Marzena Zdanowska: Kard. Joseph Ratzinger 15 lat po rozpoczęciu Soboru napisał, że soborowa odnowa w ogóle się nie zaczęła. Podobne oceny padają przez następne lata aż do dziś. Być może nie należy więc pytać o to, jak wypełniana jest reforma soborowa, lecz o to, czy poczucie kryzysu w Kościele nie jest przypadkiem nieuniknionym, permanentnym stanem, który nie musi być odbierany negatywnie, ponieważ jest zachętą do ciągłej odnowy. Jeżeli taka perspektywa jest słuszna, to czy w dzisiejszym Kościele widoczny jest radykalizm, który mógłby nas popychać do kolejnych kroków – do ciągłej odnowy i zastanawiania się nad Kościołem takim, jakim on jest dzisiaj?
Wojciech Bonowicz:Często mówi się, że Sobór Watykański II był odpowiedzią na narastający kryzys w Kościele. To prawda, ale myślę, że trzeba na to wydarzenie spojrzeć również z nieco szerszej perspektywy. W moim głębokim przekonaniu Sobór tak naprawdę był odpowiedzią na II wojnę światową, na to, co się wtedy stało, i na głęboki kryzys antropologiczny, który ta wojna pozostawiła. Kościół szukał odpowiedzi oczywiście w obrębie własnej wspólnoty, ale też otworzył się na świat, bo świat miał dokładnie taki sam problem: nie wiadomo było, co zrobić z tym doświadczeniem i tym skrajnie pesymistycznym rozpoznaniem dotyczącym człowieka. Rozumiem więc wydarzenie soborowe jako coś, co w pewnym sensie musiało się zdarzyć, dlatego, że z jednej strony wielu ludzi nosiło w sobie poczucie głębokiego kryzysu antropologicznego, a z drugiej – wewnątrz samego Kościoła…