W jakim momencie życia Pana zastałam? Jest Pan człowiekiem po przegranej, po zwycięstwie czy jeszcze na polu walki?
Jestem w drodze. Choć nigdy nie utraciłem swojego miejsca w zawodzie sędziowskim, dlatego że zawieszenie mnie przez Izbę Dyscyplinarną było całkowicie bezprawne, to faktycznie przez ponad dwa lata miałem przerwę w służbie. Aktualnie żyję w ciągłych rozjazdach, bo odbywam dużo spotkań z ludźmi. Chcę się przydać w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Te ostatnie lata pokazały nam, że instytucje i prawo można obejść i zniszczyć, ale 40 mln świadomych obywateli trudno byłoby zamknąć w łagrze. W tym właśnie pokładam nadzieję i może brzmi to naiwnie, ale wierzę w budowanie modelu sędziego obywatelskiego. A czy się podniosłem po tamtej walce? Zawodowo jestem znów czynny od dwóch lat, a od roku – może trochę rozczarowany. Wyobrażałem sobie, jak chyba wiele osób, że odbudowa praworządności pójdzie inaczej, szybciej.
A wewnętrznie podniósł się Pan?Nie ma co się oszukiwać, te osiem lat, a w szczególności okres zawieszenia mnie w służbie i kilka miesięcy niepewności, czy zostanę zatrzymany, to było spore napięcie. Dużo mnie to kosztowało, może nawet nie do końca zdaję sobie sprawę, jak dużo. Łapią mnie chwile zmęczenia, zniechęcenia. Zdaję…