Kiedy Tom Ripley pojawia się po raz pierwszy na kartach powieści Patricii Highsmith, zostaje ustawiony jako bohater wymierzony przeciw klasycznej moralistyce kryminału. Nie jest figurą do zdemaskowania i ukarania, tylko postacią, do której czytelnik pozostaje niepokojąco, wręcz perwersyjnie przywiązany. Highsmith, pracując nad książką, zanotowała 1 października 1954 r., że chce pokazać „jednoznaczny triumf zła nad dobrem” i sprawić, by odbiorca odczuł z tego satysfakcję. Utalentowany pan Ripley (1955) stał się początkiem pięciotomowej „Ripliady”, co pokazuje, że autorka odnalazła w tej postaci wyjątkowo pojemny model nowoczesnej podmiotowości.
Sednem Utalentowanego pana Ripleya nie są tak naprawdę detektywistyczne dochodzenie ani sama zbrodnia, lecz wejście w perspektywę bohatera pozbawionego stabilnego „ja”: ukazanie, jak
w jego świadomości splatają się pożądanie, wstyd, zazdrość i autokreacja.
Ripley nie chce po prostu czegoś posiadać, tylko doświadczyć rozpoznawalności, podziwu i społecznego uznania. Majątek, styl życia i klasa Dickiego Greenleafa są dla niego nośnikami pożądanej tożsamości.
Odniesienie do pojęcia mimesis w kontekście tej postaci wydaje się szczególnie trafne: Ripley jawi się jako istota „pozbawiona trwałego centrum”, której funkcjonowanie determinuje ciągłe doświadczenie naśladownictwa. Idąc za filozofem Stanisławem Czerniakiem, można powiedzieć, iż Tom byłby „istotą zdolną do kreowania ról i zawsze z nimi nietożsamą, niezdolną do rozpłynięcia się w żadnej z nich. Jako aktor nie jest sobą ani w gorsecie roli, którą odgrywa, ani całkowicie poza nią – jest jednocześnie tu i tam, w zderzającym się na scenie interakcji międzyosobniczym ucieleśnieniu”. Podmiotowość bohatera cechuje skrajna zmienność, a jego zdecentralizowane „ja” skazuje go na osamotnienie i nieustanną ucieczkę. „Talent” Toma polegałby zatem nie tyle na prostym fałszerstwie…