„O konieczności formacji filozoficznej teologów już nieraz wspominano” . Wspomnieć należy raz jeszcze. Skargę tę wyraża Tomasz Rowiński w swoim tekście Kapłaństwo – powołanie czy uprawnienie?Tym bardziej dziwi w tym względzie kondycja jego własnego wywodu. Od pierwszych akapitów pełen jest on luk w argumentacji skrzętnie skrywanych za retorycznymi, a często wręcz perswazyjnymi zwrotami. Autor rozpatruje dwa, jego zdaniem, najsilniejsze argumenty zwolenników kapłaństwa kobiet: pierwszy wskazuje na bezzasadność wykluczania kobiet z pełnienia posługi kapłańskiej, opierając się wyłącznie na przekazie biblijnym; drugi zasadza się na rozumieniu godności osoby bez względu na jej płeć. Oba już na początku kwituje Rowiński stwierdzeniem, że nie są one niczym więcej aniżeli teologiczną ekstrawagancją. Ani nie wiedząc dlaczego miałyby nią być, ani nie uważając, że ekstrawagancja sama w sobie szkodzi jakości argumentów, spróbuję się za nią wstawić. Najsilniejszy i kilkukrotnie w tekście wysuwany zarzut przeciw dwóm wspomnianym argumentom wskazuje, że nie dadzą się one utrzymać na gruncie teologii katolickiej. Zarzut to w istocie mocny, tylko czy udaje się go autorowi obronić, czy jedynie zasłania się nim z braku argumentacji o bardziej analitycznym, a mniej etykietowym charakterze? Wydaje się, że Tomasz Rowiński co najmniej zbyt pochopnie i beztrosko odsądza poglądy zwolenników kapłaństwa kobiet od katolickiej ortodoksji. Rzucanie klątw bywa niebezpieczne, kiedy się ich do…
Absolwentka komparatystyki i filozofii UJ, współpracowniczka miesięcznika "Znak".