Krzysztof Michalski„Cywilizacja, w której tkwię, zaprzecza religii” – pisał Miłosz w szkicu „O zgiełku wielu religii”. Różnorodne, sprzeczne, niekoherentne, nie dające się sprowadzić do żadnego wspólnego mianownika formy życia w Kalifornii przypominały mu starożytny Rzym. „Wydaje mi się – komentował – że zamknęło się koło, że dziś, jak kiedyś w Rzymie musiał szaleć zgiełk konkurujących ze sobą bogów, o których wszyscy wiedzieli, że są wydrążeni od wewnątrz, że są figurami mowy, i że dziś, tak jak i wtedy im bardziej rozpowszechniała się ta wiedza, tym chciwiej chwytano się formy, czysto językowego, używanego po to, żeby się wzajemnie upewniać, obrzędu”. Nie znaczy to bynajmniej – przekonywał dalej – że jesteśmy świadkami śmierci religii; nie, religia nie umrze – póki życie nie przestanie być „ciężarem nie do udźwignięcia, dźwiganym jednak dzięki mieszaninie ślepoty i heroizmu”, ciężarem, trzeba by dodać, którego nie zmniejszy żadna instytucja społeczna, żaden ludzki wynalazek. Stąd niezniszczalna potrzeba religii, potrzeba Boga, potrzeba jakiegoś „Ty, do którego mógłbym się zwrócić, nie umiem przemawiać do chmur i kamieni. Tymczasem…
Filozof, rektor Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu (www.iwm.at). Ostatnio wydał Płomień wieczności. Eseje o myślach Fryderyka Nietzschego, Kraków: Znak, 2007 – tłum. ang. w Princeton University Press, 2011.