Subskrybuj
Midsommar – przykład sukcesu Nowej Fali artystycznego horroru pod szyldem A24 fot. Csaba Aknay/Courtesy of A24/Gutek Film
Midsommar – przykład sukcesu Nowej Fali artystycznego horroru pod szyldem A24 fot. Csaba Aknay/Courtesy of A24/Gutek Film
Eseista, krytyk filmowy, laureat Nagrody im. Krzysztofa Mętraka. Współpracuje m.in. z „Dwutygodnikiem”, „Filmwebem”, magazynem „MINT”, „Szumem” i „Czasem Kultury”. Pisze głównie o współczesnym kinie, fotografii, przemianach kultury wizualnej, kapitalizmie i pracy w kulturze

A24 i lynchowski vibe

Bez kłopotu potrafię sobie wyobrazić alternatywną rzeczywistość, w której David Lynch rodzi się pod koniec lat 80., a jego debiut – „Głowa do wycierania" – trafia pod skrzydła A24. Następnie, z pomocą pieniędzy zainwestowanych przez studio, reżyser kręci adaptację Diuny – niedrogą i art-house’ową, ale uznawaną za najlepszy film science fiction w historii.

Umarł David, niech żyje Lynch – tyle w temacie potencjalnej sukcesji po niedawnej śmierci twórcy. Być może najlepszym wskaźnikiem wpływu, jaki reżyser Mulholland Drive wywarł na kulturę ponad podziałami na „wysokie” i „niskie”, byłaby miara przymiotnikowa. Chodzi o to, że określenie „lynchowski” – podobnie jak „kafkowski” czy „hitchcockowski” – już kilka dekad temu przekroczyło granice kina, a nawet samej twórczości Davida Lyncha. Możemy słabo kojarzyć wszystkie jego ekscentryczne filmy, ale z dużym prawdopodobieństwem załapiemy, co ma na myśli recenzentka, kiedy pisze, że jakaś książka, malarstwo, płyta czy spektakl są lynchowskie. Więcej nawet – nie poczujemy się specjalnie zdezorientowani, kiedy takim epitetem obdarzy się osobę, sytuację lub przestrzeń.

Wiadomo, łatwiej to wszystko poczuć i wyrazić jednym słowem, niż uporządkować w elegancką definicję. Wielu próbowało i równie wielu poległo, łącznie z Davidem Fosterem Wallace’em, który już 30 lat temu, w eseju David Lynch ocala głowę, zwrot Lynchiandefiniował na dwa sposoby: po akademicku oraz w odniesieniu do konkretu ze świata pop-historii. W poważniejszej terminologii lynchowskość byłaby „szczególnego rodzaju ironią, w której makabra i zwyczajność tworzą jedną całość, ujawniając nieusuwalną zawartość jednego składnika w drugim”. Natomiast w odniesieniu do – tak uwielbianego przez autora – porządku tabloidowo-telewizyjnego Wallace sam skorzystał z…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Tęsknota za offlinem