To była ciepła noc z końca wiosny. Siedzieliśmy przy kamiennym stole pod pergolą. Niedaleko Jeziora Garda. Czytałem wówczas wspomnienia z dzieciństwa Fłorienskiego Dla moich dzieci. Niektóre epizody, szczegóły z jego najwcześniejszych lat spędzonych na zakaukaskich stepach, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dwudziestoletnia Josephine i jedenastolatek Tancredi słuchali rozbawieni, lecz widać było również, że chcą po prostu sprawić mi przyjemność. To zbyt odległe historie, pomyślałem. Potem zaczęli się dopytywać, co zapamiętałem z moich najwcześniejszych lat. Wspomniałem o jakimś zdarzeniu i od razu zdałem sobie sprawę, że brzmi to równie odlegle jak opowieść rosyjskiego autora. Jak bardzo różnił się w gruncie rzeczy zakaukaski step pod koniec XIX w. od Florencji w czasie wojny? Niewiele. Wszystko to należało do epoki, która była niejasna i mglista, jeśli choć trochę tylko poprzedzała ich przyjście na świat. * Po tej pierwszej próbie, od razu zarzuconej, myśl, by pisać o sobie samym, nie zaprzątała mojej głowy przez niemal 70 lat aż do dzisiaj. Pisanie miało się dla mnie zawsze łączyć z eksploracją czegoś odległego, również języka, i wydawało mi się to sprawą znacznie pilniejszą niż zajmowanie się czymkolwiek z własnego otoczenia, podobnie zresztą jak mną samym. Jedyny Włoch, Tiepolo,…