Kiedy prowadzę zajęcia z krytycznego pisania albo redaguję teksty autorek i autorów, z którymi dopiero zaczynam współpracę, zachęcam do tego, żeby nie wykładać od razu wszystkich kart na stół. Każdy tekst, nawet zwykła recenzja, powinien intrygować, przykuwać uwagę, od pierwszych słów sprawiać, żeby ktoś chciał go przeczytać. A przecież nic lepiej nie wzbudza ciekawości niż suspens. Kto zabił? Pocałują się w końcu? Dobra ta książka czy raczej gniot? Czasem jednak trzeba złamać własne zasady. Uwielbiam Ali Smith. Bezkrytycznie. Czytajcie wszystko, co napisała. Jeśli macie mało czasu, darujcie sobie nawet ten mój tekst i od razu lećcie do księgarni. Ali jest wspaniała. Jej pisanie było najlepszym, co mi się czytelniczo przydarzyło w ostatnich latach. A było to w czasie, kiedy sądziłem, że naprawdę nic mnie więcej nie zaskoczy, bo swoje w życiu przeczytałem i po literaturze spodziewałem się już tylko niezbyt gwałtownych wzruszeń, w najlepszym razie podniesienia brwi, byle nie za wysoko. I wtedy pojawiła się ona. I może z początku nie wiedziałem jeszcze, że tak będzie, ale wreszcie zrozumiałem, że przeczytałem coś fantastycznego. I…
Literaturoznawca, krytyk, redaktor magazynu dwutygodnik.com, doktorant w Katedrze Antropologii Literatury i Badań Kulturowych UJ. Jego teksty można znaleźć m.in. w „Tekstach Drugich”, „Tygodniku Powszechnym”, „Wielogłosie”, „Popmodernie” i „FA-arcie”.