Subskrybuj
fot. Uriel Sinai / Getty
Ukraiński historyk, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Badawczego na Uniwersytecie Harvarda. Autor książek m.in. Ostatnie imperium. Historia upadku Związku Radzieckiego (2015) oraz Czarnobyl. Historia nuklearnej katastrofy (2019). W 2022 r. nakładem Znaku Horyzont ukaże się jego książka Zapomniane bękarty...

Odwołany koniec historii

Ukraina zaczęła się bronić w sposób, którego niewielu jej zwolenników na Zachodzie się spodziewało. Powstrzymała plany Putina względem blitzkriegu, ale uczyniła to za ogromną cenę, którą ponoszą zarówno ona, jak i cały świat. Obecnie każdy może zgadywać, jak i kiedy zakończy się ten etap wojny, ale nie ma wątpliwości, że pewna epoka w historii Europy, dobiegła właśnie końca.

W chwili gdy piszę te słowa, rosyjskie rakiety spadają na Kijów, a  wojska agresora próbują przełamać linię obrony ukraińskiej stolicy. Zaledwie kilka tygodni temu mało kto mógł wyobrazić sobie równie tragiczną, co surrealistyczną sytuację. Jeszcze trudniej było ją przewidzieć w momencie upadku komunizmu w Europie Wschodniej i rozpadu Związku Radzieckiego, gdy kształtował się nowy globalny układ.

To wtedy Francis Fukuyama ogłosił koniec zimnej wojny końcem historii jako takiej, tzn. „ostatnią fazą ideologicznej ewolucji ludzkości” i rozpowszechnieniem zachodniej demokracji liberalnej jako ostatecznej formy rządów. Niezależnie od oceny samej prognozy rozpad ZSRR był powszechnie postrzegany jako odrębne wydarzenie, które zdawało się dokonać w cudowny sposób, niemalże z dnia na dzień; miało więc stanowić punkt zwrotny w jakimś procesie – a nie proces sam w sobie. „Trudno mi wyobrazić sobie wydarzenie dziwniejsze i bardziej zaskakujące, a na pierwszy rzut oka bardziej niewytłumaczalne niż nagły i całkowity rozpad, zniknięcie ze sceny międzynarodowej (…) wielkiego mocarstwa znanego kolejno jako Imperium Rosyjskie i Związek Radziecki” – napisał w 1995 r. George F. Kennan, nestor amerykańskiej sowietologii.

Patrząc wstecz, rok 1991 wcale nie oznaczał końca historii ani rozumianej jako ideologiczna ewolucja ludzkości, ani w znaczeniu dyscypliny naukowej, która udokumentowała długotrwały i bolesny rozpad większości światowych imperiów. Tym, co obecnie obserwujemy na obszarze postsowieckim, jest kontynuacja procesu rozpadu ZSRR, wraz z wiążącym się z tym dążeniem do ustanowienia stref wpływów, trwającymi sporami granicznymi i otwartymi działaniami wojennymi. Dostrzegamy także powrót Rosji na scenę międzynarodową, próbującej odgrywać rolę już nie tylko regionalnego, ale i globalnego mocarstwa na wzór swoich poprzedników, Imperium Rosyjskiego i Związku Radzieckiego.

Kto chciał odejść z ZSRR

Po osłabnięciu euforii z początku lat 90. potrafimy dokonać trzeźwiejszej oceny rozpadu ZSRR i jego przyczyn. Możemy zarazem sprecyzować kierunek, zgodnie z którym dokonuje się opisywany przez nas proces, a dzięki temu, być może, będziemy zdolni postawić rzetelniejsze prognozy na przyszłość. Trzeba rozpocząć od rzeczy najbardziej oczywistej: przestrzeń postsowiecka rozpadła się na kilkanaście mniejszych państw, każde z nich o innej dynamice, często zmierzające w różnych kierunkach. Ważną rolę w rozwoju sytuacji w regionie po upadku ZSRR odegrało przedradzieckie dziedzictwo dawnych republik.

Wskazuje na to fakt, że upadek Związku Radzieckiego rozpoczął się na ziemiach zaanektowanych najpóźniej, w czasie II wojny światowej, zajętych najpierw w konsekwencji paktu Ribbentrop-Mołotow, a następnie odzyskanych od nazistowskich Niemiec w latach 1944–1945 w wyniku porozumień jałtańskich. Parę dekad później na czele mobilizacji przeciwko centrum sowieckiemu stanęły właśnie kraje bałtyckie. Estonia jako pierwsza republika radziecka ogłosiła suwerenność, uznając tym samym nadrzędność jej własnego prawa względem prawa ZSRR.

Z kolei Litwa jako pierwsza zadeklarowała całkowitą niezależność od Związku Radzieckiego. Uczyniła to w  marcu 1990  r. na pierwszej sesji wybranego w wolnych wyborach parlamentu. Nawet Komunistyczna Partia Litwy odżegnała się od ZSRR, ogłaszając odłączenie się od Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Przywództwo przeszło w ręce przedstawicieli nowej elity, składającej się z intelektualistów i technokratów, podobnie jak kilka lat później w Europie Wschodniej.

Dążenie Bałtów do odzyskania niepodległości utraconej w płomieniach II wojny światowej wywołało efekt fali w  całym Związku Radzieckim. Aby poradzić sobie z bałtyckimi „frontami ludowymi” – organizacjami niepodległościowymi, które do osiągnięcia celu wyprowadzały na ulice setki tysięcy ludzi – Moskwa i lokalne elity partyjne zorganizowały „fronty międzynarodowe”, które starały się zaktywizować rosyjskie i rosyjskojęzyczne mniejszości w republikach.

Mobilizacja Rosjan na zachodnich kresach ZSRR wkrótce wpłynęła na wydarzenia w Moskwie. Hasło „najpierw Rosja” zjednoczyło rosyjskich nacjonalistów i demokratów, dzięki którym Borys Jelcyn (wpierw protegowany Gorbaczowa, później jego zaprzysięgły wróg) objął stanowisko przewodniczącego rosyjskiego parlamentu, a następnie prezydenta Rosji.

Zwycięstwo Jelcyna było wynikiem zarówno uaktywniania się działaczy w największych miastach, jak i wsparcia na nowo organizujących się robotników, strajkujących z powodu warunków ekonomicznych, ale też oczekujących, że władze rosyjskie pomogą im w czasie, gdy zawiodły instytucje centralne.

###banner###

Do czerwca 1991 r. Moskwa miała dwóch prezydentów: Rosji i ZSRR. Jednak w Rosji, w przeciwieństwie do republik bałtyckich, funkcję lidera opozycji wobec władz centralnych pełnił były szef partii, a nie jak na Litwie – intelektualista Vytautas Landsbergis, profesor muzykologii. Mimo że Jelcyn publicznie porzucił partię komunistyczną, a następnie zawiesił jej działalność, to zasadnicza różnica polegała na tym, że w przeciwieństwie do krajów bałtyckich nowa elita rosyjska nigdy nie zerwała dostatecznie z radziecką przeszłością.

Aktywizacja w Ukrainie, drugiej po Rosji pod względem liczby ludności i gospodarki republice radzieckiej, łączyła w sobie obie dążności. Na zachodnich obszarach Ukrainy, anektowanych przez Związek Radziecki na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow, mobilizacja przebiegała według modelu bałtyckiego, koncentrując się na kwestiach historii, języka, kultury i suwerenności narodowej. Ogłoszenie przez Ukrainę niepodległości w następstwie nieudanego puczu w Moskwie w sierpniu 1991 r. nie tylko jednak było wynikiem sojuszu nacjonalistów, demokratów i strajkujących w regionie Donbasu robotników, ale doszło do skutku także dzięki wsparciu aparatu partyjnego, zagrożonego po zawieszeniu przez Borysa Jelcyna działalności partii komunistycznej.

1 grudnia 1991 r. Ukraińcy zadali ostateczny cios Związkowi Radzieckiemu, głosując przytłaczającą większością głosów (91%) za niepodległością.

W tym czasie kraje bałtyckie, podobnie jak Mołdawia i znaczna część Kaukazu, nie były już częścią ZSRR. Za to Białoruś i środkowoazjatyckie republiki, wciąż liczące na dostawy subsydiowanego gazu i ropy z Rosji, nie spieszyły się z odejściem. Nawet bogaty w surowce Kazachstan wahał się przed deklaracją niezależności, częściowo ze względu na znaczącą liczbę ludności słowiańskiej. Jednak decyzja Rosji, by uznać niepodległość Kijowa i nie brać na siebie ciężaru utrzymania jedności bez znacznych zasobów ludzkich i gospodarczych Ukrainy, oznaczała koniec ZSRR. Chcąc nie chcąc, Białoruś i republiki Azji Środkowej również musiały się odłączyć.

25 grudnia 1991 r. Michaił Gorbaczow ogłosił rezygnację z funkcji prezydenta po tym, jak Związek Radziecki przestał już istnieć jako podmiot prawny, a więc został formalnie rozwiązany przez przywódców republik związkowych. Okazało się, że był to początek procesu rozpadu, ale nie jego koniec.

Demokracje ograniczone i upadłe

Upadek ZSRR nie był bynajmniej triumfem demokracji, jak sądzono w 1991 r., lecz wspólnym zwycięstwem nacjonalistów, demokratów i partyjnych aparatczyków, których role i ideologie różniły się w poszczególnych republikach. W niektórych przypadkach władzę skonsolidowały najkonserwatywniejsze sowieckie elity.

Zróżnicowane drogi ku niepodległości pośród poszczególnych republik wpłynęły na dalszą trajektorię formalnie niepodległych od tej pory państw. Zaczęły one, z godnym uwagi wyjątkiem krajów Azji Środkowej, od znacznej demokratyzacji instytucji i życia politycznego. Jednak nie wszystkie państwa były w stanie utrzymać lub umocnić tendencje demokratyczne w trakcie burzliwych lat transformacji postsowieckiej. W rzeczywistości większości z nich nie udało się tego dokonać.

Demokracja odniosła pełny sukces jedynie w krajach bałtyckich, gdzie okazała się trwalsza i odporniejsza na naciski autorytarne, nawet w porównaniu z nienależącymi do ZSRR krajami byłego bloku komunistycznego, zwłaszcza Węgier i Polski. Demokracja w formie opartych na konkurencji wyborów przetrwała w Ukrainie, w Mołdawii, Gruzji, Armenii i, do pewnego stopnia, w Kirgistanie, który pod tym względem stanowił wyjątek wśród państw Azji Środkowej. Nie udało się tego osiągnąć w pozostałych krajach regionu – w Kazachstanie, Uzbekistanie, Turkmenistanie i Tadżykistanie.

Na Białorusi proces osuwania się w  autorytaryzm rozpoczął się w połowie lat 90., po wyborze Aleksandra Łukaszenki na prezydenta. Prawdziwa dyktatura nastała w 2020 r., gdy Łukaszenka użył nieograniczonej przemocy wobec pokojowych demonstrantów, którzy protestowali przeciwko powszechnym fałszerstwom wyborczym popełnianym przez rząd walczący o utrzymanie władzy.

W Rosji, która na przełomie lat 80. i 90. była ostoją demokracji dla konserwatywniejszych republik, autorytaryzm zaczął przybierać na sile po nieudanym zamachu stanu przeciwko Borysowi Jelcynowi w 1993 r. Prezydent Rosji rozkazał swojemu wojsku zdławić pucz przy użyciu czołgów i zmienił konstytucję tak, aby wzmocnić uprawnienia sprawowanej przez niego funkcji. Władimir Putin, zasiadając w 2000 r. na Kremlu, w pełni wykorzystał reformy poprzednika.

W 2021 r., po dwukrotnym sprawowaniu funkcji premiera i w trakcie kolejnej prezydentury, Putin ponownie zmienił konstytucję, umożliwiając sobie dwie następne kadencje głowy państwa, z których każda została przedłużona z pierwotnych pięciu lat do siedmiu.

Liczne indeksy rozwoju demokracji niezmiennie plasują trzy kraje bałtyckie daleko przed innymi byłymi radzieckimi republikami. Opracowywany przez fundację Bertelsmanna Indeks Transformacji (2020 r.) wyróżnia wśród nich trzy kategorie. Ukraina, z wynikiem 6,81 punktu, wyprzedza Armenię, Gruzję, Kirgistan i Mołdawię w grupie „ograniczonej demokracji”. Rosja, z wynikiem 5,3, przewodzi kategorii „bardzo ograniczonej demokracji”. Za nią plasują się Kazachstan,  Białoruś, Azerbejdżan i Uzbekistan.  Na samym dole znajdują się Tadżykistan i Turkmenistan, które uzyskały odpowiednio 3,32 i 2,71 punktu  i tworzą obóz „upadłej demokracji”.

Wbrew oczekiwaniom z 1991 r. demokracja liberalna nie zdołała objąć większości krajów byłego Związku Radzieckiego, a większość państw postsowieckich, w tym Rosja, znajduje się obecnie na ścieżce autorytaryzmu, a nie demokracji.

Bogaci i biedni

Wydaje się, że historia dobiegła końca w  1991  r. pod jednym względem – odrzucenia monopolistycznej własności państwowej i  centralnego planowania wraz z przyjęciem, w różnym stopniu, zasad własności prywatnej, wolnej przedsiębiorczości i  gospodarki rynkowej.

Niestety, rządy prawa nie stały się zasadą definiującą życie polityczne, społeczne i gospodarcze. Silne regulacje państwowe i manipulacje, którym towarzyszyła korupcja, stały się stale obecnymi cechami ekonomicznego działania w regionie. Po raz kolejny kraje bałtyckie stanowią jedyny wyjątek od tej ogólnej reguły. Demokracja i  rządy prawa idą tam w  parze z najwyższym PKB per capita na obszarze poradzieckim (w 2020 r. liderem była Estonia z wynikiem 23 tys. USD rocznie).

Tam gdzie demokracji nie towarzyszą rządy prawa, transformacja gospodarcza ostatnich 30 lat przyniosła mniej niż skromne rezultaty. Ukraina, o najwyższym poziomie rozwoju demokracji, znajduje się na samym dole listy państw postsowieckich, z PKB na mieszkańca wynoszącym zaledwie 3,5 tys. USD. To samo dotyczy, w różnym stopniu, innych krajów z grupy „ograniczonej demokracji”: Gruzji, Mołdawii i Armenii, których PKB per capita w 2020 r. wyniosło mniej niż 4,5 tys. USD. Wszystkie te kraje są dodatkowo poszkodowane przez byłe lub trwające konflikty zbrojne. Siły rosyjskie pozostają w Naddniestrzu, Armenia trwa w stanie zawieszenia broni z Azerbejdżanem, Gruzja została najechana przez Rosję w 2008 r., a Ukraina przez osiem ostatnich lat walczyła z rosyjską inwazją w Donbasie.

Rosja, Kazachstan i Turkmenistan należą do grupy państw o „bardzo ograniczonej demokracji” lub nawet „upadłej demokracji”. Pod względem gospodarczym znajdują się one za krajami bałtyckimi, ale przed Ukrainą, Gruzją, Mołdawią i Armenią. PKB per capita wynosi blisko 10 tys. USD w Rosji, blisko 9 tys. USD w Kazachstanie i nieco ponad 8 tys. USD w Turkmenistanie. Względne bogactwo tych krajów wynika w niemałym stopniu z ich zasobów naturalnych i możliwości ich sprzedaży na rynkach zagranicznych. Zyski z handlu pomagają wspierać autorytarnych władców i ograniczają rozprzestrzenianie się demokracji we wszystkich trzech krajach. Dochody z rosyjskiej i azerskiej ropy naftowej pomagają również w finansowaniu wojen tych państw.

Odłożony konflikt po upadku ZSRR

Gdy w 1991 r. rozpadł się Związek Radziecki, jedną z najbardziej pokrzepiających cech upadku był brak wojen na dużą skalę między republikami. Scenariusz, który niepokoił wiele osób na Zachodzie, czyli „Jugosławia z bronią jądrową”, nigdy się nie ziścił.

Obecności broni jądrowej na terytorium Związku Radzieckiego należy przypisać nie tylko pokojowe zakończenie zimnej wojny, ale także stosunkowo bezkonfliktowy rozpad Związku Radzieckiego, w którym cztery republiki – Rosja, Ukraina, Białoruś i Kazachstan – znalazły się w posiadaniu arsenału nuklearnego, choć nie zawsze go kontrolowały. Stany Zjednoczone współpracowały z Rosją w celu doprowadzenia do rozbrojenia jądrowego, zmuszając Ukrainę i inne republiki do rezygnacji z tej broni w zamian za gwarancje bezpieczeństwa. Okazały się one bezwartościowe po inwazji Rosji na Ukrainę wiosną 2014 r.

Lata 90. były szczytowym okresem współpracy rosyjsko-amerykańskiej. Oba kraje osiągnęły porozumienie w wielu kluczowych kwestiach, od dalszych cięć w arsenałach nuklearnych po rozwiązanie konfliktów regionalnych w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie, gdzie Moskwa przestała wspierać swoich klientów. Był jednak jeden poważny wyjątek: Rosja i Stany Zjednoczone nie doszły do porozumienia w sprawie przyszłości przestrzeni poradzieckiej.

Mimo że w grudniu 1991 r. Jelcyn podjął decyzję o rozwiązaniu Związku Radzieckiego, nigdy nie wyobrażał sobie przestrzeni postsowieckiej jako obszaru, w którym byłe republiki ZSRR miałyby wolną rękę w decydowaniu o swoich sprawach. Utworzona w grudniu 1991 r. Wspólnota Niepodległych Państw miała m.in. zapewnić Rosji wiodącą rolę w regionie. Inne republiki, w szczególności Ukraina, postrzegały Wspólnotę jako instytucję międzynarodową, która umożliwiłaby uporządkowane rozwiązanie ZSRR lub, jak to określano w Kijowie, „cywilizowany rozwód”.

Stany Zjednoczone mocno wspierały Gorbaczowa i Związek Radziecki do ostatnich tygodni jego istnienia, ale gdy ZSRR zniknęło z mapy świata, Waszyngton opowiedział się za pełną niepodległością państw postsowieckich, w przeciwieństwie do ograniczonej suwerenności, za którą optowali Jelcyn i jego doradcy. Konflikt między tymi dwiema wizjami uwidocznił się na początku XXI w.

Działania Moskwy na rzecz ustanowienia lub utrzymania rosyjskiej strefy wpływów obejmują różne strategie, od przekupstwa ekonomicznego, poprzez zastraszanie, aż po wojnę, i opierają się na przyjaznych autorytarnych reżimach, które Rosja pomaga tworzyć i utrzymywać u władzy. Na Białorusi Kreml wspiera bardzo niepopularnego prezydenta Aleksandra Łukaszenkę, którego prawomocności władzy nie uznają europejscy sąsiedzi tego kraju. Front konfrontacji na linii Rosja–Zachód obejmuje również kraje bałtyckie jako obszar ziszczonego sukcesu. Przystąpiły one zarówno do Unii Europejskiej, jak i do NATO, ale Rosja uważa je za terytorium sporne i stosuje nowoczesne metody wojny cybernetycznej przeciw swym byłym poddanym.

Kierując się na południe, Rosja wspiera militarnie i ekonomicznie Naddniestrze, nieuznawaną dyplomatycznie enklawę utworzoną w Mołdawii w celu powstrzymania zachodnich aspiracji tego kraju. Na Kaukazie Rosja najechała na Gruzję w 2008 r. i przejęła region Osetii Południowej, dołączając go do innej gruzińskiej enklawy już kontrolowanej przez Rosję – republiki Abchazji. Wojna stanowiła bezpośrednią odpowiedź na dążenie Gruzji do przystąpienia do NATO.

Ukraina znalazła się w samym centrum walki o pełną suwerenność poradzieckich republik. Nigdy nie przystąpiła w pełni do Wspólnoty Niepodległych Państw, którą współtworzyła, a wraz z odejściem ze sceny politycznej byłych członków partii komunistycznej siły prodemokratyczne zaczęły dążyć do przeorientowania Ukrainy na Zachód. Pomarańczowa rewolucja – czyli masowe protesty w Kijowie jesienią 2004 r., wywołane próbą sfałszowania wyborów przez rząd na korzyść prorosyjskiego kandydata – sprawiła, że członkostwo w Unii Europejskiej stało się jednym z priorytetów politycznych Ukrainy.

Stany Zjednoczone poparły ten demokratyczny wybór, ale Rosja uznała pomarańczową rewolucję za formę amerykańskiej agresji i wtargnięcia w jej strefę wpływów.

Podczas gdy liberalni sojusznicy Putina, tacy jak Anatolij Czubajs, opowiadali się za utworzeniem liberalnego imperium, w którym pozostałe republiki byłyby powiązane z Rosją zależnością gospodarczą i subtelnymi środkami nacisku, prezydent Rosji doszedł do wniosku, że jedyna skuteczna metoda utrzymania przestrzeni poradzieckiej pod kontrolą Moskwy opiera się na użyciu siły militarnej. W pierwszych miesiącach 2014 r., gdy Ukraińcy zbuntowali się przeciwko swojemu prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi (który obiecał rodakom podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE, ale pod naciskiem Rosji nie dotrzymał danego słowa), Putin wysłał wojska na ukraiński Krym i zajął półwysep. Kilka miesięcy później otworzył kolejny front z Ukrainą, tym razem we wschodnim przemysłowym regionie Donbasu. Wojna, która rozpoczęła się tam wiosną i wczesnym latem 2014 r., pochłonęła życie ponad 14 tys. osób. Co najmniej dwa razy tyle ludzi zostało rannych, setki tysięcy pozostały bez dachu nad głową, a miliony przyjęły status uchodźców.

Jakie pobudki przyświecały Rosji? Po pierwsze, zatrzymać dryf Ukrainy w kierunku Zachodu: Putin twierdził, że gdyby nie zaanektował półwyspu, NATO ulokowałoby na nim wyrzutnie. Po drugie, podważyć i zdyskredytować ukraińską demokrację, której sukces byłby niepożądanym sygnałem dla Rosjan – skoro Ukraina może być demokratyczna i odnosić sukcesy, dlaczego Rosja nie może podążyć tą samą drogą? Jednakże inwazja w 2014 r. nie spełniła celów Putina, wręcz przeciwnie, Ukraina stała się bardziej zjednoczona i bardziej niż kiedykolwiek wcześniej prozachodnia. Liczba Ukraińców, którzy chcieli wstąpić do NATO, wzrosła trzykrotnie.

Podobnie jak Rzeczpospolita Obojga Narodów w XVIII w., Ukraina po tym pierwszym rozbiorze pozostawała wciąż zbyt zjednoczona i zbyt silna, by rosyjski władca mógł ją tolerować. Uderzył ponownie, tym razem w wojnie, która rozpoczęła się w lutym 2022 r. Nowa wojna przerosła poprzednią pod względem liczby ofiar i ludzkiego cierpienia. Rosja pogwałciła wszelkie konwencje wojenne, atakując i zajmując obszary atomowe, takie jak zamknięta strefa w Czarnobylu i największa w Europie elektrownia w Zaporożu. Ostrzelała dzielnice mieszkalne ukraińskich miast i otworzyła ogień do korytarzy humanitarnych.

Ukraina zaczęła się bronić w sposób, którego niewielu jej zwolenników na Zachodzie się spodziewało. Powstrzymała plany Putina względem blitzkriegu, ale uczyniła to za ogromną cenę, którą ponoszą zarówno ona, jak i cały świat. Obecnie każdy może zgadywać, jak i kiedy zakończy się ten etap wojny, ale nie ma wątpliwości, że pewna epoka w historii Europy, która rozpoczęła się wraz z rewolucjami wschodnioeuropejskimi w 1989 r., dobiegła właśnie końca. Znajdujemy się teraz w sytuacji nowej zimnej wojny, której symbol stanowi podwojenie niemieckiego budżetu obronnego.

W  centrum tego konfliktu ponownie znalazła się Europa Wschodnia, choć jej granice zostały już na nowo zdefiniowane. Nowa Europa Wschodnia składa się z byłych republik radzieckich na zachodnich i częściowo południowych rubieżach dawnego ZSRR. W istocie jednak druga zimna wojna rozpoczęła się zaraz po zakończeniu poprzedniej. Tym, co naprawdę bezprecedensowe w rozwoju wydarzeń ostatniej dekady, jest pojawienie się nowych aktorów międzynarodowych w przestrzeni postsowieckiej. Niedawne wznowienie konfliktu zbrojnego między Azerbejdżanem a Armenią na spornym obszarze Górskiego Karabachu zakończyło się zwycięstwem Azerbejdżanu, w dużej mierze dzięki wsparciu jego sojusznika, Turcji. Rosja wprowadziła na ten teren swoje „siły pokojowe”, lecz była zmuszona zaakceptować porażkę swojego klienta – Armenii.

Cały region staje się nowym polem bitwy także w ramach innej zimnej wojny między Stanami Zjednoczonymi a  Chinami, w  której Moskwa występuje jako młodszy partner Pekinu. Stanowi to powrót do dawnego sojuszu chińsko-sowieckiego, ale z odwróconymi rolami partnerów. Chiny, które rozszerzają swoje wpływy gospodarcze i polityczne w Azji Środkowej i poza nią (są największym partnerem handlowym Ukrainy), powstrzymują się od bezpośredniej konkurencji z Rosją na tych obszarach, jednak ich rosnąca potęga gospodarcza, w przeciwieństwie do pogrążonej w stagnacji gospodarki rosyjskiej, nie pozostawia wątpliwości co do ostatecznego zwycięzcy tej rywalizacji.

***

Takiego scenariusza nikt nie wyobrażał sobie 30 lat temu. Obserwatorzy nie przewidzieli też trafnie losów demokracji i zasad państwa prawa w przestrzeni postsowieckiej, nie odczytali właściwie procesów wojny i pokoju.

Historia nie skończyła się w 1991 r., imperium nie upadło w ciągu jednej nocy, a my nie oczekujemy już cudów. W tym względzie powrót historii ma pewną korzyść: możemy teraz wyciągać wnioski z przeszłych doświadczeń i zgadywać, co będzie dalej. Jedna z lekcji, którą możemy dziś wykorzystać, pochodzi z 1939 r. Jest nią przejęcie przez Hitlera Czechosłowacji i atak na Polskę, które zapoczątkowały II wojnę światową. Tu wnioski są proste: ustępstwa nie przynoszą rezultatów, a agresora należy powstrzymać, zanim będzie za późno. Kraje Europy Wschodniej, zarówno starej, jak i nowej, odrobiły tę trudną lekcję celująco. Najwyższy czas, aby reszta świata otworzyła książki i zasiadła do nauki, zamiast wyczekiwać końca historii.

Tłumaczył Marek Maraszek

Zapis wykładu wygłoszonego 1 marca 2022 r. w Instytucie Nauk o Człowieku w Wiedniu

Artykuł pojawił się w numerze: Tu mówi Ukraina