Subskrybuj
Absolwentka dziennikarstwa Uniwersytetu Wrocławskiego i Duńskiej Szkoły Dziennikarstwa w Aarhus. Swoje reportaże i fotoreportaże publikowała na łamach magazynu „DesignAlive” i kwartalnika „Fabryka Silesia”. W 2017 roku otrzymała stypendium w dziedzinie kultury Marszałka Województwa Śląskiego na...

Krajobraz i słowo

To jedyny festiwal w Polsce, który przyjeżdża do swoich słuchaczy i słuchaczek. Podoba mi się formuła, bo dowartościowuje mniejsze miasta i stwarza okazję, aby poznać i opowiedzieć jakiś kawałek Polski

Na festiwalu Miedzianka byłam dwukrotnie – w 2018 r. i 2019 r., czyli na drugiej i trzeciej edycji imprezy, zarazem ostatniej przed pandemią. Była to jeszcze wówczas mała impreza, swego rodzaju literacko-krajoznawczy eksperyment. Odpowiadało mi, że jest przyjemnie niezorganizowany, częściowo zaimprowizowany, bardzo lokalny, a nawet przez mocne osadzenie w przyrodzie lekko dziki. Samą miejscowość Miedzianka, położoną niedaleko Jeleniej Góry, już znałam, bo odwiedziłam to miejsce wcześniej po lekturze książki Filipa Springera, przedstawiającej jej zawiłą historię i tragiczne zniknięcie. Było to dla mnie niezwykłe doświadczenie: przeczytać o pustce, zobaczyć ją, a potem po kilku latach doświadczyć, jak ożyła, bo festiwal tchnął w Miedziankę życie, wypełnił ją ludźmi i rozmowami. Wydawało mi się to ekscytujące, że przez książkę można odmienić miejsce – tak to wówczas przeżywałam.

Wspomniałam reportaż i jego autora nieprzypadkowo. Miedzianka jest organizowana przez Instytut Reportażu i niewątpliwie jej wydarzenia są nachylone w stronę literatury non-fiction (choć nie brakuje też poezji czy otwarcia na literackie eksperymenty). Wśród powracających gości są m.in. Mariusz Szczygieł, Cezary Łazarewicz, Ewa Winnicka i Magda Grzebałkowska. Spiritus movensimprezy jest z kolei wspomniany już Filip Springer, który odpowiada za program imprezy i naznacza ją swoją energią, spojrzeniem i pasjami. To dzięki niemu Miedzianka od początku była bardzo mocno osadzona w krajobrazie, większość z wydarzeń odbywała się w plenerze lub miejscach naznaczonych lokalną historią – jak niszczejący kościół. W ducha festiwalu, tworzących go ludzi i reporterskiego zaangażowania wpisane jest też pewne dążenie do sprawczości – w większej skali było to samo ożywienie Miedzianki, a w mniejszej np. wsparcie proboszcza w próbach ratowania budynków parafii, konkretnie: w zbiórce na odratowanie rozpadających się drzwi kościoła. Nie przypominam sobie wszystkich punktów z programu, ale pamiętam atmosferę: klimat włóczenia się, nastawienie na spotkanie i rozmowę. Za pierwszym razem przyjechałam na festiwal z dziećmi, które korzystały np. z warsztatów geologicznych – tematycznie świetnie dobranych do miejsca naznaczonego nadmierną eksploatacją rud miedzi i srebra. W pamięć najmocniej zapadły mi jednak nocne lektury na łąkach….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wyobraź sobie