samodzielnych „cegiełek”, potwierdził w 1888 r. hiszpański histolog Santiago Ramón y Cajal (1852–1934), który zaobserwował, że poszczególne neurony nie są ze sobą zrośnięte, ale dzieli je maleńka szczelina. Choć od dawna przypuszczano, że komunikacja w mózgu zachodzi na drodze elektrycznej – już w 1780 r. włoski lekarz i fizyk Luigi Galvani odkrył, że mięśnie martwych żab drgają pod wpływem porażenia prądem – musiało upłynąć jeszcze półtora stulecia, by poznano zarys mechanizmu tej komunikacji oraz by zarejestrowano pierwsze jej sygnały u żyjących organizmów.
W 1940 r. Birdsey Renshaw i jego zespół odkryli w hipokampie kota neurony piramidowe i po raz pierwszy zarejestrowali ich aktywność. Choć zastosowana przez niego metoda, będąca jedną z podstawowych i najbardziej czułych w neurobiologii, przeszła długą ewolucję, zasadniczy schemat badań jest podobny także dziś. Bezpośrednio do ciała neuronu (lub nieopodal) wprowadza się mikroelektrodę, co pozwala śledzić z ogromną precyzją czasową jego wyładowania. Ze względu na konieczność otwarcia czaszki metodę tę na ludziach stosuje się jedynie w celach diagnostycznych przy okazji zabiegów neurochirurgicznych. Operacje takie stanowią jednak niekiedy sposobność do ważnych odkryć. Przykładowo badacze z uniwersytetów w Tybindze i Bonn odkryli niedawno u pacjentów przygotowywanych do zabiegów chirurgicznych z powodu epilepsji, że w płacie skroniowym zlokalizowane są pojedyncze neurony aktywowane podczas prostych działań arytmetycznych. Wraz z wynikami poprzednich badań, przeprowadzonych na makakach i krukach, które ujawniły pojedyncze komórki reagujące selektywnie na liczebność (pewien neuron reaguje, gdy zwierzę postrzega jeden element, inny neuron, gdy widzi dwa elementy itd.), ostatnie odkrycie stanowi ważny krok ku zrozumieniu neurobiologicznych podstaw matematyki.
Nawiasem mówiąc, warto zauważyć, że choć badania z wykorzystaniem metody rejestracji pojedynczych neuronów wykonywane na małp wydają się najbardziej sensowne ze względu na zbliżoną do ludzkiej strukturę mózgu, w środowisku naukowym rośnie konsensus na rzecz ich ograniczenia. Autor wielu ważnych odkryć dotyczących funkcjonowania kory wzrokowej Semir Zeki wyznał kilka lat temu na łamach „Znaku”, dlaczego zaprzestał badań na zwierzętach: „(…) po prostu czułem się zbyt blisko z nimi związany. Te małpki do mnie przemawiały – swoimi oczami. Całowały mnie – pocałunek małpy przypomina bardzo delikatne ugryzienie. To wszystko składało się na zbyt ludzkie doświadczenie – pomyślałem więc: dosyć, nigdy więcej eksperymentów z małpami. I tego się trzymam” („Znak” 2016, nr 9 [736]).
Obrazy mózgu Możliwości rejestrowania aktywności pojedynczych neuronów są ograniczone zarówno ze względów praktycznych, jak i etycznych. Na szczęście jeszcze w I poł. XX w. wynaleziona została nieinwazyjna metoda, którą dziś stosuje się w niezliczonych badaniach z udziałem ochotników. Mowa o elektroencefalografii (EEG). Jednym z jej twórców był niemiecki psychiatra i neurolog Hans Berger, który w 1929 r. opublikował wyniki badań prowadzonych przez wiele lat potajemnie w swojej przydomowej szopie. Praca ta nie wzbudziła entuzjazmu ówczesnego środowiska naukowego – powątpiewano nawet, czy pomiarowi podlegała rzeczywiście aktywność mózgu. Dziś jest to jedna z kluczowych metod neurofizjologii. EEG polega na rejestracji zmian potencjału elektrycznego (który odzwierciedla aktywność mózgu) na powierzchni skóry głowy za pomocą zbioru elektrod. Co ważne, oprócz badania spontanicznej aktywności mózgu, zarówno na jawie, jak i we śnie, możliwe jest rejestrowanie tzw. potencjałów wywołanych – czyli aktywacji mózgowych związanych z wykonywaniem danego zdania. O ile elektroencefalografia jest bardzo czuła na szybkie zmiany dynamiki połączeń, o tyle jej rozdzielczość przestrzenna wypada znacznie gorzej, ponieważ rejestrowana aktywność elektryczna generowana jest przez populacje złożone z miliardów neuronów.
Ostatnie z tych ograniczeń zostało pokonane w pewnym stopniu, gdy upowszechniły się, wyposażone w potężne elektromagnesy, instrumenty pomiarowe umożliwiające obrazowanie zmian zachodzących w aktywności mózgu z rozdzielczością przestrzenną rzędu centymetrów sześciennych. (Rejestrowana aktywność odzwierciedla zmiany zachodzące w milionach neuronów. To jednak mniej niż miliardy). Dzięki tym instrumentom w latach 90. powstać mogła nowa dyscyplina: neuronauka poznawcza, będąca syntezą badań nad mózgiem i psychologicznych badań na funkcjami poznawczymi. Choć sam termin został wymyślony jeszcze w latach 70. przez Michaela Gazzanigę i George’a Millera (jak głosi anegdota, podczas ich wspólnej podróży taksówką), dopiero dwie dekady później upowszechniła się kluczowa z technik: funkcjonalne obrazowanie rezonansem magnetycznym (fMRI).
Neuroobrazowanie sięga do XIX-wiecznej wiedzy, że krążenie krwi w mózgu koreluje z aktywnością tego organu podczas wykonywania zadań umysłowych. W 1877 r. Włoch Michele Bertino ucierpiał w wyniku nietypowego wypadku. Pracujący na szczycie kościelnej dzwonnicy robotnik niechcący upuścił cegłę na jego głowę. Szczęśliwie Bertino przeżył, jednak w jego głowie pozostał otwór. Kilka miesięcy później trafił on do Turynu, gdzie jego przypadkiem zainteresował się Angelo Mosso, medyk i profesor tamtejszego uniwersytetu, który wykorzystał otwór do zmierzenia pulsacji krwi. Mosso odkrył, że gdy Bertino intensywnie myśli, pulsacje krwi w mózgu zmieniają się – w przeciwieństwie do tych mierzonych na nadgarstku. Mosso stwierdził również, że skoro aktywność umysłowa powoduje zmiany w przepływie krwi, to intensywne myślenie powinno skutkować zmianą wagi głowy. Aby to sprawdzić, skonstruował specjalne przechylające się łóżko. Mosso prosił najpierw osoby badane o leżenie w bezruchu, tak by krew rozeszła się po ciele, a następnie o zapoznanie się z materiałami o różnym stopniu trudności. Zaobserwował wówczas, że czytanie bardziej wymagających poznawczo materiałów, w szczególności z zakresu filozofii matematyki, powoduje większy przepływ krwi do mózgu, o czym świadczy przechylanie się łóżka w kierunku głowy.
Funkcjonalne obrazowanie rezonansem magnetycznym bazuje jednak na znacznie bardziej subtelnej wiedzy. Hemoglobina, czyli białko zawarte w erytrocytach, odpowiedzialne za przenoszenie tlenu, reaguje na pole magnetyczne. Podczas wykonywania określonych zadań aktywne obszary mózgu zużywają więcej tlenu niż obszary niezaangażowane bezpośrednio w te zadania. Najistotniejszym ze względu na własności magnetyczne parametrem jest ilość hemoglobiny niosącej tlen (tzw. sygnał BOLD, czyli zależny od utlenowania krwi). W badaniu fMRI otrzymuje się mapę utlenowanej krwi w mózgu mniej więcej co sekundę. Oznacza to, że odpowiednia obróbka matematyczno-komputerowa danych umożliwia wnioskowanie o dynamice aktywności neuronalnej z około sekundową rozdzielczością. To daleko od rejestracji aktywności pojedynczych neuronów co ułamek sekundy, czego życzyliby sobie naukowcy, jednak wystarcza do prowadzenia zaawansowanych badań.
Choć powstanie fMRI było zapalnikiem rewolucji, która nieustannie przybliża nas do rzetelnego zrozumienia, jak działa mózg, skany nieraz wykorzystywane były przez popularyzatorów do ugruntowania neuromitów. Bodaj najbardziej znany z nich głosi, że wykorzystujemy zaledwie 10% możliwości naszego mózgów, podczas gdy reszta pozostaje w uśpieniu. Albert Einstein miał kiedyś powiedzieć dziennikarzowi, że swoje odkrycia z zakresu fizyki teoretycznej zawdzięcza temu, że w przeciwieństwie do większości ludzi wykorzystuje więcej niż 10% mózgu (specjaliści pracujący w archiwach twórcy teorii względności nie znaleźli jednak nigdy odpowiedniego cytatu). Jak mają się do tego skany mózgu? Wyniki statystycznych analiz danych z neuroobrazowania przedstawiane są w czasopismach naukowych w formie map, na których kolorami zaznaczona jest aktywność pewnych struktur. Przykładowo: myślenie abstrakcyjne wiąże się w większym stopniu z aktywnością językowych struktur mózgu, takich jak dolny zakręt czołowy i przyśrodkowy zakręt skroniowy w lewej półkuli, niż myślenie konkretne, które z kolei opiera się na strukturach percepcyjno-wyobrażeniowych.
Czy oznacza to jednak, że gdy jesteśmy zaangażowani w przetwarzanie pojęć abstrakcyjnych, reszta mózgu pozostaje w uśpieniu? W żadnym razie. Raportując wyniki badań neuroobrazowych w formie graficznej, badacze oznaczają kolorami po prostu aktywność struktur, która w jednym z warunków badania okazała się wyższa od aktywności bazowej całego mózgu.
Zresztą, jak pisze Christian Jarrett: „Koncepcja, że używamy jedynie niewielkiej części mózgu, nie ma sensu również z ewolucyjnego punktu widzenia. Mózg jest niesamowitym paliwożercą, który pochłania 20% zużywanej przez nas energii, choć stanowi jedynie 2% masy ciała.
Ewolucja na drodze doboru naturalnego zwykle pozbywa się tego, co niewydajne, jest więc nieprawdopodobne, byśmy mieli taki kosztowny narząd, który w większości jest zbyteczny. Wyobraźmy sobie firmę, w której większość pracowników siedzi i nic nie robi – zostaliby zwolnieni. Tak samo jest z naszymi komórkami mózgowymi”.
Neuronauka poznawcza dziś i jutro
Dzisiejsza neuronauka poznawcza, która powstała w dużej mierze wraz z upowszechnieniem instrumentów umożliwiających neuroobrazowanie, korzysta chętnie ze wszystkich narzędzi i metod, o których wspomniałem w tym artykule (oprócz frenologicznego „dotykania głów”). W przedsięwzięciu, jakim jest zrozumienie, jak funkcjonuje mózg, niezwykle ważne są wciąż badania nad pacjentami z uszkodzeniami mózgu, takie jak te, które doprowadziły Brokę i Wernickego do odkrycia ośrodków mowy i jej rozumienia. Rzecz w tym, że tylko utrata jakiejś funkcji poznawczej w wyniku uszkodzenia pewnej struktury mózgowej stanowi silny dowód na rzecz tego, że dana struktura jest podstawą funkcji. Neuroobrazowanie nie jest w tym względzie rozstrzygające, ponieważ dostarcza tylko wiedzy o korelacji danej funkcji poznawczej z aktywnością struktury mózgowej. A korelacja to jeszcze nie przyczynowość.
Na szczęście w ostatnich dekadach coraz większą popularność zyskują badania, które w dość łatwy, w pełni kontrolowany, a przede wszystkim bezpieczny sposób pozwalają zasymulować skutki uszkodzeń mózgu u zupełnie zdrowych ochotników. Kluczową techniką jest tu przezczaszkowa stymulacja magnetyczna (TMS). Za pomocą cewki elektromagnetycznej przystawionej do czaszki przepuszcza się trwające ułamki sekund impulsy, co ostatecznie przekłada się na zmiany w aktywności elektrycznej mózgu. W ten sposób możliwe jest stymulowanie lub hamowanie działania struktur mózgowych, które interesują badaczy w danym eksperymencie. Nie do przecenienia jest również znaczenie tzw. hiperskanowania polegającego na jednoczesnym wykorzystaniu fMRI oraz EEG (u ludzi) albo fMRI i rejestracji aktywności pojedynczych (badania na zwierzętach). W ten sposób możliwe jest pokonanie ograniczeń każdej z tych metod. Być może to właśnie integracja obecnych metod jest przepisem na neuronaukę poznawczą przyszłości, która odkryje przed nami kolejne tajemnice mózgu.
Korzystałem z:
• J. Bickle, Revolutions in neuroscience: Tool development, „Frontiers in Systems Neuroscience” 2016, nr 10 (24), s. 1–13.
• R.W. Clowes, K. Gärtner, I. Hipólito, The Mind Technology Problem and the Deep History of Mind Design, w: The Mind Technology Problem, red. ciż, Cham 2021.
• M.S. Gazzaniga, Po obu stronach mózgu. Moja przygoda z neuronauką, tłum. A. Bereś, K. Cipora, Kraków 2017.
• Ch. Jarrett, Mózg. 41 największych mitów, tłum. A. i M. Binderowie, Warszawa 2017.
• R.A. Poldrack, Nauka czytania w myślach. Co neuroobrazowanie może powiedzieć o naszych umysłach?, tłum. M. Hohol, K. Wołoszyn, Kraków 2022.
• A.P. Wickens, A History of the Brain. From Stone Age surgery to modern neuroscience, New York 2014