Jakiej teologii potrzebujemy? To pytanie tylko pozornie wydaje się bezzasadne. Ktoś powie, że odpowiedzi są przecież oczywiste: dobrej, zgodnej z nauczaniem Kościoła, wyrastającej z solidnej lektury Pisma Świętego. Doświadczenie uczy jednak, że także taka teologia może być martwa – tzn. niedotykająca człowieka, nieprzemieniająca jego życia, nie dająca do ręki instrumentu do rozpoznawania Bożej obecności w świecie i do rozeznania naszego miejsca w Bożym planie, który dzieje się nie tylko w Biblii, ale także w codzienności, w „tu i teraz”.
Wy nam mówicie tylko o obietnicy wiecznego zbawienia, które dopiero ma nadejść, a nam chodzi o życie – zdają się mówić do nas, teologów, ludzie. Czy jest szansa na teologię bliższą życiu? Na teologię w to życie zaangażowaną? „Bycie uczniem Chrystusa nie może polegać wyłącznie na rozpamiętywaniu przeszłych wydarzeń lub na oczekiwaniu końca dziejów. Nasze życie rozgrywa się w teraźniejszości, w konkretnym czasie, miejscu, okolicznościach” – pisze ks. Grzegorz Strzelczyk . Czy teologia nie powinna wreszcie wziąć tego pod uwagę?
Ewolucja teologii akademickiej
W roku 2006 w niemieckim „Die Zeit” ukazał się artykuł o przemianach w łonie teologii akademickiej, a właściwie o…