Tajemnica to rzecz niedostępna, zagadkowa, niezbadana lub wiadomość, której nie należy rozgłaszać – powiada encyklopedia. Wokół nas aż kłębi się od tajemnic: tajemnica państwowa, służbowa, wojskowa, tajemnica dziennikarska, lekarska lub adwokacka, tajemnica twierdzy szyfrów, tajemnica Broeback Mountain, tajemnica Templariuszy, „Tajemnice Paryża”, tajemnica przepisów babci, tajemnica rozwodu Dody. „Niekompetencja Macierewicza nie jest tajemnicą państwową” – jak niedawno wdzięcznie wyznał nasz minister spraw zagranicznych. „Powiem ci w tajemnicy…” – co raz szepce plotkarz w ucho plotkarza (plotkarki). Dlatego – podobno – jeśli dwie osoby posiadły tę samą tajemnicę, to znaczy że wkrótce poznają ją wszyscy. Źle, kiedy nie bierzemy tej możliwości pod uwagę. Kiedyś wysłałem z Nowego Jorku szyfrogram o najwyższym stopniu tajności, ale już następnego dnia gadano o nim w korytarzach MSZ. Tajemnica jest wszędzie, jak kurz albo i śmieci. Ale są przecież także tajemnice niezgłębione, których nie można nie można ująć w najtajniejszej nawet depeszy, których poznać też nie jesteśmy w stanie, można najwyżej w nich uczestniczyć przez wiarę, miłość, wierność i tym podobne przymioty. Tajemnice, ku którym zdąża nauka, ale potrafi wyartykułować swoim hermetycznym językiem tylko niestałe – wciąż podlegające falsyfikacji – hipotezy. Tajemnice wiary, tajemnice boskości. Nawet rzecz tak zwyczajną jak małżeństwo św. Paweł nazywa w swoim liście do Efezjan „wielką tajemnicą”. Takich tajemnic wyznać nie można, wyznajemy tylko swoją wiarę, ale ileż razy bywa to wiara fałszywa? „Tajemnice życia uczą sztuki milczenia” – powiada Seneka, ale oczywiście myśli torem św. Pawła, a nie zajmuje się pospolitym kurzem istnienia.
Tajemnica jako Everest
Zostawmy więc proste sekrety. Zajmowanie się nimi jest trywialne. Nawet dziecko skrywa jakąś tajemnicę swojego świata; ono wie, pod jakim kamieniem na podwórku ukrywa się żaba, i nie zdradzi tego nikomu. Ale sprytny rówieśnik może tę tajemnicę posiąść, jeśli dołoży starań i wytrwa w cierpliwej obserwacji. Dla tego samego brzdąca tajemnicą jest, że dwa plus dwa równa się cztery, ale już wkrótce ją pozna i nauczy się udowadniać wynik przy pomocy patyczków albo zapałek. Dla ludzi antyku tajemnicą był grom, nadali mu więc cechy boskie, dopiero po wielu wiekach ich następcy poznali mechanizm wyładowań elektrycznych w atmosferze, chociaż nie bez ofiar, bo sprowadzanie pioruna do butelki lejdejskiej kończyło się nieraz porażeniem prądem. Newtonowi tajemnica objawiła się, gdy spadające z drzewa jabłko walnęło go w głowę, więc sformułował hipotezę grawitacji i nawet ujął ją we wzór, który stal się jednym z pewników ówczesnej fizyki. Dla Einsteina i jego następców tajemnicą była drobna niezgodność mechaniki Newtona z obserwacjami astronomicznymi, tak więc powstała i w końcu została udowodniona teoria względności, która w nadchodzących dziesięcioleciach też chyba ustąpi miejsca swojej – mglistej jeszcze – następczyni. Dla alianckich dowódców tajemnicą był niemiecki system szyfrów, ale grupka polskich matematyków rozgryzła dla nich sekret „Enigmy”. Przykłady tajemnic, które nimi w końcu być przestały, można mnożyć: od kryjówki żaby, przez miłostki rozrywkowych panienek, po wybuchy supernowych w kosmosie.
Nepalski szerpa Norgay Tnezing, który wspólnie ze zmarłym niedawno Edmundem Hillarym stanął przed laty na szczycie niezdobytej dotąd Czomolungmy (zwanej też Mount Everestem), zapytany przez ciekawskich dziennikarzy, po co podejmuje tak straszne ryzyko, jakim jest wspinanie się na niezdobyte wierzchołki, odpowiedział krótko: „dlatego że są”. Nie inaczej jest z tajemnicami: kuszą podobnie jak górskie szczyty, chociaż wysokość i stromość ścian mają – jak one – niejednolitą. Od żabiej kryjówki, przez sekrety łóżkowe przyjaciółki, po zagadkę ciemnej materii i ciemnej energii, które – wedle stanu dzisiejszych badań – stanowią zdecydowaną większość masy Wszechświata, ale dzisiaj jeszcze nie jesteśmy w stanie nic powiedzieć o ich składzie i budowie. Wprawdzie poznanie tajemnicy budowy atomu pchnęło cywilizację na nowe (pytanie, czy lepsze?) tory, oddało niesłychaną przysługę tak wojskowości, jak energetyce, ale początkowo – dla wielu generacji fizyków – wydawało się celem samym w sobie; zabawką poznawczą, intrygującą, ale bez praktycznych zastosowań. Tak zwykle jest z wierzchołkami, które zdobywamy. Wprawdzie dzielny rycerz z bajki znalazł na szczycie Szklanej Góry piękną księżniczkę, z którą – jak to w legendach – żył potem długo i szczęśliwie, ale jaką ma korzyść bachor z poznania żabiej kryjówki, plotkarka z zaglądnięcia do cudzej alkowy, uczony z przyłożenia powstającej dopiero teorii strun do zagadnienia ciemnej materii? Podobną, jaką miał Kolumb z odkrycia Ameryki, a Magellan z opłynięcia globu dookoła.
Tym niemniej tajemnice kuszą i przyciągają niby niezdobyte góry Tenzinga – dlatego że są. Ta pokusa jest nigdy niewygasającym motorem wszelkich odkryć, ona motywuje i popycha, ona rządzi naszymi marzeniami. Gdyby za poznaniem świata stała tylko utylitarna korzyść, mielibyśmy pewnie dobre laboratoria przemysłowe, ale żadnego postępu wiedzy. W ten sposób dziecko szukające żabiej kryjówki i tropiący gwiazdeczki paparazzi z kolorowego pisemka są braćmi astronoma usiłującego zajrzeć do wnętrza czarnej dziury w kosmosie albo biochemika rozszyfrowującego pod mikroskopem sekwencję genów w komórce. Chociaż – nie inaczej niż w przypadku Everestu – kiedyś szczyt był prawdziwie niezdobyty, dziś może wejść tam byle kto i byle jak, jeśli tylko zapłaci przewodnikom i tragarzom.
Byłby więc świat zbiorem tajemnic usytuowanych na wyższych lub niższych – łatwiejszych lub skrajnie niedostępnych – wierzchołkach? Rozszyfrowanie całości jest nieuchronne, bo sprowadzić je można do sumy pewnie bardzo trudnych – ale możliwych po udoskonaleniu narzędzi i nagromadzeniu doświadczeń – wspinaczek. Wtedy dopiero dałoby się mówić o prawdziwym „końcu historii”, gdyby wszystkie tajemnice stały się jawne. Taki świat nie zawiera tajemnic niedających się pojąć i z samej istoty niedostępnych ludzkiemu rozumowi. Taki świat zawiera tylko sekrety, które wcześniej czy później wyjdą na jaw jak zasady działania skomplikowanego mechanizmu. Nie ma w nim więc miejsca ani na złożoność tak wielką, że nigdy rozumem niepojętą – choć przecież materialną – ani tym bardziej na Boga i prowadzącą ku niemu religię. W tak pojętym świecie im więcej wiedzy i obalonych tajemnic, tym mniej miejsca dla Absolutu, obojętnie, jak go nazywamy i jak się do Niego modlimy. Owszem, wiele zjawisk w dziejach nauki na taki model wskazuje, bo Absolut – niegdyś rozpanoszony – wciąż się tylko cofa, choć na tym kurczącym się skrawku dumnie ogłasza swą niezbędność i wciąż znajduje ludzkie dusze gotowe ją uznać. Ale przecież wszystkie dowody rozumu działają przeciw niemu. Jeśli taki jest świat, to można tylko wyrazić zadowolenie, że zarówno piszący te słowa, jak i jego Czytelnicy nie dożyją tak rozumianego końca historii, tak zarysowanej i ostatecznej satysfakcji poznawczej, bo oznaczać to będzie wygaśnięcie napędu dziejów. „Tajemnica budzi w nas dziecko, niestety coraz starsze dziecko” – bardzo trafnie napisał kiedyś Krzysztof Mętrak.
Szlachectwo tajemnicy
Wróćmy do żabiej kryjówki pod kamieniem na byle podwórku. Sekret to trywialny i nietrudny do złamania. Ale dzieciak, który go przed rówieśnikami skrywa, czuje się wyższy i ważniejszy przez to, że dysponuje wiedzą innym nieznaną. Plotkarz opowiada swoje historie na ogół nie z zawistnej chęci zaszkodzenia obmawianemu, lecz by zasłużyć – tak jak potrafi – na status lepiej poinformowanego, przynajmniej w oczach przygodnych słuchaczy. Skoro to, co powiada, nie jest dla obmawianych korzystne, można go uznać nie tylko za eksperta, nie tylko za bywalca wielkiego świata, ale może nawet za osobę lepszą i mądrzejszą niż świat obmawiany. Tak rodzi się nie tylko plotka albo trywialny sekret – ten kurz istnienia – ale tak rodzą się misteria, tajne sekty i ich stopnie wtajemniczenia. Jeśli jestem nosicielem tajemnicy, to znaczy, że nie tylko jestem ważny, ale może nawet jestem święty. Prawdę, która nie jest owinięta kokonem wtajemniczeń, do której można dotrzeć przez – chociażby mozolny, lecz prostomyślny – akt poznania, podejrzewamy o trywialność i nikłą wartość. Tylko ta królewna jest godna pożądania, która strzeżona przez smoka mieszka na Szklanej Górze. Tajemnica nobolituje, jej nosiciel przez akt wtajemniczenia uzyskuje…