Abp Marek Jędraszewski w liście do wiernych ubolewał niedawno nad zapaścią demograficzną w Polsce, która wynika według niego przede wszystkim z „ośmieszania” rodzin wielodzietnych w mediach. Czy 100 lat temu można by w Polsce usłyszeć podobne kazanie?
Szczegóły pewnie byłyby inne, ale taki przekaz się pojawiał. Już wtedy ważnym elementem katolickiej biopolityki było promowanie wysokiej dzietności. W służbie narodowi i Kościołowi.
Można się zastanawiać, co te rozważania demograficzne mają wspólnego z Ewangelią.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, a już zwłaszcza po II wojnie światowej, Kościół występował jako rzecznik narodu – wysoka dzietność była potrzebna, aby „zrekompensować” straty wojenne. Katolickie poradniki dla rodzin z reguły zachęcały do posiadania czworga, pięciorga dzieci. Klasy „niższe” często miały tyle potomstwa, ale krytykowano rozpowszechniony w miejskich rodzinach inteligenckich model 2 + 2. Większa liczba dzieci miała pozwolić na rozkwit narodu.
Kieruje Pani projektem naukowym poświęconym badaniom nad katolicką polityką reprodukcyjną od 1930 r. Dlaczego lata 30. są w tym kontekście tak istotne?
Ze względu na dwa wydarzenia. Pierwsze to opublikowanie w 1930 r. encykliki Casti connubii Piusa XI. Dokument ten wyraźnie określa powszechne nauczanie Kościoła…