Szymon Łucyk: Kiedy po raz pierwszy pomyślał Pan, że zostanie filozofem?
Jean-Luc Marion: W dzieciństwie miałem inne pragnienie: zostać biegaczem średniodystansowcem. Trenowałem dużo jako nastolatek. Ale szybko zwyciężyło zupełnie inne powołanie. Dość wcześnie stało się dla mnie oczywiste – chyba w wieku 14 lat – że interesują mnie idee, że potrafię się z nimi obchodzić i lubię przekonywać innych do swoich racji. Potem wszystko potoczyło się już naturalnie.
A nie marzyła się Panu kariera rysownika komiksów? Bo jedną ze swoich książek poświęcił Pan Hergé, autorowi przygód Tintina.
To prawda, wciąż zdarza mi się dla odpoczynku rysować, a nawet tworzyć karykatury. Ale w moim dorosłym życiu górę wzięły literatura, potem teologia i przede wszystkim filozofia.
Nie jest łatwo powiedzieć, jakie są dziś granice i rola filozofii. Francuzi często nazywają „filozofem” intelektualnego celebrytę, który komentuje w mediach bieżące wydarzenia polityczne – jak Bernard-Henri Lévy czy Michel Onfray. Pan uprawia skomplikowaną…