Widziałam, jak zagraniczna studentka w hidżabie odchodzi z laleczką kokeshi przyciśniętą do piersi, widziałam nowego właściciela kobaltowego wazonu, a także młodego człowieka w okularach lenonkach usiłującego zmieścić w koszyku rowerowym kilkadziesiąt płyt z zachodnią muzyką sprzed pół wieku, ale mnie interesował tylko ten jeden przedmiot. Musiał tu być. Łudziłam się, że znajdę to, czego nie pamiętam.
Nie pamiętam, co jeszcze stało w witrynie starej tokijskiej kawiarni oprócz wazonu ze zmieniającą się kompozycją kwiatową, porcelanowej filiżanki wypełnionej plastikową kawą o zmętniałej powierzchni i laleczki kokeshi z prefektury Gunma. Filiżanka, kokeshi w czerwonym kimonie i kobaltowy lśniący wazon w stylu europejskim, który uważaliśmy za raczej brzydki, ale jednocześnie pasujący do reszty w ten przedziwny sposób, w jaki, co do…
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze:
Cieszyć się kruchością życia