Historia, której uczyliśmy się w szkole, to była głównie opowieść o „wielkich” mężczyznach: królach, dowódcach, papieżach itd. „Zwykli” ludzie, o ile w ogóle się w tej narracji pojawiali, to tylko jako ciemna, zależna od innych, anonimowa masa. Historycy, którzy chcieli dowiedzieć się więcej o życiu niższych warstw społecznych, sięgali głównie po źródła statystyczne, w których jednak doświadczenia jednostkowe giną. Nawet w popularnym ostatnio w Polsce nurcie „historii ludowej” chłopi są często postrzegani jako masa, uciemiężony „lud”. O tym, jak jednostki odbierały świat w odległej przeszłości, uczyliśmy się na języku polskim, ale znów byli to wyłącznie wybitni mężczyźni: wielcy myśliciele, mistrzowie słowa, wieszcze. Ich punkt widzenia uznawano za reprezentatywny dla czasów, w których żyli. Nikt nie stawiał wtedy pytania, czy „chłop renesansu” albo jeszcze lepiej „chłopka renesansu” myśleli podobnie do Jana Kochanowskiego. Niektórzy zakładają,…
Dr historii, autorka książki Przemoc i honor w życiu społecznym wsi na Mierzei Wiślanej w XVI–XVII wieku (2021), obecnie związana z Uniwersytetem w Uppsali