Subskrybuj
Opublikowana w 1955 r. Lolita Vladimira Nabokova opowiada o dorosłym mężczyźnie, który przeżywa erotyczną fascynację 12-letnią dziewczynką. Książka oskarżana o pornografię długo nie znajdowała wydawcy. Na zdjęciu kadr z ekranizacji powieści w reżyserii Stanleya Kubricka fot. Alamy / BE&W
Opublikowana w 1955 r. Lolita Vladimira Nabokova opowiada o dorosłym mężczyźnie, który przeżywa erotyczną fascynację 12-letnią dziewczynką. Książka oskarżana o pornografię długo nie znajdowała wydawcy. Na zdjęciu kadr z ekranizacji powieści w reżyserii Stanleya Kubricka fot. Alamy / BE&W
Dr hab., socjolog, adiunkt w Instytucie Socjologii UW. Opublikował m.in.: Domeny symboliczne. Konflikty narodowe i etniczne w wymiarze symbolicznym (2006), Polska polityka pamięci. Esej socjologiczny (2008), Pornografia. Historia, znaczenie, gatunki (2010), Rozkosz zemsty. Socjologia historyczna...

Czego nie wiemy o pedofilii

Pedofilia to dziś synonim skrajnego zła – i słusznie. Dlaczego przez dekady, a nawet stulecia, tego zła nie dostrzegaliśmy?

Wydaje nam się oczywiste, że ludzkość zawsze potępiała tę aberrację, ale przez lata sprawę traktowano jako mało ważną. Dopiero dziś jest to choroba i powszechnie odstręczające przestępstwo molestowania dzieci. W pierwszej kolejności trzeba zatem powiedzieć, o czym się mówi, bo sprawa jest niejasna.

Pedofilia to rodzaj parafilii, a zatem stan, którym mogą zajmować się psychiatrzy. Nie jest to decyzja jednostki kierującej się złą wolą. W kodeksie karnym w ogóle nie pada ten termin, mowa jest o konkretnych czynach pedofilskich, które podlegają karze, czyli są przestępstwem, i dopiero w tym przypadku można mówić o nagannej praktyce. Należy pamiętać, że choć traktujemy pedofilię jako zło wcielone, są także osoby cierpiące na tę parafilię i niepopełniające czynów zabronionych. Sprawa nie jest zatem tak prosta jak w dominującej panice moralnej. Niemniej patrząc na stosunek do pedofilów, można coś ważnego powiedzieć o społeczeństwie, które ich ściga. W mentalności grupowej dominuje wola palenia czarownic, a nie dokładnego zbadania problemu. Nie chodzi jednak o rozgrzeszanie, lecz o namysł nad praktyką społeczną, która często jest mało racjonalna.

Dobrze zdefiniowana, ale nieznana

Bez wątpienia pedofilia rozumiana jako przestępstwo stanowi skrajne zło. Spróbujmy jednak odtworzyć historię tego terminu. Po raz pierwszy pojęcie „pedofilia” (paedophilia erotica) pojawiło się w 1886 r. w Psychopatia Sexualis psychiatry Richarda Krafft-Ebinga. Gérard Bonet w pracy poświęconej perwersjom seksualnym trafnie określił pedofilię jako „seksualizm dorosłych narzucony dziecku”. Obecnie, zgodnie z systemem diagnostycznym Światowej Organizacji Zdrowia, pedofilię definiuje się jako zaburzenie preferencji seksualnych. Można o niej mówić, gdy spełnione są następujące kryteria: 1) osoba zaburzona doświadcza powtarzającego się nasilonego popędu i wyobrażeń seksualnych dotyczących dzieci w wieku przed pokwitaniem, 2) ma co najmniej 16 lat i jest przynajmniej 5 lat starsza niż wykorzystane dziecko lub dziecko jest w wieku przed pokwitaniem, 3) realizuje ten popęd i odczuwa z tego powodu wyraźne cierpienie, 4) preferencja występuje co najmniej sześć miesięcy. Pokwitanie, które trwa ok. 4–5 lat, to rozwój drugo- i trzeciorzędowych cech płciowych. Zachodzi zwykle między 11. a 16. rokiem życia (u dziewcząt nieco wcześniej). Jak widać, chodzi zatem o dokładnie zdefiniowane zjawisko z dziedziny psychiatrii, o czym wielu komentatorów najpewniej nie wie.

Pedofilia jako konstrukt społeczny (czyli połączona z wiedzą, emocjami i ocenami ludzi, wytwarzana w życiu społecznym) pojawiła się stosunkowo niedawno. Wiek dojrzałości seksualnej był o wiele niższy w XIX w. (i wcześniej), gdy w wielu krajach europejskich wchodzono w związki małżeńskie z dziećmi, przede wszystkim dziewczynkami. Dotyczyło to nie tylko rodów arystokratycznych, dla których te praktyki były charakterystyczne od dawna. We Francji do poł. XIX w. – wedle prawa zwyczajowego – dolna granica zdolności dziewczynek do małżeństwa wynosiła 10 lat. W Anglii do 1929 r. tylko dwa lata więcej. Nie znaczy to jednak, że w oczach współczesnych było to przyzwolenie na praktyki pedofilskie – po prostu uznawano, że jest to wiek właściwy, aby dziewczyna weszła w związek małżeński i została niejako wychowana przez swego męża na układną partnerkę. W kodeksach karnych istniało oczywiście od dawna przestępstwo zgwałcenia, co do wieku przyzwolenia seksualnego natomiast do dziś istnieją różnice w różnych krajach (zwykle wynosi on między 14 a 18 lat), a nawet poszczególnych stanach USA. Dla oceny zjawiska ważne jest jednak to, jak postrzegali je ludzie.

Niekiedy kultura każe nam robić rzeczy, które w oczach innych mogą być karygodne. Istnieją wspólnoty, gdzie przez długi czas traktowano pedofilię jako uznaną instytucję społeczną. Tak było np. u 10–20% społeczności melanezyjskich, gdzie występowała rytualna inicjacja seksualna chłopców w postaci praktyk homoseksualnych. Chodzi tu o praktykę kulturową, a nie preferencje jednostki. Zresztą w wielu kulturach, nawet jeśli oficjalnie potępiano stosunki seksualne z dziećmi, to tolerowano je w pewnych specyficznych niszach (np. kształcenia wojowników). Mamy zatem do czynienia nie tylko ze zmiennymi w czasie kryteriami, ale także z relatywizmem kulturowym.

W dość okrutny sposób tolerancję dla takiego okropnego zjawiska pokazuje statystyka. Wedle dzisiejszych badań podawanych przez Irenę Pospiszyl w Patologiach społecznych co najmniej 1/4 kobiet i co dziesiąty mężczyzna byli wykorzystywani seksualnie przed 16. rokiem życia, z tego 30–35% w związkach kazirodczych, a zatem przez najbliższych sprawców. Dominują pedofile uwodziciele, przez lata żerujący na skrzywdzonych, a nie pedofile agresywni, którzy w potocznym wyobrażeniu czekają na losową ofiarę w krzakach pod przedszkolem, choć to czyny tych drugich są częściej nagłaśniane medialnie. Sprawcami są głównie mężczyźni i członkowie rodziny, a nie obcy dewianci. Co ciekawe, jak wskazują badania naukowe prowadzone np. przez Zbigniewa Lwa-Starowicza, u niewielu sprawców spośród odbywających w Polsce karę pozbawienia wolności za zachowania seksualne wobec małoletnich rozpoznano psychiatrycznie rozumianą pedofilię (traktują oni dziecko jako obiekt zastępczy, znaczenie ma też alkohol; w standardowej sytuacji wybierają dorosłego osobnika). Pokazuje to złożoność zjawiska, lecz oburzenie społeczne nie karmi się złożonymi danymi.

Zakazane obrazki

Śledząc rozwój pornografii, możemy wiele powiedzieć o społeczeństwie, gdyż nie jest to zjawisko marginalne, tylko czerpiące z najgłębszych pokładów kultury. Pornografia pedofilska ma długą tradycję. Dopiero dziś stosujemy jednoznaczne zakazy, lecz wcześniej uznawano tę praktykę za dopuszczalną i nie karano osób, które dla zysku lub w imię dziś irytujących racji rozpowszechniały perwersyjne materiały z małoletnimi.

W starożytności wszechobecność przedstawień seksu nie była związana z popularnością pornografii, bo to pojęcie jeszcze się nie narodziło. Współcześnie pornografia konsumowana jest w czasie wolnym dla rozrywki (pomijając przypadki chorobowe), co wymagało narodzin takiej kategorii. W przeszłości służyła różnym celom, np. w rewolucyjnej Francji miała na celu krytykę polityczną i wyśmiewanie przeciwników politycznych.

Na antycznych greckich wazach znajdujemy wiele wizerunków, które dziś pewnie byłyby zakazane (oczywiście dominują wizerunki heteroseksualnego seksu, jednak zdarzają się też wizerunki seksu homoseksualnego, a nawet stosunków pedofilskich). Samo pojawienie się zakazu takich przedstawień ma związek z sukcesem chrześcijaństwa. Wtedy też zlikwidowano sauny (w różnych krajach w różnych okresach, rzecz jasna, nie wszędzie), które postrzegano jako domy publiczne, i Europejczycy zaczęli brzydko pachnieć. Mimo wszystko stosunki seksualne z dziećmi były obecne i odnotowywane w źródłach. Chrześcijaństwo zniszczyło je tylko naskórkowo, ale pozwoliło na zachowanie wielu praktyk. Zawsze ludzie bogaci i możni mogli więcej. Zresztą opisy żywotów wielu świętych są dziś postrzegane jako dwuznaczne. Nawet wyznania wpływowego mistrza życia duchowego z XI w. Jeana de Fécampa są niekiedy wyśmiewane, gdyż słowa oznaczające bliskość z Bogiem i uwielbienie są odbierane jako opisujące stosunki seksualne. To oczywiście związane jest ze zmianą poetyki.

Modne w XIX w. zdjęcia, przedstawiające wymierzanie kar obnażonym dzieciom, które mieściły się w szeroko rozumianym nurcie BDSM, dziś jawią się jako jednoznaczne materiały o charakterze pedofilskim. Paradoksalnie także ikonografia nacjonalistyczna mogła się stać pożywką dla dewiantów. Na przykład na ziemiach polskich pod zaborami bardzo modne były widokówki ze zdjęciami dziecięcych ofiar strajku we Wrześni.

W latach 60. i 70. XX w. w Stanach Zjednoczonych istniało wiele pism pornograficznych przedstawiających wizerunki dzieci (dziś to oburzające, wtedy bardzo rozpowszechnione zjawisko, dotyczące nie tylko pism podziemnych). Europa była jeszcze bardziej otwarta na dystrybucję pornografii dziecięcej (kraje europejskie zawsze swobodniej podchodziły do erotyki, a nawet pornografii). Pornografia pedofilska szybko wykorzystała również nowe medium w postaci VHS. W Polsce np. Stadion Dziesięciolecia był, wedle danych policyjnych, ważnym miejscem dystrybucji pornografii dziecięcej na kasetach wideo. Można też w taki sposób spojrzeć na historię dystrybucji książek (np. słynna Lolita Vladimira Nabokova), ale nie są one czytane masowo. Jednak to dopiero rozwój internetu umożliwił globalną intensyfikację i proliferację produkcji i konsumpcji pornografii pedofilskiej.

Rozwój historii pornografii pokazuje, jak ważne jest medium. Nowe technologie komunikacyjne odgrywały w niej istotną rolę od samego początku. O niektórych już dziś nie pamiętamy, a swego czasu były bardzo popularne i istotne dla narodzin czy ewolucji pornografii. Dziś wydaje nam się oczywiste, że porno rozpowszechnia się przez internet, kiedyś jednak istniały choćby wyspecjalizowane w takich filmach kina, które obrosły wieloma żartami.

Współcześnie skomercjalizowana pornografia pedofilska trafia przede wszystkim do zamkniętego obiegu, w ramach szyfrowanych sieci bezpośredniego przekazu plików. To, naturalnie, pochodna międzynarodowej współpracy policji różnych krajów, która ma na celu walkę z pornografią pedofilską. Mimo zdobywania danych kolejnych użytkowników nie zawsze udaje się ich oskarżyć. Przykładem może być postępowanie w sprawie sieci Landslide istniejącej w Teksasie i zawierającej materiały pedofilskie (tzw. operacja Avalanche, która zaczęła się w 1999 r.), gdy przed sądem postawiono tylko mały odsetek subskrybentów. Postępowanie wobec przestępstw popełnianych w internecie wymaga bowiem wysokich kompetencji śledczych, dyspozycyjnych specjalistów informatyków, będących w stanie szybko sprawdzić wielogigabajtowe dyski zarekwirowanych komputerów, oraz szybkości i koordynacji działania policji w skali międzynarodowej.

Użyteczna masturbacja

Spróbujmy dokonać wiwisekcji społecznej kondycji masturbacji. Przez długi czas była potępiana, powstawały grube książki, które demonizowały tę praktykę (nadal można kupić Niebezpieczeństwa onanizmu Jacques’a Louisa Doussina-Dubreuila katalogującą wszelkie straszliwe konsekwencje, do których rzekomo prowadzi ten występek). Obecnie zaś niektóre poradniki zalecają wręcz masturbację, aby się „odstresować”. Miejsce masturbacji – nie od razu – zajęła pedofilia jako praktyka, która będąc godną potępienia, służy osiąganiu moralnego konsensusu. W tym sensie masturbacja, a ściślej: walka z nią, była społecznie użyteczna – choć wynikała z uprzedzeń ideologicznych („grzech Onana”), to wyznaczała granice dla wspólnoty etycznej.

Praktyki, które dotyczą stosunków seksualnych, są bardzo znaczące dla społeczeństwa, choć rzadko bazują na rzetelnym rozpoznaniu problemu. Nie twierdzę, że nie należy leczyć chorych czy ścigać przestępców. Nie można rozgrzeszać sprawców przestępstw. Podkreślam tylko, że jako socjolog obserwuję, jak często stosunek do pedofilii pełni inne społeczne funkcje: to nie tylko bolesna historia wykorzystywania bezbronnych, ale także intrygujące zagadnienie dotyczące konstrukcji społeczeństwa.

Problem pedofilii należy zatem rozpatrywać w szerszym kontekście postępującego w XX w., a zwłaszcza po II wojnie światowej, medyczno-psychologicznego nadzoru nad dzieckiem. Postrzeganie dzieciństwa jako odrębnego okresu, w którym złe zachowanie może mieć wpływ na całe życie, rozwinęło się dopiero w XIX w., co opisuje Nikolas Rose w pracy Governing the Soul. The Shaping of the Private Self (Zarządzanie duszą. Kształtowanie prywatnego „ja”). Psychologowie poświęcali coraz więcej uwagi prawidłowemu rozwojowi dziecka w rodzinie, która jako taka przestała być nieomylną instytucją wychowawczą. Ważne wsparcie stanowiły narodziny profesjonalnej psychologii dziecięcej w latach 20. XX w.

Samo zainteresowanie dobrem młodych ludzi od dawna jednak szło w parze z paniką moralną. W XIX w. pojawiły się studia nad źródłami przestępczości nieletnich. Dziś wspomina się o molestowaniu seksualnym. Dziecko w perspektywie biowładzy jest kluczowym przedmiotem praktyk eksperckich – porażki wychowawcze, wszelkie zaniedbania czy niedopatrzenia skutkują tym, że stanie się ono „wadliwym” dorosłym. Jeśli te błędy wychowawcze są powszechne, to prowadzą do „degeneracji” całej populacji. W tym sensie w XX w. konsekwentnie ograniczano autonomię wychowawczą rodziców jako osób, które nie mają należytej wiedzy eksperckiej. Wraz z otwieraniem przestrzeni rodziny na ingerencje publiczne rosło znaczenie lekarzy, psychologów, pracowników społecznych, terapeutów itd. Jednak ingerencja „ekspertów” oznacza wzmocnienie efektu władzy w łonie rodziny. Władza patriarchalna – przy całym swym okrucieństwie – była „niedoskonała”, nie była w stanie nadzorować i regulować wielu sfer życia, w tym duchowego życia człowieka. Biowładza wkracza w te obszary, legitymizując swe działania dobrem dziecka i matki. Pouczające jest to, że dopiero z czasem nauczono się postrzegać pedofilię jako chorobę i przestępstwo. W USA w latach 80. XX w. zaczęto systematycznie ścigać te przestępstwa. Jednocześnie obok łapania prawdziwych sprawców pojawiły się wówczas zdumiewające teorie spiskowe: o szacownych obywatelach, którzy po kryjomu uczestniczą w zrytualizowanych torturach i gwałtach na małych dzieciach – piszą o tym w ciekawej książce Satan’s Silence. Ritual Abuse and the Making of a Modern American Witch Hunt (Milczenie szatana. Rytualne molestowanie i nowe amerykańskie polowanie na czarownice) Debbie Nathan i Michael Snedeker.

Panika zarówno moralna związana z masturbacją, jak i ta towarzysząca pedofilii (na ten temat istnieją dobre teorie, nie pozbawiają nikogo winy, nie twierdzą, że to nieistniejące problemy) koncentrują się na seksualności dziecka i wiążą się z jego przyszłą kondycją jako dorosłego. Dziecko masturbujące się wyrastało (jak powszechnie sądzono) na chorowitego degenerata, podobnie jak dziecko molestowane staje się zaburzonym traumą dorosłym (to dziś stan wiedzy naukowej). Dziecko jest molestowane również wtedy, gdy samo dąży do intymności ze sprawcą, podobnie jak masturbujący się był często ofiarą uwiedzenia i błędnego przykładu (generalnie dziś sądzimy, że to nie dziecko jest winne, tylko więcej wiedzący dorosły). Nie zrównuję tych praktyk – pokazuję efekt społeczny. Obie paniki pozwoliły na rozszerzenie praktyk nadzoru w przestrzeni prywatnej. W obu przypadkach mamy do czynienia z zaangażowaniem znacznych sił społecznych w zwalczanie problemu. Nie twierdzę, iż pedofilia okaże się równie nieszkodliwa, jak to się stało z masturbacją. Mamy wiele świadectw tego, że niesie z sobą druzgocące skutki dla ofiar. Po prostu stwierdzam, że w erze biowładzy panika moralna uzasadniona dobrem dziecka ma podobną strukturę.

Z tego wynika zresztą, że czasem narastająca biowładza przynosi dobre efekty. Tak się stało ze ściganiem pedofilii. Użyłem określenia „panika moralna”, ale w żadnej mierze nie oznacza to pomniejszania problemu. Jest on bardzo poważny. Pojęcie to dotyczy reakcji ludzi, a nie samego zagadnienia. Przyglądając się takim problemom społecznym nie wystarczy oburzać się moralnie, choć to wygodne. Trzeba mieć siłę, aby przyjrzeć się głębokim mechanizmom społecznym, które często nie przebiegają po naszej myśli.

Co mówią ludzie

Walka z pedofilią jest na ustach wszystkich polityków, wydaje się oczywistym postulatem, widzimy jednak, że często politycy nieumiejętnie zmieniają kodeks karny, nie poprawiając wcale sytuacji dzieci. W ten sposób „walka” stała się wygodnym zaklęciem, które pozwala zaistnieć także nieudacznikom.

Docieramy tu do ważnej różnicy. Ludzie mówią, że potępiają jakieś zjawisko. Ten obszar badają sondaże. Oprócz tego, co mówią, ludzie robią pewne rzeczy. W przypadku pedofilii widać zasadniczą zgodność tych wymiarów, co świadczy o sile postaw społecznych. Inaczej jest z pornografią, którą ludzie głośno potępiają, po cichu zaś ją ściągają. Dlatego też tak ważne są statystyki pokazujące faktyczne praktyki.

Badając stosunek do treści kultury popularnej, możemy powiedzieć coś ważnego o społeczeństwie: ludzie sami rugują pewne treści. To istotna informacja o ich stosunku do pedofilii: nie ma cichej akceptacji krzywdzenia dzieci. Takie treści są rozpowszechniane przez przestępców i przez nich pobierane. Maskowanie się jest ważną miarą dewiacyjności zjawiska.

Ważna jest też „pedofilizacja przestrzeni publicznej”. Wizerunki małoletnich, które pierwotnie nie były pornografią (np. zdjęcia z plaży), są obecnie odbierane jako pornografia pedofilska. Czasami przybiera to kuriozalny wymiar, gdy de facto oskarża się rodziców o rozpowszechnianie pornografii. To działanie charakterystyczne dla tworzenia dyskursu: kontekst tworzy znaczenie, a nie cechy samego dzieła. Internet zintensyfikował to zjawisko, które obserwowaliśmy już wcześniej. Innym zjawiskiem w sieci jest „symulowanie nieletniości”, które bywa gorąco potępiane. Istnieje wiele stron zawierających zdjęcia i filmy z udziałem pełnoletnich aktorów, którzy charakteryzują się bardzo młodym wyglądem. Symulowanie nieletniości zakłada udawanie małoletniości, której się unika jako poważnego przestępstwa. Możliwe jest to dzięki temu, że pornograficzna reprezentacja bardzo oddala się od samego aktu. Uwieczniany akt seksualny może być czystym pozorem, grą na użytek obiektywu; może być konsensualnym wykorzystaniem; wreszcie może być gwałtem. Każdy z tych aktów może być jednak uwieczniony tak, by wyglądać na swe przeciwieństwo. Internauta może stwierdzić, co dane zdjęcie zdaje się symulować, jaką rzeczywistość chce udawać, lecz już orzekanie o naturze uwiecznionego aktu jest wielce wątpliwe. Strony internetowe udają zatem zjawisko, na którym zarabiają. Prawdziwa pornografia pedofilska istnieje, ale jest zepchnięta do głębin internetu. Zachowania internautów często prowadzą do usunięcia treści, które uważają za pedofilskie; mimo to w pornografii ludzie często szukają zakazanego owocu, choć dostają pełnoletnich aktorów.

Z socjologicznego punktu widzenia symulowanie nie jest procesem neutralnym. Strony prezentujące zdjęcia i filmy młodo wyglądających aktorów zawierają zwykle informację, że wszyscy modele mieli w chwili utrwalenia skończone 18 lat. Ponadto wymaga się adresu firmy producenckiej. Nieletniość jest konstruowana również w warstwie słownej – w reklamówkach zdjęć i filmów, na banerze strony, w opisach ogólnych. Stosuje się opisy sugerujące nieletniość modeli czy też to, że materiał jest zakazany. Chodzi jednak o spełnienie potrzeby klienta, który ma zostawić dużo pieniędzy. Popularność tego zjawiska pokazuje, że mówimy tu o poważnym problemie społecznym. To też znak naszych czasów.

Polska ewolucja

Polska jest szczególnym przykładem, co wynika z tego, że przez lata była pod polityczną kontrolą Moskwy. Potem szybko dostosowaliśmy się do zachodnich wyobrażeń. Wiele pism naturystycznych z PRL-u ma zdjęcia nagich dzieci, co dziś jest nie do pomyślenia, wtedy zaś było niewinnym standardem. Problem ten szczegółowo zbadano w wielu pracach naukowych (odsyłam do baz artykułów).

Otwarcie na Zachód sprawiło, że do Polski wkroczyły standardy, które wcześniej były nieobecne, nastąpiła przyspieszona zmiana percepcji. Wcześniej za dopuszczalną uznawano Akademię Pana Kleksa (reż. Krzysztof Gradowski, Polska, ZSRR 1984), teraz sceny takie jak pod deszczowym drzewem ze zbiorowym prysznicem nagich chłopców są nie do pomyślenia. Pokazuje to, jak łatwo może się zmienić nastawienie społeczne.

Chodzi zatem nie tylko o reakcje instytucji prawnych czy polityków, ale również o obrazowanie zjawiska w kulturze popularnej: by nastąpiło potępienie, konieczna była zmiana kultury. Dziś respondenci jednoznacznie potępiają krzywdzenie dzieci, choć wcześniej pewnie nie zrozumieliby pytań i odpowiadali, bazując na mylnej wiedzy. Chodziło o nowe postrzeganie dziecka, o pojęcie nowego przestępstwa. Dotyczy to także pedofilii w różnych Kościołach, zwłaszcza Kościele katolickim. Trzeba jednak podkreślić, że nawet jeśli zagadnienie nie było w pełni znane, zasady moralne mogły powstrzymać katów przed ranieniem dzieci.

Polski przypadek pokazuje, ile rzeczy wynika ze społecznej konstrukcji, a nie z natury. Dziś Polacy postanowili nie dopuścić do pedofilii. Na tym tle ciekawym zagadnieniem są grupy tzw. łowców pedofili. To najczęściej mężczyźni, którzy nieformalnie zatrzymują osoby podejrzane o nawiązywanie relacji z małoletnimi. Bez wątpienia często co najmniej naginają prawo. Ich działalność bywa krytykowana, ale pojawienie się takich grup pokazuje skalę poruszenia społecznego. W innych warunkach taka aktywność nie byłaby możliwa.

Historia ofiar

Historia pedofilii jest jednak przede wszystkim historią ofiar. W wielu krajach i okresach bogaci mogli więcej, a co za tym idzie, także krzywdzić innych ludzi. Współcześnie nauczyliśmy się dostrzegać cierpienie ofiar i potępiać przestępców. Z tego, że pedofilia jest zjawiskiem zmiennym historycznie, nie wynika jej nieistotność. To cierpienie pokrzywdzonych jest uniwersalną miarą, która weryfikuje poglądy najmądrzejszych filozofów (znanym przykładem filozoficznej bezmyślności jest list otwarty francuskich intelektualistów opublikowany w „Le Monde” w 1977 r., w którym na fali przemian obyczajowych m.in. Gilles Deleuze, Jean-Paul Sartre, Simone de Beauvoir postulowali dekryminalizację stosunków seksualnych między dorosłymi a osobami poniżej 15. roku życia). Najbardziej subtelny system filozoficzny nie stanowi usprawiedliwienia przestępstwa. Choć karanie jest dowodem opresyjności państwa, czasami bywa konieczne. Jak w tym przypadku.

Niewątpliwą zdobyczą naszej cywilizacji jest ochrona słabszych, a więc także dzieci. Niewolnictwo seksualne z przeszłości może nas tylko brzydzić. Spojrzenie na dzieje przez pryzmat ofiar ustanawia właściwą perspektywę moralną.

Obecnie istnieje rozbudowany system ochrony dzieci, a ochrona prawna jest tylko jednym z jego wymiarów. Równie istotne są treści przekazywane w kulturze popularnej.

Chociaż nadal nie potrafimy leczyć pedofilów, niektórzy nawet twierdzą, że nie jest to możliwe, to jednak z tej zmiany możemy być dumni. Bo chodzi o przemianę systemu społecznego, a nie o pozorowane ruchy.

Artykuł pojawił się w numerze: W kulturze ciągłej terapii