Ponad 10 lat temu podjęłam badania nad sytuacją kobiet robotnic w powojennej Polsce. Godzinami siedziałam nad materiałami prasowymi, dokumentami archiwalnymi, wspomnieniami, opracowaniami naukowymi. Przeprowadziłam wiele wywiadów z kobietami w różnych częściach kraju. Już na pierwszy rzut oka było widać, że oficjalna propaganda na temat równouprawnienia była inna, niż myślimy. Trudno mi było znaleźć wizerunek kobiety „zmaskulinizowanej” – odartej z kobiecości. Z okładek czasopism, nawet tych z lat 50., spoglądają na nas dziewczyny przy spawarce lub suwnicy, ale w pełnym makijażu, ze starannie ułożonymi lokami, uśmiechnięte. Wizerunek kobiet na traktorze pojawiał się wówczas w prasie sporadycznie, a przecież miał być rzekomo wszechobecnym symbolem komunistycznej emancypacji. Znalazłam tylko jeden artykuł o traktorzystce Stasi w „Trybunie Ludu”, kilka zdjęć kobiet na ciągniku w „Przyjaciółce” w I połowie lat…