Subskrybuj
Autokorekta w reżyserii Jakuba Skrzywanka na deskach TR Warszawa. Reżyser zaprosił do tworzenia spektaklu licealistki i licealistów wchodzących w dorosłość fot. Patrycja Skwierczyńska
Doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Publikowała m.in. w „Res Publice Nowej”, „Opcjach”, „Nowej Dekadzie Krakowskiej” i na portalu „Popmoderna”. Interesuje się problemem reprezentacji traumy poholokaustowej i estetyzacją śmierci. Nie stroni od popkultury.

Wziąć sprawy w swoje ręce

Po czasie kryzysu i ponadmiarowego aktywizmu chcemy po prostu pracować. Nie musimy już walczyć o swoje prawa, ale o jakość naszych spektakli, którymi chcemy się dzielić z widzami.

Stanowisko dyrektorki TR Warszawa obejmuje Pani, gdy w polskim teatrze wieje wiatr zmian związany z działaniami antyprzemocowymi, walką z mobbingiem i źle rozumianą hierarchicznością. Co ważne, walka ta przestaje być wyłącznie deklaracją. Zmieniają się układy sił i modele zarządzania, sprawcy zaczynają ponosić konsekwencje. 

Potrzeba troski i relacji partnerskiej w zespole, widoczna w całym świecie artystycznym, jest fundamentalną kwestią w naszym programie i podstawą myślenia o pracy. Z TR Warszawa związana jestem od 1996 r. z roczną przerwą, gdy w 2022 r. odeszłam, jak się okazało, na krótko, do Instytutu Teatralnego.

Koncentracja na potrzebie oczyszczenia relacji i komforcie pracy wynika z moich wieloletnich obserwacji. Zwłaszcza że zdarzały się momenty, gdy poczucie bezpieczeństwa było poważnie zachwiane. Obserwowaliśmy wówczas, jak destrukcyjne jest to zjawisko zarówno dla jednostek, jak i dla zespołu jako całości.

TR Warszawa pozostaje oczywiście teatrem artystycznym i repertuarowym, natomiast szalenie istotne jest dla nas, aby wypracować metody, które pozwolą nam działać twórczo, nie nadszarpując dobrostanu artystów i całego zespołu.

W ciągu kilku ostatnich lat z TR‐u odeszło około 30 osób. W czerwcu ubiegłego roku zespół ogłosił protest przeciwko dyrekcji. W oświadczeniu czytamy m.in.: „Odejścia kolejnych pracownic i pracowników mają potężny wpływ na naszą pracę. Pomijając narastające poczucie straty, zagrożony jest również tak ciężko wypracowany przez lata poziom artystyczny, trwonione jest wieloletnie doświadczenie” i „Stan ten jest efektem szkodliwego i niekompetentnego prowadzenia zespołu przez dyrekcję TR Warszawa”. „To, co działo się w TR, jest mikrokosmosem odzwierciedlającym to, co dzieje się w teatrze w ogóle” – mówiła Anka Herbut, członkini nowego zespołu programowego, w rozmowie z „Dwutygodnikiem”. Zgadza się Pani z jej tezą?

Najbardziej miarodajnie mogę mówić o zespole, w którym byłam i znów jestem. Natomiast z innych teatrów dochodzą oczywiście słuchy o podobnej potrzebie poczucia bezpieczeństwa, transparentności i uczciwości. To, co dzieje się u nas, stanowi fragment większej zmiany, która dla zespołu TR-u mającego za sobą doświadczenie kryzysu jest niezwykle istotna.

Pani odejście było aktem sprzeciwu?

Moje odejście było kroplą, która spowodowała przelanie się czary żalu i frustracji. Upublicznienie problemów, z którymi borykał się zespół. Moja rezygnacja była emblematyczna, bo jako ostatnia wystąpiłam z szeregu. To był długotrwały proces degradacji. Wcześniej odchodziły osoby bardzo ważne dla zespołu. W ludziach narastał sprzeciw, lęk, aż sytuacja stała się nie do wytrzymania.

Startując w konkursie na stanowisko dyrektora teatru TR Warszawa, otrzymała Pani pełne poparcie zespołu. Jak duże znaczenie miał dla Pani ten akt zaufania?

Powiedziałabym, że formujące. Z wykształcenia i zawodu wykonywanego do tej pory jestem pedagożką teatru. Świetnie czuję się w pracy z ludźmi, z grupami. Natomiast dyrektorką nigdy nie byłam i gdyby nie poczucie misji, przekonanie, że „jeśli nie my, to kto”, że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i próbować naprawiać to, co się zepsuło, a nie czekać, aż doszczętnie się rozpadnie, pewnie zabrakłoby mi odwagi. Wsparcie zespołu i przede wszystkim potwierdzenie, że oni też tego chcą, było chyba najistotniejszym elementem. Myślę, że bez niego nie wystartowałabym w konkursie.

Mam wrażenie, że z ogromnej wiary w zespołowość wypływa także decyzja o zastąpieniu dyrektora artystycznego trzyosobowym zespołem programowym.

Tak, przy czym warto powiedzieć, że rezygnacja z figury jednoosobowego dyrektora artystycznego nie jest tak dużą rewolucją, jak może się z zewnątrz wydawać. W TR Warszawa zawsze istniał zespół programowy, który wspierał dyrektora artystycznego, natomiast był kompletnie niewidoczny. Jego praca była ukryta pod jednym wielkim nazwiskiem. W związku z tym dokonywana przez nas zmiana polega na nadaniu mu widoczności. Zależy nam, by podkreślić zespołowość, która jest w teatrze podstawą.

Przez lata, kiedy prowadziłam warsztaty dla dzieci czy młodzieży, mówiłam, że zespół w teatrze to nie tylko aktorzy i wybitny reżyser, ale cała rzesza ludzi, których nie widać: od inspicjentki przez oświetleniowca i garderobianą po specjalistkę od PR. Bardzo w to wierzę i myślę, że szeroko rozumiana zespołowość po prostu się sprawdza. Pora, by to stało się jasne także na zewnątrz. A widzialność to również odpowiedzialność, której bardzo nam w TR potrzeba.

Odejście Grzegorza Jarzyny – wydawałoby się z TR Warszawa nierozerwalnie związanego – jest dla Pani tematem wartym poruszania czy przepracowania?

Grzegorz Jarzyna przez długie lata był bardzo ważnym reżyserem, później dyrektorem artystycznym. Jemu zawdzięczamy świetny start teatru w lata dwutysięczne. Jednak dzięki perspektywie osoby z wewnątrz wiem, jak kształtowała się i zmieniała jego relacja z zespołem na przestrzeni tych 25 lat. Protest aktorów z 2022 r. poprzedzony był kilkoma latami szukania rozwiązań naprawczych. Dlatego nie sądzę, by dziś była to kwestia wymagająca przepracowania. Po prostu nazwaliśmy po imieniu mechanizmy, które już od lat nie funkcjonowały prawidłowo lub funkcjonowały wyłącznie na papierze.

Oczywiście, te spektakle czy przeżycia, których dzięki Grzegorzowi Jarzynie mieliśmy okazję doświadczać, są dla nas bardzo ważnym dziedzictwem. Nie odcinamy się od nich i je szanujemy. Grzegorz Jarzyna nie startował w ostatnim konkursie na dyrektora TR Warszawa. Sam uznał, że czas na zmianę również dla niego. Myślę, że jest to dobre dla obu stron.

Jakie wymierne korzyści przynosi Pani wieloletnia praca w zespole TR‐u?

W obliczu walki z kryzysem wielkim wsparciem jest moja znajomość zespołu. Doskonale wiem, kto się czym zajmuje. Znam wewnętrzne style komunikacji. Dzięki temu nie będziemy tracić czasu na poznawanie się, badanie, sprawdzanie, jak kto pracuje. Mamy to – ja i zespół – zmapowane. Wiemy też, gdzie są nasze słabe punkty, nad czym musimy pracować. Moja długa obecność daje możliwość szybkiej pracy naprawczej, której bardzo potrzebujemy.

Warto wspomnieć także o zapleczu ideowym. Moja pamięć instytucji sięga jeszcze dalej niż Teatr Rozmaitości, bowiem dzisiejszy TR wyrósł z idei artystycznej Teatru Szwedzka 2/4, istniejącego w latach 1990–1994. To właśnie zespół tamtego teatru przeniósł się na remontowaną po pożarze z 1988 r. scenę przy Marszałkowskiej 8, przyjmując nazwę Rozmaitości. Do Teatru Rozmaitości na Marszałkowską przyszłam pracować jeszcze jako studentka wiedzy o teatrze z miłości do Teatru Szwedzka 2/4. Jestem przekonana, że dzisiejszy TR będzie zaczynem dla przyszłego TR-u w kolejnej siedzibie – na pl. Defilad.

Od czego chcą państwo zacząć? Co będzie najistotniejsze w najbliższych latach?

W czerwcu ubiegłego roku z protestem wystąpili aktorzy i aktorki, mając wsparcie całego zespołu teatralnego. To doświadczenie aktywizmu było spajające i wspierające, ale po czasie kryzysu i ponadmiarowego aktywizmu chcemy po prostu pracować. Skupić się na pracy twórczej. Już nie musieć walczyć o swoje prawa, ale o jakość naszej pracy i spektakli, którymi chcemy się dzielić z widzami.

Stąd zaplanowane cztery premiery – wynik naszych rozmów sprzed roku. Zaprosiliśmy reżyserki i reżyserów do współpracy, proponując im konkretne terminy. To, że nasz program w grudniu 2022 r., w momencie składania aplikacji, był właściwie gotowy, zyskało powszechną aprobatę komisji konkursowej powołanej specjalnie w tym celu i składającej się z urzędników miejskich, przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Stowarzyszenia Dyrektorów Teatrów, Związku Artystów Scen Polskich oraz TR Warszawa. Mnóstwo pracy nad urealnieniem tych planów już za nami. Skromna scena przy Marszałkowskiej nie pomieści wprawdzie wszystkich marzeń, ale mam nadzieję, że układanka, którą zaproponowaliśmy, umożliwi całemu zespołowi artystycznemu pracę twórczą, doładowanie i uruchomienie energii. A także napęd do poszukiwania nowych, może też odkurzenie bardzo starych tematów, które będziemy chcieli przepracować i przedstawić publiczności.

Sezon zainaugurowali Państwo Domówką, czyli niezobowiązującym spotkaniem zespołu z widzami.

Domówki zaproponowała Anna Smolar w ramach swojego kuratorskiego cyklu. Te spotkania otwierają nas na publiczność, ale także na siebie nawzajem w perspektywie przyjemności, dawania od siebie czegoś, co nie jest związane z pracą, ale też tego, co każdy z nas jako pracownik kultury tworzy i czym chciałby się podzielić. Czytamy więc np. z publicznością Muminki czy organizujemy międzypokoleniowe warsztaty prowadzone przez choreografkę Weronikę Pelczyńską.

Kolejną – dla mnie szalenie istotną – odnogą programu jest rozwój pedagogiki teatru, czyli pracy nad edukowaniem publiczności w duchu oddawania jej głosu i wsłuchiwania się w niego. Tym zespołem kieruje w tej chwili Ania Kurelska, z którą przez lata pracowałyśmy nad jak najlepszym wdrożeniem w TR-ze myślenia o podmiotowości, demokratyzacji, partycypacji odbiorców teatru.

Chcemy również kontynuować pracę nad dostępnością i włączaniem widzów, a także artystów z niepełnosprawnościami do pracy. Zapraszamy na widownię jak najszersze grono odbiorców kultury, dając szereg udogodnień koniecznych do pełnego odbioru, m.in. audiodeskrypcję, polskie napisy czy tłumacza języka migowego, jak również miejsca w pierwszym rzędzie dostępne dla osób poruszających się na wózkach. W ubiegłym sezonie premierę miał spektakl Rodzina, który jest koprodukcją TR Warszawa i Teatru 21 skupiającego wśród aktorów m.in. osoby z zespołem Downa i spektrum autyzmu. W ubiegłym roku dostaliśmy Grand Prix w plebiscycie Lidera Dostępności – bardzo ważną dla nas nagrodę podsumowującą 10 lat ciężkiej pracy w tym zakresie. Mam nadzieję, że podobnych działań będzie u nas więcej.

„Teatr repertuarowy” przestaje być chyba wystarczająco pojemną kategorią, by zdefiniować działalność TR Warszawa.

TR od dawna jest miejscem interdyscyplinarnym i szukającym nowych modeli performatywnych działań. Nasza publiczność chętnie otwiera się na propozycje eksperymentalne, ale z ogromną radością przychodzi też na spektakle opowiadające konkretną historię, którą widz może przeżywać razem z bohaterami – jak chociażby Cząstki kobiety czy Mój sztandar zasikał kotek. Kroniki z Donbasu.

Dlatego nie boimy się grać spektakli w tradycyjnej formie, jednocześnie szukając nowych modeli na styku różnych sztuk, działań partycypacyjnych, choreograficznych i muzycznych. TR Warszawa to także galeria sztuki – od lat na ścianach wymalowane są murale – którą ostatnio odnowiliśmy i w ramach Warsaw Gallery Weekend zapraszamy na oprowadzanie. Wierzymy, że nowa siedziba przy pl. Defilad pozwoli nam na jeszcze pełniejszy rozwój naszych działań.

Konferencja inaugurująca sezon w TR Warszawa odbyła się właśnie przy pl. Defilad, a temat nowej siedziby przewijał się w wypowiedziach wielu członków zespołu. Co jest dla państwa najważniejsze w oczekiwaniu na ten budynek i marzeniach o tym, co będzie za sobą niósł?

Jesteśmy na etapie, kiedy czujemy, że przez kilka najbliższych lat możemy skoncentrować się na pracy, rozwijaniu nowych trendów i metod zarządzania. Jednak perspektywa przenosin do dużego teatru na placu Defilad jest dla nas kluczowa przede wszystkim dlatego, że pewne projekty nie mają szans wydarzyć się na małej przestrzeni przy Marszałkowskiej.

Od 2017 r. graliśmy nasze spektakle dodatkowo w hali ATM Studio, dość daleko od centrum. Ta przestrzeń się nie sprawdziła. Staraliśmy się ją uteatralnić, ale wciąż pozostawała halą telewizyjną na obrzeżach Warszawy, z trudnym dojazdem. Była nam potrzebna, żeby powstały takie spektakle jak Cząstki kobiety, Moja walka, Inni ludzie czy 3SIOSTRY – realizacje wymagające nie tylko znacznej przestrzeni scenicznej, ale także dużej widowni. Teatr przy Marszałkowskiej ma zaledwie 160 miejsc, co utrudnia myślenie o rozwoju. Nie jesteśmy w stanie zrównoważyć ponoszonych kosztów eksploatacji i wpływów z biletów. Nowa przestrzeń jest nam potrzebna także po to, by pracować w godniejszych warunkach. Przy Marszałkowskiej 8 mamy nie tylko niewielką scenę i widownię, ale także całe zaplecze jest niewystarczające dla pracowników. Dwie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Cieszyć się kruchością życia