Subskrybuj
Lody z Włodzimierzem, koncert głębokiego słuchania w nowohuckiej Alei Róż, 3 lipca 2022 r. fot. Dominik Stanisławski / Dom Utopii
Muzyk i filozof. Łączy muzykę improwizowaną, nagrania terenowe, soundscape composition, instalacje dźwiękowe i zagadnienia poznawcze. Twórca projektu Audiosfera w Domu Utopii – Międzynarodowym Centrum Empatii, prowadzi warsztaty słuchania

Droga słuchania

Słuchaj wytrwale najcichszego dźwięku – zamknij oczy, wsłuchaj się spokojnie i głęboko w otaczający cię świat. Znajdź dźwięk najdelikatniejszy, najcichszy i podążaj za nim. Zmień sposób słuchania i poczuj, jak sam się zmieniasz

Jeszcze całkiem do niedawna uważano, że w pierwszej kolejności doświadczamy świata zmysłem wzroku. Wydaje nam się zupełnie naturalne, że podczas różnego rodzaju aktywności czy to powtarzalnych, jak przemierzanie drogi do pracy, czy wyjątkowych, jak niedzielny wypad za miasto lub wieczorne spotkanie ze znajomymi, przede wszystkim obserwujemy i to wrażenia wzrokowe zostają nam w pamięci. A co z dźwiękami, co ze słuchaniem? Czy słuch faktycznie jest zmysłem drugiego planu? Czy akustyczny wymiar rzeczywistości jest dla nas ważny, czy też można go pominąć? I czy faktycznie go pomijamy?

Wiek hałasu – wiek słuchania

Przynajmniej do II poł. XIX w. sądzono, że ludzie słuchają lub raczej słyszą (o tym, jaka jest różnica, już za chwilę) tak samo. Podobne przekonanie dotyczyło innych zmysłów. Powszechnie sądzono, że poznanie zmysłowe jest pasywne, zatem można być głuchym czy głuchawym bądź też słyszeć „normalnie”. Sytuacja zaczęła się zmieniać pod koniec XIX stulecia, m.in. za sprawą Eduarda Hanslicka (o tym słynnym muzykologu szerzej opowiem w kolejnych akapitach), by w XX w. doszło w kulturze zachodniej do tzw. zwrotu audytywnego.

Aktywności związane z dźwiękami stały się istotne nie tylko dla zawodowych muzyków i nie tylko muzyki dotyczyły. Świat zaczął uważniej słuchać i uważniej „przyglądać się” samemu słuchaniu. Przyczyn takiej sytuacji było wiele, a do najistotniejszych należały zasadnicze zmiany, jakie zaszły w środowisku akustycznym czy też w pejzażu dźwiękowym, jak dziś byśmy go nazwali. Mowa o wpływie człowieka na ten pejzaż oraz o postępie w technologii rejestracji i emisji dźwięków. Wraz z rozwojem przemysłu, z rewolucją technologiczną świat zmienił swoją charakterystykę brzmieniową, gdyż pojawiły się dźwięki wcześniej w audiosferze niewystępujące, pejzaż dźwiękowy zaś stał się wyraźnie głośniejszy. Dźwięków industrializacji, konstrukcji przemysłowych i nowoczesnych środków transportu napędzanych różnego rodzaju silnikami nie dało się ignorować.

Pierwsi na zmianę w audiosferze zareagowali muzycy redefiniujący w XX w. podejście do materiału muzycznego i w konsekwencji samo pojęcie muzyki.

Tymczasem pejzaż dźwiękowy był coraz głośniejszy, stając się problemem wykraczającym poza muzykę i kwestie natury estetyczno-artystycznej, a stając się przedmiotem zainteresowania szeroko rozumianych dyscyplin poznawczych. Częścią tych zmian był oczywiście rozwój technologii związanej z dźwiękiem. Skonstruowanie mikrofonów i systemów do emisji dźwięków, rozpowszechnienie się radia i telewizji oraz coraz bardziej wyrafinowana technologia rejestracji dźwięków wpłynęły na pogłębienie świadomości słuchania i wiedzy na temat percepcji fal akustycznych. Paradoksalnie to technologia związana z rejestrowaniem dźwięków, której zaczęliśmy używać do tzw. nagrań terenowych, czyli rejestracji bogatych i niezwykle zróżnicowanych pejzaży dźwiękowych, uświadomiła nam, że żyjemy w coraz głośniejszym świecie i że sami za otaczający nas, coraz bardziej intensywny hałas jesteśmy odpowiedzialni. „Gołym uchem” można było zaobserwować szybkie i dramatyczne zmiany w otaczającym nas środowisku: wzrost antropogenicznego hałasu i zmniejszanie się aktywności dźwiękowej świata pozaludzkiego, co, niestety, było i jest świadectwem jego zanikania.

Wraz ze zwiększającym się poziomem zanieczyszczenia dźwiękiem (noise pollution) pojawiły się symptomy chorobowe łączące się z tym zjawiskiem.

Okazało się, że długotrwała ekspozycja na hałas szkodzi naszej pamięci, zdolności do koncentracji, możliwości odpoczynku, skuteczności percepcji w ogóle.

Mózg ludzki jako narząd o dużej plastyczności i zdolnościach adaptacyjnych, rzecz jasna, zaczął się dostosowywać. Niestety, ze szkodą dla pewnych aspektów naszego poznania, gdyż narzędziem do walki z przebodźcowaniem dźwiękowym są mechanizmy ignorowania sygnałów zmysłowych. Innymi słowy: im głośniej, tym mózg stara się mniej słyszeć. Stworzyłem specjalne określenie, mówiące o tym, co się dzieje, gdy przychodzi nam funkcjonować w długotrwałym hałasie, a jest to sytuacja, której większość z nas podlega: „głupniemy”! Jest to zbitka słów „głuchniemy” i „głupiejemy” – gdy nasz mózg broni się przed atakiem niezwykłej ilości głośnych bodźców akustycznych, wpadamy w stan „obojętności” poznawczej, ignorując znaczną część danych zmysłu słuchu. W konsekwencji świat staje się bardziej „płaski”, a nasze doświadczenie uboższe, zaczynamy egzystować w stanie będącym czymś w rodzaju choroby otępiennej.

Słyszenie i słuchanie

Dla klarowności dalszego wywodu należałoby wprowadzić rozróżnienie na słyszenie (czynność bierną) i słuchanie (czynność aktywną). Obecnie, gdy mamy już za sobą dziesięciolecia zainteresowania i badań procesów słuchowych, wiemy, że słyszenie nie jest słuchaniem, aczkolwiek obie te aktywności są ze sobą nierozerwalnie związane.

A zatem: czym jest słyszenie?

Jak pisze akustyk Edward Ozimek w książce Dźwięk i jego percepcja: „Przez pojęcie słyszenia rozumie się proces fizjologiczny przetwarzania informacji dźwiękowej. Proces ten jest z natury bierny (zwany też recepcją dźwięku) i zależy od stanu obwodowej części układu słuchowego (tzn. komórek słuchowych ucha wewnętrznego i nerwu słuchowego)”. Należy tu jeszcze dodać, że obecnie w sound studies, a szczególnie w tej ich dziedzinie, która koncentruje się na słuchaniu (można już ją nazwać listening studies) i obejmuje różnego rodzaju zachowania związane z percepcją dźwięku u przedstawicieli fauny i flory (!), słyszenie rozumiane jest dużo szerzej, gdyż jako recepcja wszelkich typów poruszeń materii elastycznej (np. powietrza bądź wody), za pomocą całego aparatu fizycznego. Chodzi o recepcję wibracji, drgań, będących de facto źródłami rozumianego tradycyjnie dźwięku. Również ludzkie słyszenie jest szersze i bogatsze niż tylko to, które odbywa się za pomocą narządu słuchu. Ludzie słyszą, percypują drgania całym ciałem i nazywamy taki sposób słyszenia słyszeniem haptycznym. Niektórzy badacze stwierdzają, iż samo słuchanie jest tylko specyficzną odmianą dotyku, percypujemy po prostu zmiany atmosferyczne, drgania materii elastycznej, w której funkcjonujemy.

A czym jest w takim razie słuchanie?

Ozimek definiuje je następująco: „Słuchanie (uwaga słuchowa) to aktywny proces psychiczny polegający na świadomym odbieraniu bodźców dźwiękowych, oparty na analizie, selekcji i rozumieniu informacji. Słuchanie jest procesem, który zależy głównie od funkcjonowania ośrodkowych struktur układu słuchowego oraz przepływu informacji pomiędzy nimi”. Na gruncie współczesnych badań mówimy o słuchaniu, że jest strukturą poznawczą, rodzajem narzędzia które służy do organizacji percypowanego materiału dźwiękowego, i budowaniu z niego tzw. obrazu świata. Słuchanie, w zależności od tego, z jakim jego modelem mamy do czynienia, w pewien sposób segreguje odbierane przez nas dźwięki, jedne z nich „podkreślając”, drugie uznając za mniej ważne i poświęcając im mniejszą uwagę, zaś jeszcze inne wysyłając na dalekie tło lub zupełnie ignorując (co czasami, jak wiemy, bywa niezwykle użyteczne). W ten sposób nasz umysł, zarządzając danymi zmysłowymi, konstruuje świat „psychiczny”, w którym każdy z nas żyje.

Ozimek podsumowuje swój wywód: „Generalnie można powiedzieć, że słyszenie jest funkcją, która zależy od stanu narządu słuchu, natomiast słuchanie jest umiejętnością, która rozwija się przez całe życie ludzkie…”. A skoro jest umiejętnością, to oznacza, że możemy, jak w przypadku wszystkich innych umiejętności, doskonalić ją. Możemy uczyć się słuchać! Gdy spokojnie o tym pomyśleć, nie jest to nic wyjątkowego i w naszej kulturze od wieków praktykujemy poprawę umiejętności słuchania, jest to jeden z elementów kształcenia muzyków. Ale tzw. słuchanie muzyczne nie jest jedynym modelem słuchania, którym można się zajmować w ramach pracy nad swoim sposobem percypowania dźwięków. Możemy wykształcić bardzo różne jego modele, które niekoniecznie będą związane ze słuchaniem i wykonywaniem muzyki.

Od muzyki do postawy poznawczej

Za pioniera pochylającego się nad problematyką różnych sposobów słuchania uważamy w Europie XIX-wiecznego muzykologa i krytyka muzycznego Eduarda Hanslicka. Hanslick jest znany ze swojej książki O pięknie w muzyce, gdzie pojawiła się w zasadzie pierwsza, na gruncie systematycznego myślenia o muzyce, dźwiękach i ich percepcji, koncepcja dotycząca różnic w odbiorze muzyki osadzona na sposobach słuchania.

Hanslick opisuje różnice w odbiorze muzyki, zestawiając osoby do tego przygotowane, a tym samym potrafiące docenić piękno tejże, z osobami, które na muzyce w żaden sposób się nie znają i nie potrafią jej słuchać „właściwie”.

Owym właściwym słuchaniem dla Hanslicka jest taki jego rodzaj, jaki umożliwia odbiorcy obcowanie z formą, strukturą utworu.

Zatem wykształcony słuchacz, dysponujący odpowiednim modelem słuchania, jest w stanie, omijając mielizny emocjonalnych poruszeń, słuchać, koncentrując się na kwestiach formalnych, postrzegając utwór w sposób adekwatny dla jego kształtu, zamysłu i piękna w nim zawartego. „Całą jego uwagę zajmuje właściwy artystyczny kształt kompozycji – to, co ją spośród całego tuzina innych utworów wyróżnia, jako samoistne dzieło sztuki; do różnicy zaś zachodzącej w wyrazie uczucia przywiązuje on wagę niewielką” (tłum. Stanisław Niewiadomski) – pisze. Ten rodzaj słuchania Hanslick nazywa estetycznym bądź aktywnym.

Drugi rodzaj słuchania, typowy dla osób nieposiadających odpowiedniego wykształcenia i wiedzy pozwalającej na estetyczne obcowanie z dziełem muzycznym, jest nazywany przez Hanslicka pasywnym bądź też patologicznym. Jest to słuchanie, w ramach którego podlega się emocjom bądź też po prostu zatapia się w dźwiękach, rozumianych jako fenomeny, jako drgania i wibracje. „Utwory sztuki, w ten sposób pojmowane, należałoby zaliczyć do rzędu produktów natury, które wprowadzają nas w zachwyt, a nie zmuszają do myślenia ani podążania za myślą ducha tworzącego” – stwierdza Hanslick. Jego zdaniem w ten sposób nie słucha się muzyki, czyli de facto formy i wynikającego z niej znaczenia, lecz samych dźwięków. Tak komentuje to inny słynny muzykolog Carl Dahlhaus: „Dźwięki – rozumiane jako bodźce w sensie fizjologiczno-psychologicznym – wyzwalają odruchy, pobudzają uczucia, których słuchacz nie obiektywizuje, lecz odczuwa bezpośrednio jako własne, jako wniknięcie w jego nastrój. Czuje się on »wystawiony na« muzykę, zamiast postrzegać ją z estetycznego dystansu” (tłum. Zbigniew Skowron).

Poświęcam kwestii Hanslicka sporo miejsca, gdyż jest to pierwszy zapisany przypadek w europejskiej myśli muzycznej. Ponadto podział Hanslicka pozwala zauważyć, jak zmieniało się rozumienie słuchania w Europie w XX i XXI w. Jest jasne, że punktem odniesienia było dla Hanslicka słuchanie muzyki. W jego czasach nie poświęcano uwagi doświadczaniu samego dźwięku, a przynajmniej takiej uwagi jak obecnie, zajmowano się jedynie muzyką. Dźwięki były rozróżniane na muzyczne (były to dźwięki o drganiach regularnych – wielotony harmoniczne) oraz dźwięki pozamuzyczne (te o drganiach nieregularnych – szmery, hałasy, trzaski itp.).

Słuchanie, które Hanslick nazywał estetycznym bądź aktywnym, zostało dokładnie zbadane i funkcjonuje obecnie pod wieloma różnymi nazwami, np. jako słuchanie muzyczne lub strukturalne, ale co istotne w kontekście współczesnych badań, zauważono jego poważne ograniczenia i limitacyjny charakter – słuchanie to wyróżnia dźwięki będące materią struktur muzycznych, ignorując dźwięki pozostałe.

Tymczasem wejście w „epokę hałasu” zwróciło uwagę na rozmaitość krajobrazu dźwiękowego i stało się motorem do doskonalenia umiejętności słuchania, zgodnie z przekonaniem, że poznawanie, w tym i słuchanie, powinno być jak najszersze i otwarte.

Było to konieczne już w samej współczesnej muzyce, przy wszystkich dokonaniach muzyki elektronicznej czy eksperymentalnej, gdyż materiał dźwiękowy często nie tylko był trudno odróżnialny od dźwięków uznawanych do niedawna za niepożądane, ale sam stał się materią muzyki.

Oprócz samego zakresu słuchania tematem istotnym stała się świadomość tejże aktywności. Postacią ikoniczną dla tego typu zmian w podejściu do słuchania była amerykańska kompozytorka Pauline Oliveros, którą uznaje się za twórczynię praktyki zwanej Deep Listening – głębokie słuchanie. Sam termin Deep Listening stosowany jest co najmniej na dwa sposoby: po pierwsze, używa się go, odnosząc się do zespołu aktywności, ćwiczeń wymyślonych i rozpowszechnionych przez samą Oliveros i mających na celu poprawę jakości i świadomości słuchania – obecnie ta tradycja jest kontynuowana przez kilka ośrodków zajmujących się spuścizną amerykańskiej kompozytorki. Po drugie, używa się tegoż terminu również przy innych nowoczesnych praktykach i badaniach związanych ze zmianą sposobu słuchania w kontekście stricte poznawczym, niekoniecznie wiążącym się z działalnością artystyczną. Mówi się wówczas także o słuchaniu pogłębionym, świadomym, uważnym itd. Tak rozumiane głębokie słuchanie jest nieodłącznym elementem wszelkiego typu aktywności dźwiękowych, które funkcjonują już od dłuższego czasu na styku muzyki, sztuki dźwiękowej, rejestracji pejzażu dźwiękowego (w różnych celach), ekologii akustycznej, praktyk pracy z umysłem i medytacji dźwiękiem czy też wielu działań z zakresu szeroko pojętego transhumanizmu, towarzysząc badaniu i poszerzaniu możliwości poznawczych człowieka oraz innych żywych istot. Wychodzą w ten sposób z wąskiej, do niedawna powszechnie obowiązującej, przynajmniej w kulturze Zachodu, perspektywy poznawczej skoncentrowanej na doświadczaniu świata poprzez wzrok. Różnego rodzaju działania związane z field recordingiem, by wspomnieć tu tylko „koncepcję niszy” Berniego Krause’a czy też prace nad pejzażem dźwiękowym Murraya Schafera i jego następców z Fraser University, pozwoliły zrozumieć, jak wiele pomijamy w poznawaniu świata, gdy ignorujemy tę „warstwę” rzeczywistości, która głównie manifestuje się za pomocą fenomenów akustycznych i wibracji.

Badania w różnicach modeli słuchania ujawniły nowe tropy dotyczące różnic międzykulturowych, gdy okazało się, że pewne przyzwyczajenia słuchowe, uznawane na Zachodzie za „naturalne”, były determinowane kulturowo wypracowanymi sposobami słuchania.

Akustemologia Stevena Felda zwróciła uwagę na odmienny sposób percypowania i ewaluowania zjawisk dźwiękowych funkcjonujący w różnych kulturach oraz, co chyba najważniejsze, na to, w jaki sposób te różne sposoby słuchania determinują obraz świata oraz strategie działania w nim. Słuchanie przestało być czynnością jedynie estetyczną, powiązaną z recepcją zjawisk artystycznych określanych jako muzyka, a stało się postawą poznawczą z nowymi, niezwykle intrygującymi perspektywami konstruowania doświadczania czy wręcz odkrywania świata na nowo przez człowieka.

Jesteś tak, jak słuchasz

Zachodnią kulturę określamy jako okulocentryczną, co oznacza, mówiąc w skrócie, że przyjęliśmy za wzorzec poznawczy sposób działania zmysłu wzroku, równocześnie uznając jego prymat nad pozostałymi. Jak twierdzą badacze, dzięki tejże hierarchii zmysłów i takiemu modelowi myślenia dysponujemy obrazem (sic!) świata, koncentrując się w naszych aktywnościach poznawczych na tym, co niezmienne, stabilne i pewne, z wszystkimi konsekwencjami tego stanu rzeczy. A są one bardzo różnorodne. W swej książce Oczy skóry. Architektura i zmysły fiński architekt Juhani Pallasmaa twierdzi np., że faworyzowanie wzroku w ramach procesów poznawczych prowadzi do powierzchowności, izolacji i wyłączenia. Podobne tezy znajdziemy u słynnego teoretyka komunikacji Marshalla McLuhana, który w Galaktyce Gutenberga przekonywał, iż to wynalazek druku wzmocnił „oko” kosztem „ucha”; słuch stracił wówczas pierwszoplanową rolę w wymianie informacji, a w konsekwencji stworzyliśmy „zimną” cywilizację, preferującą chłodny racjonalizm nad sensualną różnorodność. Źródła okulocentryzmu tkwią, jak sądzę, o wiele głębiej, bo dostrzegamy je już w filozofii starożytnej, niemniej faktem są wspomniane powyżej konsekwencje w doświadczaniu świata i sposobie bycia w nim. I wydają się wystarczającym powodem, aby szukać alternatyw poznawczych.

W swojej książce zatytułowanej Wielki Dźwięk nie brzmi wysunąłem hipotezę o możliwych audiocentrycznych podstawach chińskiego systemu myślenia. Jest, rzecz jasna, wiele czynników kształtujących odmienność systemów myślowych naszych kultur, niemniej chciałbym zwrócić uwagę na jedną z podstawowych, w mojej opinii znaczącą, która determinuje różnicę między Chinami a Zachodem. Fraza „Wielki Dźwięk nie brzmi” pojawia się w jednym z najstarszych tekstów chińskich Daodejing, który równocześnie jest najważniejszym dla kluczowej szkoły filozoficznej tej kultury. Mam na myśli filozofię daoistyczną – daojia. Filozofia ta, będąca ok. 2500 lat temu odrębną od konfucjanizmu, w pewnym okresie wpłynęła mocno na oficjalną szkołę filozofii, złączyła się z nią, trwale oddziałując na kulturę, zarówno w jej kształcie oficjalnym, formowanym przez intelektualistów – wenren, jak i w wymiarze powszechniejszym, wpływając na model doświadczania rzeczywistości i sposobu myślenia ludzi niewykształconych. Co w kontekście naszych rozważań istotne, „Wielki Dźwięk” nie był tematem peryferyjnym, lecz stał się w zasadzie osią modelu poznawczego kultury chińskiej. Daoistyczną „koncepcję muzyki” (która notabene z muzyką, tak jak my ją rozumiemy, niewiele ma wspólnego) opracował intelektualnie i niejako „wyodrębnił” z głębin klasycznych daoistycznych tekstów japoński badacz Mitsuji Fukunaga. Jednak nawet przed wykuciem się tej koncepcji istniał trend dotyczący roli zmysłowości i hierarchii zmysłów w poznaniu, z jaką mamy do czynienia w kulturze Państwa Środka. Wcześniejsze teksty, z Księgą Przemian na czele, zaznaczają wagę i istotność percepcji dźwięku, wiążąc wibrację i model jej doświadczania z samą naturą rzeczywistości i możliwością bycia z tą rzeczywistością w harmonii.

Mędrzec chiński od starożytności stanowił wzór dobrego życia, był antropologicznym ideałem kultury chińskiej (nie wojownik, kapłan ani święty).

Inaczej niż na Zachodzie, gdzie atrybutami człowieka mądrego i uczonego są „szkiełko i oko” (w zgodzie z wzorcem kultury okulocentrycznej), tym, co wyróżnia chińskiego mędrca, są jego długie uszy.

Widać to w większości ikonograficznych przedstawień, zarówno jeśli chodzi o daoistów, konfucjanistów, jak i buddyjskich arhatów oraz bodhisattwów. Długie, ciężko zwisające płatki uszu Laoziego czy Konfucjusza oznaczają, że mędrcy ci odznaczali się ostrym, można powiedzieć, że przenikliwym, słuchem. I nie odnosi się to tylko do fizycznych właściwości słuchu, czyli de facto do słyszenia, ale też do zdolności poznawczych, do możliwości poznawania otaczającej nas rzeczywistości, która, przypomnę, znajduje się w nieustannym ruchu przemian, transformuje, nieprzerwanie stawiając nas w sytuacji obcowania z jej coraz nowszym, w dużej mierze nieprzewidywalnym i nieoczekiwanym, otoczeniem. Co ciekawe, znak „mędrzec” wypowiadamy w ten sam sposób co znak „dźwięk” (zachodzi tylko różnica w tonach) – jest to o tyle istotne, że dla Chińczyków pokrewieństwo w brzmieniu pomiędzy znakami świadczyło o ich pokrewieństwie znaczeniowym. Zatem mędrzec był nieodłącznie związany z dźwiękami, z wibracją, z ruchem, a co za tym idzie, ze zmianą.

Innymi słowy podczas gdy w kulturze zachodniej atrybutem poznania jest oko, a modelem poznawczym postawa zewnętrznego obserwatora, na Dalekim Wschodzie (koncepcja daoistyczna przeniknęła do wszystkich krajów kręgu konfucjańskiego) mędrzec słucha świata, atrybutem jego jest ucho, w poznaniu kroczy on drogą qin, czyli praktykuje grę na instrumencie guqin.

Co istotne, sednem tej praktyki nie jest wydawanie dźwięków, lecz słuchanie. Jak mówi anonimowy wiersz: „Wiatr w gałęziach sosny i szmer strumienia to dźwięki natury. Qin zostało przyniesione, lecz nie ma powodu, by grać na nim”. Każdy chiński intelektualista posiadał qin, lecz niewielu umiało grać na tym instrumencie. Co więcej, najsłynniejsi z nich, jak poeta i filozof Tao Yuanming, nigdy nie założyli strun na instrument, właśnie dlatego że praktyka poznawcza polegała na słuchaniu wszystkich dźwięków płynących z otoczenia, nie zaś na graniu muzyki. Ideałem mędrca, a zarazem po prostu ideałem aktywności ludzkiej, w kulturze chińskiej było osiągnięcie harmonii z otaczającym ludzi światem, doświadczenie jedności z rzeczywistością. Poznanie tego rodzaju nie miało na celu dotarcia do Prawdy (jak w filozoficznym ideale kultury europejskiej), lecz osiągnięcie Mądrości. Drogą do tej Mądrości było słuchanie, nielimitujące, niewartościujące, nieróżnicujące, po prostu „zanurzenie się w dźwiękach”, wchodzenie w rezonans ze światem, który z natury rzeczy, pozostając w nieustannym ruchu przemian, wciąż wibruje i tym samym wydaje dźwięki. Można zaryzykować twierdzenie, iż jeśli chodzi o modele słuchania, chińscy mędrcy raczej zajmowali się słuchaniem, które Hanslick określiłby jako pasywne i patologiczne, nie chcąc w żaden sposób odseparować się i pominąć czegokolwiek w doświadczaniu świata. Ten model poznawczy od filozofów daoistycznych przyjęli zarówno wyznawcy buddyzmu chińskiego chan (po japońsku zen), jak i konfucjańscy filozofowie-urzędnicy. Podążanie „drogą qin”, którą de facto możemy również nazwać „drogą słuchania”, jest nieco innym od europejskiego sposobem na doświadczanie rzeczywistości i funkcjonowanie w niej. Mędrzec to ktoś, kto potrafi „usłyszeć Wielki Dźwięk” – to wyrażenie językowe odnosi się do praktyk związanych ze słuchaniem i głębokim doświadczaniem całości rzeczywistości, bez „rozkładania” jej na części i wartościowania ich względem siebie.

Można zauważyć pewną zbieżność postaw poznawczych i rozumienia znaczenia słuchania pomiędzy współczesnymi działaniami rozwiniętymi w II poł. XX w., głównie na gruncie zachodnim, a wykształconymi na daoistycznym podłożu koncepcjami dotyczącymi osiągania harmonii ze światem za pomocą słuchania. Zasadnicza różnica tkwi w czasie: podczas gdy na Dalekim Wschodzie przekonanie o istotności „słuchania świata” funkcjonuje od ponad 2000 lat, na Zachodzie jest to kwestia ostatniego stulecia. Bez trudu można zauważyć podobne intuicje zarówno w „drodze słuchania”, jak i we współczesnych praktykach związanych z uważnym, świadomym i pogłębionym słuchaniem daleko wykraczającym poza aktywności muzyczne, wręcz nawet do muzyki się nieodnoszące, gdyż za „przedmiot” słuchania biorące po prostu świat nas otaczający, niemające na celu odnalezienia przyjemności estetycznej czy też doznania piękna, lecz służące zmianie, pogłębieniu i poszerzeniu możliwości doświadczania rzeczywistości. W przypadku kultury zachodniej działania warsztatowe wykorzystujące praktykę zmiany modelu słuchania wpisują się w zmianę paradygmatu poznawczo-kulturowego, w którym niektórzy upatrują remedium na dręczące współczesny świat nagromadzenie różnego rodzaju kryzysów.

Wydaje się, że największym problemem współczesnego człowieka jest jego przekonanie o roli i miejscu w świecie – szczególnie w kulturze okulocentrycznej, obarczonej błędem separacji i izolacji od „reszty” świata.

Myśliciele i myślicielki tacy jak Joanna Macy czy Fritjof Capra twierdzą, że dopiero zmiana sposobu myślenia o sobie i o świecie spowoduje zmianę w sposobie funkcjonowania kultury, a co za tym idzie, w relacjach ludzi ze światem. Wydaje się, że zmiana sposobu, modelu słuchania, która może skutkować zmianą postawy poznawczej i równocześnie sposobu doświadczania świata, pomoże zbliżyć się do celu, do którego dążyli daoistyczni filozofowie: do osiągania harmonii z rzeczywistością. Zapraszam więc do wejścia na „drogę słuchania”, a wtedy gdy zmienimy sposób, w jaki słuchamy, będziemy mogli posłuchać, jak się zmieniamy.

Jak zmienić słuchanie?

Kilka lat temu rozpocząłem prowadzenie „lekcji słuchania”, czyli różnego rodzaju ćwiczeń z wykorzystaniem sztuki i narzędzi warsztatowych do zmiany modelu słuchania. Jedną z pierwszych takich lekcji było wydarzenie w ramach Soundwalk Day 2019. Poprowadziłem wówczas wykład, spacer dźwiękowy i krótki warsztat pn. Ting Dao/Droga Słuchania. Ale istotnym momentem w tej działalności był rok 2022, kiedy to zainicjowałem cykl Koncertów Głębokiego Słuchania w ramach Bulwartu Sztuki organizowanego w Krakowie przez Teatr Łaźnia Nowa i Dom Utopii. Spotykaliśmy się przez całe wakacje, słuchając o różnych porach dnia i nocy, w różnych miejscach, używając wsparcia technicznego w postaci słuchawek i mikrofonów (słuchanie tego typu nazywamy „słuchaniem bliskim”). Uświadamiałem uczestnikom warsztatów, jak wiele z otaczających dźwięków jest przez nich ignorowanych. Równocześnie stymulowałem zmianę sposobu słuchania, gdyż, jak się okazało, dużą część dźwięków, które odkryliśmy w słuchawkach, można było usłyszeć „gołym uchem”, trzeba tylko było słuchać uważniej, głębiej i bardziej świadomie.

Na koniec podzielę się z wami trzema prostymi ćwiczeniami, które rozszerzą wasze słuchanie.

Ważna uwaga: aby dostrzec jakąkolwiek zmianę w sposobie słuchania, na tyle istotną, aby można ją było zauważyć w codziennym doświadczaniu dźwięków oraz świata, trzeba podanym ćwiczeniom poświęcić trochę czasu, tzn. nie można oczekiwać efektów po jedno- lub dwurazowym ich powtórzeniu. Raczej powinniśmy mieć do czynienia z praktyką, czyli de facto z permanentnym codziennym powtarzaniem. I jest to działalność w zasadzie bez końca: im dłużej będziemy ćwiczyć, tym bardziej nasze słuchanie będzie się zmieniać i, co za tym idzie, będzie się zmieniać nasze doświadczanie świata. I nie mam tu na myśli tylko zmian w percepcji dźwięków – znajoma osoba, artystka zajmująca się scenografią teatralną, opowiedziała mi, że zmienił się nie tylko jej sposób słuchania, ale i postrzegania świata, czyli doświadczanie rzeczywistości wzrokiem. Nie jest to nic dziwnego, zmysły wzajemnie na siebie oddziałują – gdy zmieniamy jego jeden element, zmieniają się wszystkie. Czyli gdy zmieniamy model słuchania, dosłownie zmieniamy samych siebie!

A zatem ćwiczenia:

  1. Słuchaj za sobą – stań lub usiądź wygodnie, możesz zamknąć oczy. Postaraj się skupić swoje słuchanie na dźwiękach dobiegających zza twoich pleców. Nie wysilaj się bardzo i nie dąż do „niesłyszenia” dźwięków dobiegających z innych kierunków – to bezcelowe, zawsze będziesz je słyszeć. Ale koncentrując się na dźwiękach z tyłu, de facto będziesz się koncentrował(-a) na słuchaniu jako takim. W związku z tym, że jest to kierunek zazwyczaj pomijany, gdyż niespójny z widzeniem, takie świadome słuchanie mocno uwrażliwia doświadczenie audialne. Powtarzaj często (najlepiej codziennie), zapisuj dźwięki których doświadczyłaś(-łeś).
  2. Słuchaj dźwięków, których nie słyszysz – rozejrzyj się wkoło i znajdź zjawisko, które widzisz, ale którego nie słyszysz, choć bez wątpienia jest ono dźwięczne (np. drgający na wietrze liść na szczycie bardzo wysokiego drzewa). Dystans nie pozwala ci usłyszeć drobnego dźwięku, ale najprawdopodobniej możesz go sobie wyobrazić lub też po prostu przypomnieć. Obserwuj ruch, drgania i wyobrażaj sobie, jak to brzmi.
  3. Słuchaj wytrwale najcichszego dźwięku – zamknij oczy, wsłuchaj się spokojnie i głęboko w otaczające cię dźwięki, w audiosferę. Znajdź dźwięk najdelikatniejszy, najcichszy i podążaj za nim. Nie zgub go, będzie ci umykał, chował się za inne, pozostałe będą go nakrywać, ale szukaj go nieustannie, gdy już go wybierzesz i nie pozwól mu uciec. Gdy go stracisz, wytęż słuch aby go znaleźć ponownie.

Miłego słuchania!

Artykuł pojawił się w numerze: Jak żyć w ciałopozytywnym świecie