Coraz mniejsze wrażenie robi na mnie długowieczność. Ci wszyscy starcy, pokazywani w telewizji nad czerwonym paskiem ze słowem „rekord”. W każdym razie blisko niego, bo chyba nikt nie żył dłużej niż Jeanne Calment, która urodziła się w 1875 r. i przeżyła 122 lata i 164 dni. Mój dziadek ma 91 lat. Przyglądam mu się z lojalnością i ciekawością, ale dawno przestałem podziwiać go za sam wiek. Może dlatego, że boję się starości w sytuacji, gdy solą mojego życia jest ruch. Coraz silniej zdumiewa mnie jednak skala nieistnienia człowieka po zgonie. Sto lat żyć – być może za parę dekad będzie normą. Sto lat nie żyć – to jest wynik. Otchłań, która z każdą minutą narasta między mną, wpatrzonym w grób, a kimś żywym przed wiekiem czy milionami lat. A przecież znajdujemy tak stare szczątki hominidów, tworzących pierwsze społeczności, którzy zapewne na swój sposób kochali. Wszystko to przez trwałą strukturę kości. Gdyby nie ta zbita substancja złożona głównie z…
Autor m.in. Podkrzywdzia i Bez. Ostatnio wydał Dom ojców, opowieść o uprawie ziemi i prehistorii. Mieszka w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej