Na końcu Tamara przychodzi do mnie z kością w dłoni. Ale zanim jest koniec, kość jeszcze tkwi na swoim miejscu i Tamara każe mi zajrzeć sobie do buzi i popatrzeć, czy już trzeba wiązać nitkę do klamki w letniej kuchni, bo tamtędy prędzej czy później ktoś wyjdzie, za nitkę pociągnie i skończą się problemy. Buzia Tamary przypomina jaskinię z wilgotnymi ścianami, w której głębi widać dyndający czerwony stalaktyt. Mówię jej, żeby przesunęła się w stronę słońca, bo tutaj w cieniu stajni nic nie widać, nawet jeśli moja głowa zmieściłaby się cała za zagrodą zębów Tamary. Ciągnie mnie na środek podwórka, jej dłoń jest ciepła i brudna od białego soku, który wypływa z mleczy, gdy plecie się z nich wianek. Żadna z nas wianka już nie ma, zgubiłyśmy je w zabawie, w biegu między łąką a lasem, pewnie się już rozsypały, dały rozplątać robakom i pszczołom. Nie boję się ani robaków, ani pszczół, choć od żądeł puchną nam gardła, mnie i Tamarze, obu w taki sam sposób. Mama opowiadała, jak kiedyś zostawiła nas w ogrodzie, gdy zbierała ziemniaki, i obie dałyśmy się ukąsić w to samo miejsce, jak gdybyśmy zawsze wszystko musiały robić razem, na jednej nitce zdarzeń, która rozdzieli się wtedy, na końcu, z kością…
Pisarka, dramaturżka, scenarzystka. Autorka zbioru opowiadań Kijanki i kretowiska oraz powieści Przypadek Alicji, Bura i szał, Sorge. Nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia, Nagrody im. W. Gombrowicza i Nagrody Conrada