Problem pojawia się na początku. Z pierwszym i najważniejszym pytaniem: czym jest pornografia? W tym kontekście najczęściej przywołuje się słowa: „I know it when I see it” (Rozpoznaję pornografię, kiedy na nią patrzę), wypowiedziane przez Pottera Stewarta, sędziego Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, w trakcie rozprawy z 1964 r. dotyczącej obsceniczności filmu Les Amants (Kochankowie) w reżyserii Louisa Malle’a. Słowa sędziego Stewarta na dobre zagościły w języku angielskim – i tak naprawdę wciąż doskonale odzwierciedlają stan refleksji nad pornografią, jej znaczeniem, oddziaływaniem, specyfiką. Refleksji, która rozpoczęła się właściwie całkiem niedawno.
Wielki Wybuch i brud
Lyndon Johnson, prezydent Stanów Zjednoczonych, powołał w 1969 r. Komisję ds. Obsceniczności i Pornografii. Zespół ekspertów wchodzących w jej skład miał za zadanie zbadać wpływ, jaki wywierają obsceniczność i pornografia na społeczeństwo (w tym przede wszystkim na osoby nieletnie), oraz związek tych zjawisk z przestępczością i innymi zachowaniami antyspołecznymi. Rok później, w październiku 1970 r. – a więc kiedy branża pornograficzna kiełkowała, w czasie znakomicie przedstawionym w serialu Kroniki Times Square z Maggie Gyllenhaal i Jamesem Franco w rolach głównych – komisja opublikowała raport główny liczący dokładnie 646 stron, uzupełniony raportem technicznym podzielonym na 9 tomów i pozbawionym ilustracji. Zdaniem autorów książki What Do We Know About the Effects of Pornography After Fifty Years of Academic Research? (Co wiemy o wpływie, jaki wywiera pornografia, po 50 latach badań naukowych?) publikacja tego dokumentu przypominała Wielki Wybuch, kiedy to „cała materia i energia, która istnieje obecnie we wszechświecie, wyłoniła się z jednego osobliwego ciała, dając początek postawom, ujęciom, metodom, pytaniom i sposobom kształtowania opinii publicznej do dzisiaj otaczającym akademickie badania nad pornografią”.
Wbrew oczekiwaniom raport przygotowany przez Komisję ds. Obsceniczności i Pornografii nie wykazał, żeby pornografia miała bezpośredni czy krótkoterminowy wpływ na zachowania jednostki, jak również na normy istniejące w społeczeństwie. Podobnie miała się sytuacja z przestępczością nieletnich – nie znaleziono danych, które miałyby jakiekolwiek znaczenie.
Ogólne wnioski, jakie sformułowała Komisja, związane były przede wszystkim z potrzebą wprowadzenia na szeroką skalę edukacji seksualnej, zniesieniem zakazu sprzedaży materiałów seksualnych osobom dorosłym, przy utrzymaniu zakazu sprzedaży tych materiałów osobom nieletnim, wreszcie podjęciem pogłębionych badań dotyczących roli, jaką odgrywa pornografia w społeczeństwie. Wnioski te były tak znaczące – i na tamten czas rewolucyjne – że spotkały się z ogromną krytyką, zwłaszcza ze strony białych mężczyzn u władzy, którzy wskazywali: w raporcie brakuje odniesień do judeochrześcijańskich wartości, które stanowią podstawę amerykańskiej kultury i dziedzictwa, zaś edukacja seksualna powinna być przeprowadzona „w zgodzie z moralnością, Bogiem i religią”.
W dyskusji, która wówczas wybuchła, nie liczyły się dane – a tak naprawdę brak danych dotyczących wpływu pornografii na społeczeństwo – lecz nienaruszalne pozycje moralne osób zajmujących wysokie pozycje w społeczeństwie (dyrektorów szkół i agencji rządowych, komisarzy policji, prawników). Siłę tych pozycji utwierdził Richard Nixon, który przejął prezydenturę po Johnsonie i tak wypowiedział się na temat obszernego dokumentu przygotowanego przez Komisję ds. Obsceniczności i Pornografii: „Oceniłem to sprawozdanie i kategorycznie odrzucam zawarte w nim moralnie wątpliwe wnioski oraz główne zalecenia. Tak długo, jak długo pozostanę w Białym Domu, nie nastąpi złagodzenie narodowych wysiłków mających na celu kontrolę i wykluczenie sprośności z naszego życia narodowego”.
Wspomniana książka What Do We Know About the Effects of Pornography… stanowi podane w przystępny i zajmujący sposób podsumowanie wyników badań, które grupa naukowców z różnych dziedzin podjęła, opierając się na tysiącach tekstów naukowych poświęconych pornografii, tekstów, które powstały od czasu publikacji raportu. Wnioski z lektury tej książki są przygnębiające. Dlaczego? Ukazują dobitnie, że te same mechanizmy polityczne – bazujące na wykluczeniu i zaprzeczeniu – funkcjonują bez zmian od lat 70., zaś badania naukowe wciąż nie dysponują danymi, które dotyczą relacji między zdrowym rozwojem seksualnym a konsumpcją pornografii, nie wykazują, czy osoby korzystające z pornografii wiedzą, jak uprawiać (dobry) seks, czy mają mniej lub bardziej przyjemne życie seksualne, nie wyjaśniają, w jaki sposób konsumpcja pornografii wpływa na rozumienie tego, czym jest zgoda na seks, w tym postaw akceptujących przemoc. Większość tekstów, które zostały poddane analizie, miała i ma charakter normatywizujący, tzn. uznający, że jedyną zdrową formą seksualności jest seks monogamiczny, a wszystko, co wykracza poza tę formę, stanowi przejaw perwersji. Co więcej, podkreślają autorzy książki, przez 50 lat naukowcy nie ustalili spójnej i operacyjnej definicji pornografii. Oznacza to, że nie wiedzieli i nie wiedzą, co jest głównym przedmiotem ich badań. Innymi słowy, wciąż „rozpoznają pornografię, kiedy na nią patrzą”.
Powrócę na chwilę do wypowiedzi Richarda Nixona, który na określenie pornografii użył słowa, przy jakim warto się zatrzymać: smut – oznacza ono nie tylko nieprzyzwoitość, obsceniczność, sprośność, ale przede wszystkim brud, nieczystość. Słowo smut wywodzi się od czasownika smutten, oznaczającego „skalać” lub „poniżyć”, oraz rzeczownika smitta – „plama”, „zanieczyszczenie”, „skaza”. Niekiedy wystarczy na chwilę i nieznacznie zanurzyć się pod powierzchnię języka, żeby dostrzec, na jakich fundamentach ten język się wznosi. Za wypowiedzią Nixona stoi założenie, że cielesność to coś podrzędnego, zaś osoba, która zajmuje się sprawami cielesnymi, nosi piętno (jest skażona, splamiona, brudna). Zresztą prezydent USA niewiele w tej kwestii różnił się od Cycerona, który w pochodzącym z I w. n.e. traktacie O powinnościach stwierdził, że obsceniczne są otrzymane od natury z konieczności części ciała – takie jak mentula, cunnus czy anus – i jako takie powinny być ukryte, „jak najbardziej zakryte” (tłum. W. Kornatowski). Ludziom mówiącym o tych częściach ciała otwarcie, jak twierdził rzymski filozof, brakuje zdrowych zmysłów. Obie wypowiedzi, oddzielone tysiącami lat, miały na celu utrzymać tabu, jakim były – i pozostają – cielesność oraz seksualność, a jednocześnie zadbać o ład społeczny, za sprawą wykluczenia pornografii ze społeczeństwa.
Czym jest brud? Brud można zdefiniować jako coś, co nie zajmuje swojego miejsca, jest nie takie, jak trzeba, niewłaściwe. „Brud to materia, która przekroczyła granicę, jakiej nie powinna przekraczać – jak zapisze w jednym ze swoich esejów Anne Carson. – Jajko w koszulce podane na śniadanie na talerzu nie jest brudne; jajko w koszulce na podłodze czytelni The British Museum już tak”. W tym kontekście słowa Richarda Nixona dotyczące pornografii z jednej strony jawią się jako wyraz szczególnej potrzeby kontrolowania obiegu wiedzy i kultury („wykluczenie sprośności z naszego życia narodowego”), z drugiej – ukazują pornografię jako niedającą się kontrolować, nieznającą swojego miejsca, przekraczającą granice materię, która jest częścią kultury i niesie ze sobą konkretnego rodzaju wiedzę. Jaką wiedzę?
Wiedza pornografii
Pornografia wie, czym jest ilość. Liczba materiałów pornograficznych – dostępnych na funkcjonujących całą dobę serwisach internetowych – jest zatrważająca i wciąż rośnie. Oferta tych serwisów przypomina, jak celnie zauważa socjolog Steve Garlick, szwedzki stół, na którym znajdują się wszystkie możliwe rodzaje ciał, podzielone na rasy i narodowości, na wykonywane działania (od bukkake przez fisting po anal), na wiek (od napakowanych białych 30-latków po hot mommies), na jakość i sposób przedstawienia (amatorskie, VR, w wysokiej rozdzielczości, na żywo), na orientację seksualną lub rodzaje odgrywanych scenariuszy (typu „Niegrzeczna blondynka wita nowego sąsiada swoją cipką” lub „Chciałem tylko odebrać zamówienie od kurierki”).
Ten szwedzki stół jest wciąż uzupełniany, serwuje bez końca nowe podniety i nowe rodzaje przyjemności – jako taka pornografia ukazuje podległość wobec ogólnych zasad konsumpcji, a zarazem jawi się jako medium prezentujące obezwładniającą różnorodność ludzkiej seksualności.
Pornografia wie, czym jest powszechność. W felietonie zatytułowanym Jak rozpoznać film porno Umberto Eco sformułował krótką definicję pornografii: „Weszliście do sali kinowej. Jeżeli postaci przemieszczające się z A do B potrzebują na to więcej czasu, niżbyście sobie życzyli, oglądacie film pornograficzny” (tłum. K. Żaboklicki). Przytoczoną definicję Eco zapisał w 1989 r., to jest na 3 lata przed prezentacją przygotowanego przez IBM prototypu smartfona o nazwie Angler, urządzenia, które miało zrewolucjonizować sposoby uczestnictwa w kulturze i tworzenia kultury, w tym również sposoby produkowania i konsumowania pornografii. Odbiorca współczesnej kultury nie tylko nie ma problemu z rozpoznaniem filmu pornograficznego, ale i nie musi przebywać tej długiej drogi – iść do kina, kupować biletu, zajmować wskazanego miejsca, czekać na wyświetlenie nagrania lub wypożyczać „wideokasety” – żeby uczestniczyć w świecie, w którym „Gilberto, aby zgwałcić Gilbertę” „z przodu, z tyłu i z boku”, musi pojechać „z placu Cordusio na corso Buenos Aires”, dodatkowo „zatrzymując się na każdym czerwonym świetle”. Pornografia, za sprawą podłączonego do sieci smartfona, jest w stanie pojawić się dosłownie w każdym miejscu, dać dostęp do tego, co obsceniczne, w każdej, najbardziej nudnej, najbardziej błahej, najbardziej poważnej sytuacji (w 2022 r. 82% użytkowników pochodzących z Polski oglądało materiały dostępne w serwisie pornhub.com na telefonie komórkowym). W definicji zapisanej przez Umberto Eco pornografia – przedstawiająca „sceny nienadające się do opisania” – ma swoje konkretne miejsce, do którego należy dotrzeć, co więcej, odwleka wywołanie podniecenia i sprawienie przyjemności za sprawą koniecznych przerw. Dzisiaj pornografia znajduje się wszędzie i nigdzie, nie odwleka przyjemności, zaspokaja ją od razu (według badań przeprowadzonych na zlecenie internetowej firmy farmaceutycznej Chemist4U w Wielkiej Brytanii ponad 7 mln osób masturbuje się w trakcie pracy zdalnej, przynajmniej dwa razy w tygodniu, poświęcając na jedną „sesję” 37 minut, najczęściej w celu obniżenia poziomu stresu, zwiększenia poziomu koncentracji lub poprawienia nastroju).
Pornografia wie, czym jest seksualizacja. Odbiór paczki, ćwiczenia na siłowni, wizyta u lekarza, spacer po parku, rodzinne spotkanie, impreza urodzinowa, rozmowa telefoniczna z rodzicami, lunch w restauracji, wizyta w muzeum i wiele, wiele innych zdarzeń albo prowadzą do seksu, albo stanowią jego tło. Blowjob pod stołem konferencyjnym? Proszę bardzo. Seksowny trener personalny? Biorę. Mój chłopak gra na konsoli? Wyliżę jego współlokatorkę. Para młoda kroi tort? Ponoć na piętrze są spore i wolne łazienki, a matka panny młodej… W ten sposób pornografia nie tylko narusza społeczne reguły, ale przekonuje, że każda sytuacja może prowadzić do seksu, a wszystkie ciała są tak samo dostępne. Jest to myślenie, które jednocześnie może być wyrazem wyzwolenia seksualnego, które działa wbrew normom społecznym, jak również ustanawia myślenie patriarchalne zamieniające ciało każdego, nawet zwierząt, w ciało zawsze dostępne (Carol J. Adams w książce The Pornography of Meat [Pornografia mięsa] zapisze: dobre samopoczucie i pewność siebie zapewniają prawdziwemu mężczyźnie „świetny seks” i „soczysty stek ”).
Pornografia wie, czym jest punkt widzenia. Najpopularniejsze materiały pornograficzne prezentują mężczyznę w sposób rzadko spotykany i boleśnie dosłowny, mianowicie jako pozbawionego imienia i twarzy, a więc bezosobowego, właściciela penetrującego penisa. Ten punkt widzenia ukazywany jest w sposób umożliwiający wcielenie się w osobę uprawiającą seks, kamera jest umiejscawiana tak, że widać jedynie fragment ciała i penisa, który wdziera się w usta, w odbyty, waginy (jednocześnie statystyki przygotowane przez pornhub.com pokazują, że w 2022 roku 36% odwiedzających ten serwis to osoby identyfikujące się jako kobiety, które najczęściej wyszukiwały filmy ukazujące scissoring, trans mężczyznę i mężczyznę solo). Materiały przedstawiające tego rodzaju perspektywę potwierdzają, że dominującym rodzajem przyjemności jest właśnie przyjemność penetracyjna, czyli taka, jaka otwiera inne ciało, zdobywa jego wnętrze, poznaje je i ma możliwość przejąć nad nim władzę. W takich materiałach mężczyzna to osoba albo pozbawiona szczelin, przez które można dostać się do środka, albo ściśle kontrolująca to, co w niego wchodzi i co z niego wychodzi. Rzadko jęki rozkoszy, zawsze – sperma. (Czy trzeba dodawać, że większość materiałów pornograficznych – według badań przeprowadzonych przez serwis bedbible.com dokładnie 88% – kończy się męskim wytryskiem, po którym tak naprawdę nie wiadomo, co się wydarza? Ale czy naprawdę nie wiadomo? Gdy mężczyzna się otwiera, wszystko się kończy. W tym końcu zawiera się groźba, ten koniec potwierdza, że przyjemność nie jest tym, w czym się bywa lub trwa, lecz tym, co się przede wszystkim osiąga). Ten punkt widzenia jest ściśle nadzorowany, stanowiąc wyraz posiadanej władzy: nad swoim ciałem, innymi ciałami, emocjami, kamerą, sceną i przyjemnością. To wreszcie punkt widzenia na tyle obiektywny – pozbawiony emocji, bezosobowy, powszechny – że pozwala każdemu z nim się utożsamić, faworyzujący określony sposób doznawania przyjemności i ustalający konkretny wzór myślenia o seksie.
Martin Page w książce Au-delà de la pénétration, której tytuł daje się z powodzeniem przetłumaczyć jako „Poza zasadą penetracji”, ukazuje penetrację jako konstrukt społeczny, nie zaś naturalną, potwierdzaną przez ludzką anatomię czynność, do której zachęca nas przyjemność i reprodukcja. „Jest penis, jest pochwa, człowiek myśli logicznie i postanawia pochwę z penisem połączyć. Widzi gwóźdź, uderza go młotkiem”. Francuski pisarz w swoim eseju-manifeście – pisanym z perspektywy białego heteroseksualnego mężczyzny – stwierdza, że seks penetracyjny często nie jest możliwy, tak u kobiet (ze względów psychologicznych, z powodu gwałtu, pochwicy czy po prostu braku chęci), jak i u mężczyzn (ze względów psychologicznych lub fizjologicznych, ze strachu przed wejściem w inne ciało, ze zmęczenia czy z powodu raka prostaty). Zachęca do przemyślenia powodów, dla których seks wiąże się nieodmiennie z penetracją, ustalającą dychotomiczne relacje (penetrowany / penetrujący, bierny / aktywny itd.), domaga się osiągania przyjemności (tam samo jak osiąga się określone wyniki sportowe), wreszcie wyklucza inne sposoby doznawania przyjemności (np. outercourse, czyli seks w ubraniu, pleasure mapping, czyli dokładne określanie i komunikowanie tego, co konkretnie sprawia tobie – twojemu ciału – przyjemność, czy necking, tj. pieszczenie stref erogennych, jakimi są kark i szyja).
Pornografia wie, dlaczego wzrok i słuch są najważniejsze. Seks stanowi doświadczenie multisensoryczne, jest jednym z najbardziej angażujących zmysłowo doświadczeń, które za sprawą pornografii zostają sprowadzone do sfery wizualnej i audialnej. Pornografia przekonuje, że wzrok i słuch stanowią zmysły uniwersalne, są zdolne do zastąpienia wszystkich innych wrażeń sensorycznych, przemieniając ciała w płaski obraz i w wiązkę dźwięków: jęków, sapań, powtarzalnych zdań, wezwań, rozkazów. Seks w pornografii nie karmi się z ręki, karmi się okiem i uchem. Pornografia przemienia seks w spektakl, w którym znika wszystko to, co w seksie jest potencjalnie problematyczne (od ryzyka zakażenia przez nieprzyjemny zapach z ust po szorstkość włosów łonowych) i co może problematyzować przyjemność (umieszczając w szerszym kontekście, emocjonalnym, społecznym, biologicznym, religijnym), a więc i odwlekać spełnienie przyjemności. Tak ujmowana pornografia jest więc bezpieczna, nie wymaga od widza i słuchającego działania, przemienia relację seksualną – erotyczną i miłosną – w wydestylowany strumień wrażeń zapewniający natychmiastową gratyfikację. W ten sposób, jak piszą Tim Gregory i Astrid Lorange w tekście Teaching Post-Pornography (Ucząc postpornografii), pornografia utrzymuje seksualność w ryzach, kontrolując jej ekscesy na rzecz dobra społecznego, umożliwia satysfakcję seksualną i spełnienie fantazji. Wizualny język pornografii – sposoby kręcenia scen, oznaczania filmów, popularyzacji określonych stylów filmowych – jednocześnie zaspokajają potrzeby widza i słuchacza i zarazem ograniczają to, jak pornografia jest odbierana. Mówiąc inaczej: pornografia koncentruje się na wyobrażonym widzu, którego oglądanie i słuchanie zorganizowane jest na podstawie wyobrażenia tego, co widz chce zobaczyć i usłyszeć.
Tak rozumiana pornografia każe zapytać z jednej strony, czego w niej brakuje, czego nie przekazuje, o czym nie mówi, co pomija (i co w dużej mierze wchodzi w zakres edukacji seksualnej), z drugiej – o sposoby, w jakie nasza zmysłowość jest kształtowana i w jaki sposób doświadczamy przyjemności. Tę drugą kwestię dobitnie ukazuje rozmowa między bohaterami serialu Awantura z Ali Wong i Stevenem Yeunem w rolach głównych:
„– Dojrzeliśmy seksualnie, gdy wynaleziono internet. (…)
– Tyle porno. Niezbadane lądy.
– To było jak Dziki Zachód. Nawet nie musiałem szukać. Łapałem, co tylko było. Wiesz, że byliśmy królikami doświadczalnymi? Wykorzystano nas. To pojebane.
I po krótkiej chwili:
– Ej, a co, jeśli… Jeśli nasze pokolenie zaczęło przenosić obejrzane porno do prawdziwego życia. A potem prawdziwe życie stało się porno. Jak przejściówka, przejściówka cyfrowo-analogowa.
– Właśnie, to… To przez nas duszenie stało się popularne.
– A stało?
– Tak, wszystkie dzieciaki to teraz robią”.
Pornografia wie, czym jest nuda. Pornografia proponowana na ogólnodostępnych serwisach jest przerażająco konwencjonalna, a więc i nudna. Bez względu na to, że przedstawia miliardy miliardów godzin seksu, wszystkie rodzaje ciał we wszystkich możliwych pozycjach i wszystkich wyobrażalnych sytuacjach.
Jak pisze przywołany wcześniej Steve Garlick: „Czy istnieje coś mniej nudnego niż bezkresny seksualny szwedzki stół – gotowy i tylko czekający na dotknięcie klawiatury, zdolny potencjalnie odpowiedzieć na każde pragnienie (…)?”. Wystarczy przejrzeć kilkanaście losowo wybranych filmów pornograficznych, żeby zdać sobie sprawę, z jak powtarzalnymi wzorami zachowań mamy do czynienia. Wzór przedstawia się następująco: zdejmowanie ubrań, pocałunki, pieszczoty, seks oralny, seks penetracyjny, jęki kobiety, męski wytrysk. Wzór urozmaicają często gadżety erotyczne, zmiana miejsca, dodatkowy jeden lub drugi partner seksualny, skupienie wyłącznie na seksie oralnym, przedstawienie w estetyce filmu amatorskiego lub estetyce rodem z dopiero co wynajętego loftu (czysto, jasno, cicho). Jak celnie zauważa Ewa Stusińska, polska badaczka pornografii, w rozmowie z Tomaszem Stawiszyńskim: wmawia nam się, że sfera seksualna jest sferą najbardziej intymną, a przez to autonomiczną, jednak seks, który uprawiamy, jest tak samo skonwencjonalizowany jak każda inna sfera życia. Kapitalizm tworzy perwersyjny paradoks: przekonuje nas o nieskończonych dostępnych możliwościach wyboru (seks w kuchni, pod mostem, w trakcie konferencji, z kuzynką, w sześciokącie), jednocześnie ogranicza naszą wyobraźnię i wrażliwość, podsuwając najlepiej pozycjonowane produkty (pieszczoty, blowjob, penetracja, wytrysk).
Pornografia wie znacznie więcej.
Pornografia jako czasownik
Pornografia, jak to określiła aktorka porno Siri Dahl, jest wszystkim tym, co oglądamy, żeby się podniecić. Pornografia jest więc przede wszystkim rzeczownikiem. To film ukazujący w słabej jakości i bez dźwięku gang-bang z udziałem ośmiu osób po sześćdziesiątce. Gazetka firmy Bon-Prix reklamująca bieliznę damską na nowy sezon. Banany ułożone w równy stos w supermarkecie. Manekin z sutkami przebijającymi się przez materiał koszulki termoaktywnej. Wnętrze rośliny – pulsujące, włochate, ciepłe – obserwowane po wzięciu LSD. Lakier odpadający z paznokci u stóp.
Pornografia to również czasownik. Bo pornografia coś nam robi – i nie chodzi wyłącznie o podniecenie. Jak pisze Kelsy Burke w książce The Pornography Wars: The Past, Present, and Future of America’s Obscene Obsession (Wojny pornograficzne. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość amerykańskiej obsesji na punkcie obsceniczności), pornografia robi nam coś jako społeczeństwu. Pornografia nie różni się więc od pieniędzy czy języka, których znaczenie wspólnie konstruujemy i które nie istnieją bez naszej powszechnej zgody. Jednocześnie, jak twierdzi Burke w swojej książce, trudno o zgodę w momencie, gdy pornografię otaczają mity, tworzone zarówno przez osoby jej przeciwne, jak i reprezentujące pornopozytywność. Według pierwszej grupy „osoby, które bronią lub wspierają pornografię, nie są religijne; wszystkie kobiety grające w porno są do tego zmuszane i / lub dręczone; nie możesz być feministką, jeżeli popierasz porno; osoby, które wspierają istnienie porno, nie wierzą w istnienie uzależnienia od pornografii”. Zdaniem grupy pornopozytywnej natomiast „osoby przeciwne pornografii są albo religijnymi konserwatystami lub stłumione seksualnie; nie możesz być feministką, jeżeli nie popierasz porno; uzależnienie od pornografii nie jest prawdziwe”. Pornografia robi coś bardzo konkretnego, a mianowicie ujawnia hierarchie, jakie ustanawiają nasze relacje, podziały, według których na co dzień funkcjonujemy, lęki przemieniające się w pragnienia i pragnienia przeistaczające się w lęki.
Dostęp do pornografii jest dzisiaj powszechny i bardzo łatwy; blokadę, uniemożliwiającą oglądanie materiałów pornograficznych osobom niepełnoletnim, przechodzi się w mgnieniu oka (informację „mam 18 lat” odznacza się tak samo jak „nie jestem robotem”).
Kultura, która wciąż uznaje pornografię za obsceniczną, sytuuje ją poza sceną publiczną, poza społeczeństwem, poza tym, co ogólnie widzialne, jest pruderyjna. Niezdolna do uznania pornografii – choć z serwisów pornograficznych korzysta dziennie na całym świecie więcej osób niż z Netflixa czy TikToka – za istotną część współczesnej kultury. Wyłączanie pornografii ze społeczeństwa jest nie tylko przykładem niepokojącego rozszczepienia w obrębie kultury, która usilnie próbuje pozbyć się swojej „szkodliwej” części, ale także stratą dla twórców i odbiorców tej kultury. Często w tym kontekście wspomina się o porn literacy, czyli umiejętności użytkowania pornografii – porównywalnej do umiejętności pisania i czytania lub umiejętności korzystania z mediów – które nie polega wyłącznie na jej odrzucaniu i postrzeganiu jako czegoś niebezpiecznego, jako czegoś, czego należy unikać. Umiejętność korzystania z pornografii wiąże się z wypracowaniem pozytywnych sposobów czerpania z niej wiedzy, sposobów, które będą skupione na uzyskaniu przydatnych informacji na temat seksu, seksualności i przyjemności, ale również w wielu innych obszarach, takich jak władza, płeć czy konsumpcja. Pornografia bez wątpienia przynosi wiedzę, często niewygodną, podważającą dotychczasowe przyzwyczajenia, wiedzę nie taką jak trzeba, niewłaściwą i nie na miejscu, wiedzę, która każe zapytać o fundamenty kultury, o istniejące w społeczeństwie różnice, o wartości, które są wspólne – jak prawa człowieka, zgoda na seks czy posiadanie satysfakcjonującego życia seksualnego – o to, czym jest nuda, dlaczego udajemy orgazm, dlaczego istnieje przyjemność poza penetracją, dlaczego lubimy płaskie pośladki, dlaczego tak istotna jest edukacja seksualna, dlaczego, gdy jest nam dobrze, bardzo dobrze, wzywamy imię najwyższego. Problem pojawia się więc na początku. Z pierwszym i najważniejszym pytaniem, które powinno brzmieć inaczej: dlaczego potrzebujemy pornografii?