Kiedy w schyłkowych czasach jaruzelskich przebywałem na niedługiej w sumie emigracji w Nowym Jorku, mieszkałem wśród tamtejszych Żydów w Seagate, chasydzkiej enklawie nad morzem w południowo-wschodnim zakątku Brooklynu, opiewanej przez samego Isaaca Bashevisa Singera. Tylko tam można jeszcze było usłyszeć od nieznajomego: „Czy pan był w Nowy Sącz? Bo mój dziadek miał sklep w Nowy Sącz”. Albo spróbować prawdziwego czulentu. Tak się powoli spoufalałem z sąsiadami, że w końcu zaprosili mnie bar micwę któregoś z gromadki nastoletnich synów. Z wielkim do tego podszedłem przejęciem, bo, nieskromnie, zaproszenie otrzymane od brooklyńskich starozakonnych uważałem za szczególne wyróżnienie dla goja i to jeszcze z niekoniecznie mile tu postrzeganej Polski. W wyznaczoną sobotę – tłamsząc w kieszeni przezornie mi wcześniej wręczoną…
Pisarz, publicysta, obieżyświat. Wydał między innymi powieść S.O.S., tomy esejów filozoficznych: Wołanie o sens oraz Paradygmat.