Właściwie kiedy to się wszystko u mnie zaczęło – i od czego? Jak? Na pewno nie było żadnego przełomu, pojedynczego wydarzenia ani iluminacji o wadze katastrofy, po którym biografia pęka, a ów dzień czy owa straszliwa noc płonie już na zawsze w prywatnym kalendarzu wysokim, jasnym ogniem. Winienem raczej mówić o ciągu refleksji i doznań, zbyt ulotnych, by wnet się nimi przejąć, na tyle jednak regularnych, a w dodatku złowrogich, iż nie sposób ich zapomnieć, przyporządkować złudzeniu, roztkliwianiu się, emocjonalno-cielesnej hipochondrii, sprawkom przypadku. Dopiero po czasie zrozumiałem, że od kilku lat, może nawet więcej niż „kilku”, bo kilkunastu, zmagam się z naporem sił innych niż młodość, witalność, szczęście. Te wprawdzie nie zniknęły, ale jakby straciły na intensywności – wygazowały się, pomieszały z czymś niezdrowym i cierpkim. Mój rejs, to życie, nieubłaganie degradował się w dryf. Niemniej spróbuję. Czy po raz pierwszy nie poczułem tego,…
Eseista, publicysta, redaktor w Wydawnictwie Czarne, publikował m.in. w „Dwutygodniku”, „Polityce” i „Piśmie”. Autor książki o afektach i złudzeniach w późnym kapitalizmie Moja osoba. Eseje i przygody (2020). Intensywnie pracuje nad książką o Łodzi i okolicach