Już sam widok czarnej flagi albo skrzyni pełnej skarbów uruchamia pirackie imaginarium. Zamieszkuje je postać podejrzana, trochę na marginesie, a bardziej niż trochę przez popkulturę ugłaskana. Obrazy przychodzą same: podchmielony Jack Sparrow z kreskami na linii wodnej oka, Długi John Silver z zieloną arą na ramieniu i złowrogi Hook nienawidzący dzieci, a w szczególności Piotrusia Pana. Są i znane z wieczorynki Podróże Kapitana Klipera czy Kapitan Nemo Juliusza Verne’a, znany także pod polskim rodowodem i kojarzony z ejtisowymi syntezatorami. Jednak stereotypowy pirat prędzej użyłby klawikordu do zaśpiewania Twojej Lorelei. Na tawerniane koncerty zabierałby prócz muszkietu dobrze naostrzony kordelas. W trakcie gry widownia obserwowałaby jego upierścienione dłonie i bicepsy pełne prochowych tatuaży, ten ryczałby rytmicznie: „Arrr!”, kładąc na zdarte gardło balsam z grogu.
W tym imaginariumnie ma pirata, który zdobiony galeon zamienił na kuter z psującym się silnikiem. Który ma czarną skórę, a zamiast szabelki dzierży granatnik. Który łupi wycieczkowce i kontenerowce. Tego pirata, któremu odebrano…