Kiedy – już dawno temu – pierwszy raz włóczyłem się po Tajlandii, nie mając jeszcze pojęcia, że będę tam kiedyś ambasadorem, udawało mi się nieraz zagnieżdżać w domach tych uśmiechniętych i gościnnych ludzi. Bardzo to pouczające, a nieraz i szokujące doświadczenie. Jedną z pierwszych niezrozumiałych dla mnie obserwacji była obecność przy każdej budowli – obojętnie, czy to przy miejskim biurowcu, hotelu, wiejskiej chacie czy nawet garażu – małego pomalowanego na złocisto domku na smukłej nóżce przypominającego ptasi karmnik. Co rano składa się tam banany lub inne owoce, świeże kwiaty i pali kadzidło; potem rzeczywiście ptactwo, a nieraz i węże mają tam ucztę. Innym wymagającym dociekań zjawiskiem było oznaczenie niektórych drzew – zwłaszcza na świątynnych dziedzińcach – złocistymi przepaskami przypominającymi owiązane wokół pnia szale. Albo wchodzenie do mieszkania – niezależnie…
Pisarz, publicysta, obieżyświat. Wydał między innymi powieść S.O.S., tomy esejów filozoficznych: Wołanie o sens oraz Paradygmat.