Niedawny finał popularnego serialu Sukcesja opowiadającego o brutalnej walce o władzę w rodzinie medialnego magnata zbiegł się z szeregiem głośnych wydarzeń, które wyraźnie zwróciły uwagę na świat bogaczy. I o ile zainteresowanie elitami społecznymi – arystokracją, miliarderami, życiem pełnym przepychu – nie jest niczym nowym, o tyle wydaje się, że dokonuje się właśnie ważny zwrot w społecznym odbiorze bogactwa. Przez całe dekady dominującą narracją w mediach informacyjnych i publicystyce (nie jedyną, ale przemożną) była ta kapitalistyczno-merytokratyczna. Głosiła ona, że bogactwo jest świadectwem zasługi – większej przedsiębiorczości, geniuszu, pracowitości, bo te cechy niechybnie nagradzane są na wolnym rynku. Przekonywała też, że nawet gdy ktoś odziedziczył bogactwo, to bez talentu i pracowitości nie będzie w stanie go utrzymać. Dekretowała – w swojej holistycznej logice – że jeśli bogacze / geniusze są źli, podli, tyrańscy, niszczą ludziom życie, oczywiście jest to bardzo smutne, jednak stanowi drobny negatywny efekt uboczny dobrej większej całości. Może nawet pewne antyspołeczne cechy są nierozerwalnie związane z ich geniuszem. W końcu tak działa „kreatywna destrukcja”. Przecież innowacja to łamanie zasad. Tymczasem implozja…
Dr nauk politycznych, adiunkt w Instytucie Zdrowia Publicznego UJ CM. W 2020 r. opublikował książkę pt. Wszechstronniczość. O deliberacji w polityce zdrowotnej z uwzględnieniem emocji, interesów własnych i wiedzy eksperckiej. Zajmuje się też popularyzacją badań...