Kamienica na Rynku Głównym, rzut beretem od Sukiennic. Siedzimy przy długim stole w galerii Międzynarodowego Centrum Sztuk Graficznych. Na blacie, jeszcze pustym, leżą nasze dłonie. Tuż nad nimi pochylają się nasze nosy. W każdym tkwi 10 mln neuronów mogących rozróżnić bilion woni. Oddychamy, robiąc średnio tysiąc wdechów na godzinę. Na czubkach palców mamy ciałka Meissnera, ciałka Paciniego i tarczki Merkla. Milimetr kwadratowy skóry opuszków mieści ok. 140 receptorów, dzięki którym czujemy dotyk, nacisk, wibracje. Jest nas przy stole 18. Uczestniczki warsztatu Mamy nosa do grafiki, czyli dziesięć uczennic z Centrum dla Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie, trzy pracujące tam panie nauczycielki i osoby prowadzące: dwoje artystów, kuratorka sztuki, perfumiarz oraz pisząca te słowa w roli pomysłodawczyni multisensorycznego zamieszania.
W ciągu dwóch dni spędzimy razem sześć godzin, korzystając ze zwielokrotnionych zmysłowych zasobów. Robię rachunek, mnożąc palce przez ręce, ręce przez osoby, wdechy przez…