Subskrybuj
Z wykształcenia filozof i teolog. W latach 1961–1983 była redaktorem i sekretarzem redakcji miesięcznika „Znak”. W latach 70. współtworzyła ruch hospicyjny w Polsce i pierwsze polskie hospicjum w Nowej Hucie. Przez pięć lat pomagała terminalnie chorym jako wolontariuszka. W latach...

***

Zwiedzam Pałac Narodów, mętnie czując, że to nie ten prawdziwy, lecz z innej bajki. Podobny jest trochę do lokacji, gdzie się rozgrywała „Seksmisja”. Jakieś kopuły nakładające się na siebie, a wewnątrz piramidy. Wszystko z granatowego i ciemno-zielonego kartonu, obłe ściany albo wsporniki z falistej tektury. Wszystko bez drzwi, przedzieram się przez to tnąc nożem, szarpiąc dziury, by móc się przez nie przecisnąć ku bladawemu światłu. Kurz. Zapach kleju. Gorąco. Wreszcie na dole otwiera się przede mną wyjście, dziura, której brzegi pękają i zawijają się.

Ktoś mi daje pomięty list zaadresowany niewprawną ręką. To list z Tadżykistanu. Dobrze, że decyduję się go od razu otworzyć, choć to nie ten, którego pilnie oczekuję. A jednak! W liście jest czek – zwrot kosztów dalekiej podróży. Czek jest zwinięty w rulonik, brudny, wytłuszczony, jakby długo poniewierał się po czyichś kieszeniach razem z machorką i łuskami słonecznika.

 

TEREMISKI

Już powinna być zima. Zbrązowiały, porudziały las trwa w oczekiwaniu. Nagie sztywne gałęzie, pręty, poczerniałe igliwie, zaciśnięte szyszki. Dołem zimny mech, zimny piach. Pasemka mgły.

U Wajraka w szarej wolierze skleconej z desek i siatki mieszka i daje się oglądać cud elegancji – taki blask czarnych piór, takie nasycenie czerni, jakiego się nie spotyka – kruczyca (krukini?) twardo patrzy mi w oczy. Przez siatkę wysuwa do Adama dziób z kosmicznego metalu, jaśniejszy od piór, podbarwiony fioletem.

 

*

Rozmowa o Rospudzie. Tu, na polanie między lasami, jakoś inaczej słucha się o niedalekiej przecież dolinie, która jest ostatnim europejskim fragmentem skorupy ziemskiej do dziś okrytym skrawkiem autentycznej biosfery.  Wszędzie dookoła mniej lub bardziej zmieniona, naruszona skóra planety pełna blizn i podejrzanych narośli. To miejsce zniknie, przepadnie jego inność. A przecież niezbędną inwestycję można pociągnąć inną trasą. Jeszcze można. Ale już wkrótce ograbimy bezpowrotnie swoje dzieci, które nigdy nie zobaczą Rospudy. A może jednak?

Właściwie to chciałabym, aby w Polsce żył gdzieś łaskawy król albo czarodziej, czy może szeptucha, potężniejsza niż ta z sąsiedniej wsi. Przed taką osobą można by uklęknąć bez upokorzenia i prosić: osłoń Rospudę. Otocz ją niewidzialnym częstokołem nie do wyłamania. Zawieś nad nią swoje zaklęcia. Niech niszczyciele zaczną się lękać ptaków, żab i ryb o ostrych zębach, mieczy trzcin i czarnych pałek uniesionych nad mokradłem. Niech ich straszą nie narodzeni jeszcze potomkowie, którzy mogą wzgardzić ogołoconym światem.

*

Dęby królewskie, te naprawdę stare, w obecnym przed-zimiu stoją bezlistnie, nie jak dębinki całe w rudych papilotach. Pod dębami udeptany na klepisko placyk. Na symbolicznym drewnianym ogrodzeniu rozmokła kartka papieru: „Wstęp 4 zł”. Na klepisku żaden żołądź nie wykiełkuje.

*

Wieczorem w teremiszczańskim saloniku zaglądam do znalezionego na półce podręcznika botaniki. Dowiaduję się, że plan budowy skrzypów jest nieprzerwanie realizowany w biosferze od 300 milionów lat. Dziś skrzypy polne i skrzypy olbrzymie rosną w Polsce głównie na ugorach i śmietniskach. Tyle podręcznik. Mogę dodać: skrzypy to także rośliny cmentarne. Nabrałam do nich szacunku. Stworzę im rezerwat na swojej działce ostatecznej.

 

O INNEJ WIECZNOŚCI

Studenci w Teremiskach słuchają mego tradycyjnego wykładu o Soborze. Ale ich prawdziwe pytanie jest inne: chcieliby usłyszeć, jaki jest najważniejszy dogmat religii chrześcijańskiej?

Muszę zawalczyć z tym nadużywanym słowem „dogmat”: tu rzecz idzie o coś bardziej podstawowego, o istotę tego, co w katechizmie nazwane „Głównymi prawdami wiary”. Tej istoty chcę być świadkiem wobec nich i w ogóle, jeśli ktoś pyta. Świadkiem dobrowolnie samotnym, nieosłoniętym. (Raz po raz wracam do tytułu ważnej dla mnie książki Jean P. Jossua: La foi exposé, czyli wiara – wiara wyłożona, ale też wiara wydana na uderzenia, na fale i porywy wichru). Świadek wiernie powtarza usłyszane, ale tylko to, co samym sobą potwierdza. Cóż więc?

Mojżesz, krzew gorejący. „Słuchaj Izraelu”. I wiara Jezusa, Jego Ewangelia. Niewysłowiony jest Ojcem.

 

9.12.2006.

GRÓB ODNALEZIONY

W gazecie, wśród ciekawostek, obok portretu nietoperza o niezwykle długim języczku – wiadomość poruszająca, epokowa, znak na trzecie tysiąclecie. W Rzymie, pod bazyliką „Za Murami” odnaleziono grobowiec jej patrona, Apostoła Pawła. Pod ołtarzem i posadzką odsłonięto starożytną marmurową płytę z napisem „Paulo Apostolo Mart”. Gazeta zapewnia, że w przyszłości naukowcy mogą sarkofag otworzyć.

Oby nie uczynili tego przedwcześnie.

Podniesienie tych relikwii powinno dać początek nowemu wielkiemu Świętu – taka jest tradycja, którą warto przypomnieć. Ta praktyka nie powstała przypadkiem, wynika z natury ludzkiej, społecznej pamięci, która wciąż potrzebuje nowych bodźców. Czy nie trzeba nam teraz nowego zbliżenia do korzeni wiary? Do świadectwa i postaci człowieka, któremu my, „chrześcijanie z pogan”, zawdzięczamy swoją szansę?

Mogłoby się wydawać, że we współczesnym chrześcijaństwie brak potrzeby kontaktu z relikwiami. Myślimy w innych kategoriach. Nikt chyba nie aprobuje dziś dzielenia szczątków świętych na cząstki, które miałyby być rozmieszczane w różnych kościołach. Odruch protestu budzi się w przypadku znanych, bliskich postaci.

A jednak i współcześnie dokonuje się obdzielania nowych kościołów relikwiami. Potocznie myśli się o relikwiach jako o bliżej nieokreślonych pamiątkach. A przecież według tradycji katolickiej każdy ołtarz ma być sarkofagiem. Mało kto się nad tym zastanawia. Trwające przez wieki nadużycia odsunęły w cień, niemal ośmieszyły czcigodny zwyczaj takiej łączności ze świadectwami wiary. Wcale jednak nie znikła potrzeba, by wiedzieć, gdzie są groby bliskich i by móc je odwiedzać. To wydaje się wręcz prawem człowieka. Powracam do tej myśli: groby-upamiętnienia, miejsca, w których pamięć ożywia się, pogłębia, aktualizuje – umożliwiając jakąś formę obcowania z Pamiętanym. Najświętszy Sakrament, Znak-Tajemnica chrześcijan jest Sakramentem Pamięci.

Nie dziwię się sobie, że pragnęłabym pielgrzymować do sarkofagu pawłowego, dotknąć go choćby tylko spojrzeniem.

Moja wiara chrześcijańska jest historyczna. Przez naszą ludzką historię przeszedł Jezus Chrystus w orszaku proroków i uczniów. Zamieszkał w historii, trwa w niej – wczoraj, dziś i na wieki. Z Nim są obecni oni, świadkowie. Wśród nich znaczenie Apostoła Pawła jest szczególne. To byłaby wielka sprawa: uklęknąć przy jego sarkofagu, wiedząc, że zaraz potem przeczytam list od tego, czyje popioły tu leżą.

*

Właśnie my powinniśmy teraz być skonfrontowani z głównymi, uderzającymi motywami duchowości świętego Pawła. „Duchowości” bo treść świadectwa pawłowego trzeba przetłumaczyć na klimat modlitwy i w ogóle myślenia teocentrycznego dzisiejszego człowieka. W tym okruchu refleksji nie zmieści się nawet pierwszy, ogólnikowy sygnał: „Kim jest Paweł dla nas”. Albo raczej – co moglibyśmy z niego czerpać, gdyby praca nad tekstami rozwijała się szeroko – nie tylko na uczelniach teologicznych. Sama czuję, że ostatnio jakby oddaliłam się od pawłowej strefy.

A przecież to Apostoł Paweł jest teologiem wolności, bo Jego Bóg jest Tym, kto zbawia – gdy stajemy przed Nim złączeni z Jezusem w jedno Ciało. Piszę to mało mówiące zdanie i przepraszam – mnie też wymyka się ogrom znaczenia tych słów, chociaż wiem, że świat duchowy tego Apostoła jest zachwycający, jego intuicje – przejmujące, pełne blasku, radosne. Oto my, przy nas sam Jezus, On przy nas stoi, jeśli On nie potępia, któżby mógł?Ten obraz zwycięskiego przygarnięcia przez Boga jest dokładnie z listu do Rzymian. To zapewnienia od Apostoła, którego prochy pod marmurową płytą. Tu nad nią powinny być odczytywane Kościołowi, aby dzielił się…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Duchowy atlas świata