Kim jesteś bardziej – zakonnikiem czy księdzem?
Zakonnikiem jestem w sposobie życia, bo mieszkam w klasztorze z innymi braćmi. A księdzem jestem w działaniu: sprawuję sakramenty, udzielam się duszpastersko. Dominikanie nie są mnichami jak benedyktyni czy trapiści i co do zasady nie prowadzą życia wsobnego, ale zajmują się także posługą i pracą na zewnątrz. Taka konstrukcja wymyślona przez św. Dominika Guzmána ustawia nas trochę okrakiem na barykadzie życia i niesie napięcie. Kilkanaście lat temu obecny kard. Grzegorz Ryś prowadził rekolekcje przed moimi święceniami. Wtedy nam powiedział, że to, co wybraliśmy, jest szalenie trudne. Z jednej strony chcemy pogłębiać więź ze sobą we wspólnocie zakonnej i ten wybór ma być znakiem dla innych, a z drugiej strony chcemy być aktywni. Mówił, że to może być rozdzierające. Miał rację.
Jak to się w Twoim życiu przejawia?
Zakonność jest w stałym napięciu z pracą w miesięczniku „W drodze”. Z jednej strony jako redaktor naczelny mam obowiązki wynikające z umowy o pracę, biurowe godziny, które spędzam w redakcji, stały tryb wydawniczy, który nie pyta się o wakacje czy święta. Z drugiej jak każdy zakonnik mam śluby – ubóstwo, czystość i posłuszeństwo, które są moimi punktami odniesienia w wielu codziennych decyzjach.
Chwilami czuję się jak na łódce – raz przechyla się ona w jedną,…