Subskrybuj
fot. Forum
Dziennikarz, pisarz, reżyser filmów dokumentalnych, m.in. Ojciec, czyli o Pieronku (2018)

Każdy garnek można wyszorować

Wszystkie sytuacje z wyjątkiem tragicznych można przerobić na scenariusz do komedii. Jest druga w nocy, jedziesz z załadowanym bagażnikiem z wakacji i łapiesz gumę. Dzieci ryczą. Co zrobisz? Spójrz na to z zewnątrz i zobacz scenę jak z absurdalnego filmu.

W telefonicznej rozmowie, kiedy umawialiśmy się na dzisiejsze spotkanie, mówiła Pani, że czasami nawet dojazd do kogoś, trafienie pod właściwy adres może być powodem do uśmiechu…

Tak, ale dotyczy to raczej wyrobionego poczucia humoru, który pozwala śmiać się z rzeczy irytujących. Pierwsza reakcja to złość, że gdzieś nie możemy trafić: „Kto wymyślił taką numerację bloków?”. Jest np. w Warszawie ul. Boguckiego tak oznaczona, tak poprzecinana, że sztuką jest trafić pod niektóre adresy. Kiedy bezskutecznie szukałam nr 12, pomyślałam, że źle zapisałam adres. Aż w końcu, tylko dzięki temu, że do mnie również niełatwo trafić i wiem, jak błądzą zaproszeni po raz pierwszy goście, udało mi się odnaleźć dom nr 12. Po przebrnięciu przez etap irytacji, no i jednak zwieńczeniu poszukiwań sukcesem, faktycznie uznałam to zdarzenie za wesołe.

Podczas jednego ze spotkań autorskich jako przykład poprawy humoru i wywołania uśmiechu proponowała Pani zjedzenie bajaderki. Słodycze mogą być powodem do uśmiechu?

Słodycze potrafią na chwilę poprawić nastrój, ponieważ wynika to z  pewnej prawidłowości neurofizjologicznej. Cukier pobudza ośrodek przyjemności i  działa odprężająco. Dość prędko jednak następuje gwałtowny spadek nastroju. Ta metoda więc na dłuższą metę nie działa.

To z uśmiechem wezmę łyk niesłodzonej zielonej herbaty…

Zacznijmy od tego, że humor jest rodzajem daru, który warto w  sobie rozbudzić i  potem pielęgnować. Należy do dość skutecznych mechanizmów obronnych człowieka. Obok obwiniania, pomniejszania problemu czy zaprzeczania można też jakąś nieprzyjemną sytuację lub czyjąś (oraz własną) gafę czy niezręczność obrócić w  żart. Niektóre nacje w  swoim genomie zdają się posiadać tę umiejętność. Na przykład Czesi, Anglicy i Francuzi posługują się humorem i żartem jak tarczą chroniącą przed obrażaniem się, agresywnością, pamiętliwością i mściwością. Nam, niestety, tego daru brakuje. Owszem, uprawiamy satyrę, opowiadamy kawały, lubimy wyśmiewać się z innych, ale brak nam tej nutki humoru, wybawiającego z trudnych sytuacji, zwłaszcza w kłopotliwych relacjach międzyludzkich.

Co ostatnio u Pani wywołało uśmiech?

Podczas Parady Równości w Gdańsku rozbawił mnie napis na kartonie „HomoKaszeby wito”. Chłopak i dziewczyna, którzy to nieśli, promieniowali faktycznie wesołością. Gdy obserwujemy, co się wokoło nas dzieje, to tych powodów do uśmiechu w  ciągu dnia można zauważyć sporo. Na przykład elegancka młoda mama słowem na „k” zwraca się do swego dziecka w wózku, któremu upadł na ziemię smoczek albo telefonistka pogotowia ratunkowego odpowiada na próbę wezwania pomocy: „Proszę pana, najpierw niech pan powie, na jaką chorobę jest pan chory, wtedy przyjmę zgłoszenie”. W takich momentach naprawdę nie wiadomo – śmiać się czy płakać? Jednak lepiej się śmiać…

###banner###

Niektórzy ludzie potrafią śmiać się z siebie. Czy to dobre zastosowanie poczucia humoru?

Świetne pytanie i wspaniała umiejętność. Dystans do samego siebie oraz związana z tym umiejętność żartowania z własnych przywar lub niedoskonałości nie tylko świadczą o wielkiej inteligencji, ale bardzo pomagają w  podtrzymywaniu dobrych relacji z ludźmi. Poczucie humoru zmniejsza ilość napięć i fochów. Pozwala też przejść do porządku dziennego nad wieloma niezręcznościami. Lubimy ludzi, którzy umieją się śmiać i chętnie to robią. Nie lubimy ponuraków i  zawziętych krytykantów oraz zakompleksionych „niedotykalskich”, których łatwo urazić i zrazić. Można więc powiedzieć, że poczucie humoru to wejściówka do świata ludzkiej sympatii.

Warto podkreślić, że humor to nie opowiadanie kawałów, lecz znajdowanie paradoksów i żartów w codzienności. Temat poczucia humoru obecny jest też w programach terapeutycznych, właśnie po to, żeby pomóc pacjentom zmienić sztywny i pesymistyczny stosunek do zdarzeń na bardziej pogodny, mniej pryncypialny i  optymistyczny.

Humor jest nieocenionym elementem uzdrowienia z depresji, uzależnień, nerwic i zwykłego ludzkiego malkontenctwa.

Można się śmiać nawet z trudnych przeżyć.

Każdą sytuację z wyjątkiem tragicznych, można przerobić na scenkę do komedii. Ale przecież tragedie nie zdarzają się nam codziennie. Częściej denerwują nas drobne rzeczy: zapomnieliśmy się, mleko wykipiało, garnek się przypalił. Zapominamy na moment, że przecież każdy garnek można wyszorować, nic naprawdę złego się nie stało.

Albo taka sytuacja: jest druga w nocy, jedziesz z załadowanym bagażnikiem z wakacji przez małe wyludnione miejscowości z dziećmi chorymi na anginę i łapiesz gumę. Dzieci płaczą. Co zrobisz? Spójrz na to z  zewnątrz i  zobacz scenę jak z absurdalnego filmu. Jest to w  takim krytycznym momencie niesamowicie trudne. Ale jeżeli ci się uda chociaż trochę ten „dramat” rozbroić i opanować furię i panikę, to może usiądziesz przy maluchach, dasz im się napić, pogłaszczesz, zaśpiewasz kołysankę, uśpisz… A potem zaczniesz szukać telefonu, żeby wezwać assistance, albo sama się zdrzemniesz, żeby zacząć działać nieco sprawniej. Humor uspokaja.

Istotą poczucia humoru jest dystans. Jeżeli to dotyczy mnie, to ja muszę spojrzeć na siebie i daną sytuację z boku. My w Polsce, na swoim punkcie jesteśmy strasznie drażliwi. Łatwo się obrażamy o byle co. Całymi tygodniami córka potrafi nie odezwać się do matki (albo odwrotnie). Znam sytuację, gdy dwie siostry mieszkające po dwóch stronach Wisły w tym samym mieście nie były w stanie przyjść jednocześnie na pogrzeb matki. Trzeba było ceremonię pochówku odprawiać dla każdej z osobna. A na moje pytanie, o co poszło, usłyszałam: „Zawsze tak było”.

Powiedziała Pani w naszej telefonicznej rozmowie przed spotkaniem, że szczęśliwy dom to taki, w którym przynajmniej trzy razy dziennie osoby się do siebie uśmiechają…

Zdecydowanie tak. Nawet powiem więcej – śmieją się, nie tylko uśmiechają. W szczęśliwym domu jest dużo śmiechu. W jednym domu siedzi rodzina przy stole, dziecko strąci ręką mleko, rozbije szklankę i ojciec je uderzy, wykrzyczy przekleństwa, a w innym domu tata powie z uśmiechem: „O! Jeden zero dla mnie, dziś ty coś rozlałeś, no to sprzątasz”. W ten sposób tata rozładuje sytuację. Rozlane mleko to przecież nic strasznego. Stwarzanie ciągłego napięcia, kontrolowanie i musztrowanie kogoś tylko po to, żeby mieć poczucie władzy, zwłaszcza wobec słabszych lub mniejszych, nie jest ani mądre, ani dobre. W  niektórych patologicznych środowiskach autorytet mierzy się tym, jak bardzo ktoś się kogoś boi, w związku z czym używa się środków, które mają ten strach wzbudzać. Czarna pedagogika, dawno skompromitowana.

Ludzie pewni swojej wartości częściej się uśmiechają?

Oczywiście. Ale czasem ktoś mówi mi, że teściową ma chorą, syna niepełnosprawnego, mało pieniędzy. Nie dziwi, że nic wesołego ta osoba w swoim życiu nie znajduje. Wtedy pytam: czy za bardzo trudne zadanie łatwiej się zabrać, gdy mamy dobry humor czy zły?

Dobry.

Naturalnie. A dlaczego?

Bo będziemy myśleć optymistycznie?

Tak, optymizm otwiera drogę do działania, dodaje otuchy i wzmacnia wiarę w siebie. Pesymizm tę drogę zamyka. W trudnych sytuacjach smutni ludzie poddają się negatywnym emocjom, które odbierają im szansę na aktywność i  pomysłowość, czasem nawet każą rezygnować. A nie muszą.

Trzeba się postarać, aby emocje zależały od ciebie, a  nie żebyś ty był zależny od emocji. Czasami wymaga to pomocy psychologa, przeczytania książki, rozmowy z kimś dojrzalszym, a tego można się nauczyć. Emocje zależą od sposobu myślenia.

Jak masz chorą mamę, to pomyśl, że masz zdrowego męża, jeśli masz dużo pracy, to dostajesz dobre wynagrodzenie i twoja rodzina nie jest głodna. W  ten sposób można nastawiać myśli na pozytywny tor. Szukajmy tego, co jest dobre w naszym życiu, a omijajmy to, co jest złe. To, co jest złe, wymaga rozwiązania, załatwienia, zmiany, a to, co jest dobre, trzeba jak najczęściej przywoływać i stawiać przed oczami.

Uśmiech i humor pozwalają nam zjednywać sobie ludzi, co może doprowadzić do łatwiejszego rozwiązywania naszych problemów…

Tak, powtórzmy to: zazwyczaj bardziej lubimy ludzi pogodnych.

Pani ma wrodzone poczucie humoru?

Nie, ale nauczyłam się nie ceregielić o drobiazgi. Robię krok do tyłu i widzę, że żartowanie z siebie nie przynosi mi żadnej ujmy.

Powiedziała Pani kiedyś: „Szczęście przereklamowaliśmy”…

Tak.

Uważam, że szczęście jest ulotne, nie da się go zatrzymać na dłużej. Ludzie chcieliby je osiągnąć i zamurować, a ono jest ulotne jak motyl. Wolę bardziej trwałe uczucia, które szybko nie przemijają – pogodę ducha i radość życia.

Radość życia można mieć na cmentarzu, pogodę ducha można zachować nawet w żałobie. Warunkiem jest to, żeby nie podporządkowywać wszystkiego w  swoim życiu zewnętrznym okolicznościom. Trzeba pamiętać, że każda rzecz przemija. Jak w pięknym wierszu Wisławy Szymborskiej Nic dwa razy, który o tym mówi.

Dlaczego nie potrafiliśmy odpowiednio wypromować humoru i uśmiechu?

Chyba humor ma u nas słaby PR. Nie uważamy, że uśmiech jest ważny. Amerykanie uśmiechają się odruchowo nawet, gdy mijają nieznajomych. A my zastanawiamy się czasem, czy osoba, do której się uśmiechnę, na to zasługuje. A niech Pan spojrzy na dziecko w wózku. Dla niego uśmiech jest naturalną reakcją – ty się uśmiechasz do niego, ono do ciebie.

Czy taka cecha jak rozpamiętywanie nie torpeduje w nas wielu okazji do uśmiechu?

Oczywiście, że torpeduje, więc jak chcesz rozpamiętywać, to rozpamiętuj przyjemne chwile. Często pracuję z  ludźmi dotkniętymi traumami z  przeszłości, wtedy mówię im: „Rozumiem, masz prawo do użalania się nad sobą, ale zrób tak – wyznacz sobie datę lub dwie w roku i wtedy poświęć ten czas na rozpamiętywanie tego, co przeszedłeś. Zrób to z kimś, bo depresyjny nastrój wciąga czasami jak grzęzawisko, można się w tym pogrążyć na długo, a ty musisz z tego wyjść, bo dziś już trauma ci nie grozi i możesz żyć normalnie”.

Mój mąż większość swoich wykładów zaczynał od pytania: „Co dobrego przytrafiło się tobie osobiście w ciągu ostatnich dni?”. A później dopytywał: „Co dobrego przytrafiło się twoim najbliższym?”, i na końcu, jako trzecie pytanie, padało: „A co ostatnio wydarzyło się dobrego dla twojego kraju?”. Była to bardzo skuteczna lekcja pozytywnego stosunku do siebie i do świata.

W ankietach oceniających studenci najczęściej pisali, że prof. Osiatyński pobudził ich tymi pytaniami do doceniania i robienia dobrych rzeczy. Wielu z nich zostało to na całe życie.

Dobry humor to psychofizyczna dyspozycja. Zrobiliśmy coś dobrego i jest nam dobrze, uśmiechamy się. Nikt nie opowiedział dowcipu, ale bodźcem jest w tym wypadku dobry uczynek. W takim momencie działają endorfiny, a endorfiny to neuroprzekaźniki wyciszające stres, uspokajające, łagodzące ból i napięcie.

Kieślowski, który nie należał do osób tryskających humorem, mówił kiedyś, będąc w Paryżu, że jak jest mu bardzo źle, to włącza sobie Seksmisję. Warto mieć taki film na półce?

Oj tak! Warto. Każdy ma swoje ulubione źródła pobudzające humor. Jedni wolą Świat według Kiepskich, a inni Latający cyrk Monty Pythona, ale żeby poznać, co na nas działa, musimy być otwarci na nowe źródła. Takie „pobudzacze” są bardzo ważne, bo w życiu są górki i dołki, a w tych dołkach warto po nie sięgać.

Dodajmy, że nostalgia, smutek, gorsze nastroje zawsze będą obecne w naszym życiu. Ale powinny być jak przyprawy do potraw, a nie danie główne. Uśmiech, humor tak samo jak ruch czynią nas zdrowszymi. To jest naukowo udowodnione.

W  Indiach pracuje lekarz Madan Kataria. Starał się leczyć w swoim kraju tysiące potrzebujących. Ponieważ przerastało to jego siły i  możliwości, więc wymyślił oraz rozpropagował leczenie śmiechem. A jak wiadomo, śmiech zaraża, więc dzięki głośnemu śmianiu się pobudza się do tego samego innych, tym samym wpływając na ich zdrowie. Słyszałam, że w USA jest numer telefonu, pod który się dzwoni i słychać śmiech. Kosztuje to bodaj dwa dolary i sporo osób z tego korzysta. Mam koleżankę, która ma taką metodę, że jak wyrusza w trasę samochodem to potrafi przez kilka minut się śmiać, bo zauważyła, że po tych kilku minutach zdecydowanie lepiej się czuje. Zaczęła to robić, nie wiedząc o metodzie Madana Katarii, a mnie jej nawyk bardzo się spodobał i teraz również mi się zdarza tak robić.

Bezpłatne lekarstwo bez chemii…

W instytucie onkologii śmiechoterapia jest jedną z form wsparcia terapeutycznego pacjentek i pacjentów. Podczas śmiechu drga przepona, oddziałując na płuca, i wtedy następuje przyspieszone dotlenienie mózgu. Gdy więc Pan się śmieje, to pobudza do działania te komórki mózgu, które mogą być rozleniwione przez depresyjne czy apatyczne stany psychiczne. Humor splata się ze wszystkim, co dotyczy zdrowia biologicznego. Ludzie weseli są zdrowsi i  dłużej żyją. Uważam, że u nas w kraju Ministerstwo Zdrowia razem z Ministerstwem Edukacji powinny mocno pracować nad propagowaniem śmiechu wśród dzieci.

Fundacja dr. Clowna również prowadzi działalność edukacyjną w tym zakresie…

Bardzo dobrze, bo jakość życia nie zależy od liczby zer na koncie. Jakość życia zależy od tego, ile jest w nim pogody ducha, radości życia, a więc śmiechu i uśmiechu.

Zajmuje się Pani uzależnieniami, ale czy myślała Pani kiedyś, jak mogłoby być pięknie, gdyby ludzie uzależniali się od uśmiechu?

Dobrych przyzwyczajeń nie nazywam uzależnieniami. To słowo zarezerwujmy dla patologii.

Nie byłbym sobą, gdybym nie przywołał pięknej postaci Piotra Skrzyneckiego. W mowie pożegnalnej nad jego grobem ks. Józef Tischner powiedział: „Dla mnie Piotr zawsze był wyrzutem sumienia, że za prozaicznie i nie dość poetycko żyję na tej ziemi”. Czy uważa Pani, iż na jakimś etapie naszego życia wielu z nas może dopaść myśl, iż kiedyś uśmiechaliśmy się za mało, że żyliśmy zbyt prozaicznie?

Może tak być. Dlatego dobrze, że o tym rozmawiamy, bo ktoś przeczyta tę rozmowę, zastanowi się i dojdzie do wniosku, żeby częściej się uśmiechać. Gdyby takich ludzi było wielu, wyobraża sobie Pan, jak by nasze życie społeczne się zmieniło na lepsze.

Mówiło się kiedyś, że jesteśmy najweselszym barakiem w socjalistycznym obozie. Czy rzeczywistość po 1989 r. pozbawiła nas tej narodowej cechy?

Tak się mówiło, bo potrafiliśmy kawały opowiadać. Teraz ta umiejętność opowiadania dowcipów przeniosła się do sieci i jest wyrażana w formie memów. Pod tym względem moim zdaniem nasz barak jest nadal bardzo wesoły.

A pandemia wpłynęła na nasze poczucie humoru?

Obniżyła je, bo zwiększyła ilość nudy w życiu wielu ludzi. Pogłębiła naszą jałową obyczajowość. Praca, obiad, gotowanie, sprzątanie, czasami jakiś milszy przerywnik. U nas niewiele rodzin uprawia wspólne muzykowanie albo zbiorowy taniec w  kręgu, granie w  planszówki, scrabble albo w szachy czy brydża, rodzinne gotowanie itp. Pandemia zainspirowała niektórych w tym kierunku i dla nich było to pozytywnym skutkiem tego globalnego nieszczęścia.

Wynotowałem sobie kilka moich ulubionych cytatów o humorze, np. słowa Romain’a Gary’ego: „Humor jest afirmacją godności, deklaracją wyższości człowieka nad wszystkim, co mu się przytrafia”.

Można tak to ująć, choć u  nas pojęcie godności jest narażone na ciągłe nękanie. Nawet podczas liturgii mówimy: „Nie jestem godzien”. Podejrzewam, że to jest po prostu źle przetłumaczone, bo skoro jestem stworzony na podobieństwo Boga, to dlaczego „nie jestem godzien”?

Zadam na koniec pytanie, które zadawałem bohaterom mojej nowej książki Humorem i (u)śmiechem – z czego będziemy się śmiać za 50–100 lat?

Myślę, że z tego samego co dzisiaj, czyli będziemy się śmiać z siebie i innych, z naszych przywar, przekonania o  nieomylności. Mam również nadzieję, że jak najszybciej zaczniemy się śmiać z  tego, że takie kwestie jak równe prawa dla osób LGBT+ czy niebicie dzieci były kiedyś dla niektórych niezrozumiałe.

—

Ewa Woydyłło-Osiatyńska
Dr psychologii i terapeutka uzależnień. Autorka wielu książek, m.in.: Wybieram wolność, czyli rzecz o wyzwalaniu się z uzależnień, Zaproszenie do życia, Buty szczęścia

Artykuł pojawił się w numerze: Z czego się śmiejemy