Osobliwa to była szkoła. Ci, którzy w latach 50. i 60. uczęszczali na zajęcia prowadzone przez Leszka Kołakowskiego, Bronisława Baczkę, Jerzego Szackiego czy Andrzeja Walickiego, mieli wyraźne poczucie, że wspomniani mistrzowie są myślicielami jednego nurtu, że łączy ich pewna wspólna wrażliwość, a może coś więcej: że wyznają i promują w swoich książkach podobne idee. Sami profesorowie tzw. warszawskiej szkoły historyków idei nigdy natomiast takiego poglądu nie podzielali. Choć znali się i łączyły ich pewne towarzyskie zażyłości, nie mieli przekonania, że tworzą coś wspólnego – ruch o jednym, dającym się wyraźnie wyodrębnić rdzeniu. Która z tych perspektyw bliższa jest prawdy? I jakie – jeżeli w ogóle jakiekolwiek – tematy poruszane przez „przedstawicieli” wspomnianej szkoły moglibyśmy uznać za ważne i aktualne również z dzisiejszej perspektywy?
Ani rewizjonizm, ani sceptycyzm
Pierwsze, co rzuca się w oczy, kiedy myślę o głównych przedstawicielach warszawskiej szkoły historyków idei, to odrębność każdego z nich. Leszek Kołakowski był przede wszystkim filozofem, wnikliwym badaczem doktryn religijnych i politycznych, niezwykle wrażliwym na metafizyczną stronę ludzkich dylematów. Bronisław Baczko uprawiał historię idei. Zajmował się…