Szkicu obrazu postępu ducha ludzkiego (1794) Nicolas de Condorcet, którego oświeceniowego optymizmu nie zdławił nawet wymierzony w niego terror rewolucji, pisał: „Nadejdzie czas, gdy słońce świecić będzie tylko ludziom wolnym, nie uznającym innego pana niż własny rozum; gdy tyrani i niewolnicy, kapłani oraz ich głupie lub obłudne narzędzia istnieć będą jedynie w historii i w teatrze” (tłum. E. Hartleb). Postęp to dla Condorceta stopniowe znoszenie nierówności między narodami i jednostkami, to zrównanie płci i likwidacja niewolnictwa, to wyzwalanie się człowieka spod władzy utrwalających przemoc stosunków i idei. Condorcet był optymistą również w odniesieniu do sposobu, w jaki postęp ów ma się dokonywać. Wystarczy, by państwo nie przeszkadzało. „Majątki dążą w sposób naturalny do wyrównania” – natura pełni tu funkcję niewidzialnej ręki rynku Adama Smitha – a gdy już dzięki poluzowaniu prawa, wspierającego dotąd głównie posiadaczy ziemskich, oraz rozkwitowi nauk przyrodniczo-matematycznych i techniki nastąpi ogólnoświatowy dobrobyt, wtedy nieuniknione będą powszechna wolność i postęp moralny całej ludzkości. Kolonizator, zdaniem Condorceta, sam wreszcie pojmie, jak absurdalne i niemoralne jest jego przekonanie, że jeden człowiek może drugiego mieć za niewolnika.
Wiara w ścisły związek wolnego rynku z procesem wyzwolenia zniewolonych…