Żartował Pan kiedyś, że zrobił karierę na sięganiu po tematy, które ludzie lubią, i mówieniu im, że się mylą. Potraktował Pan tak wcześniej duchowość, empatię, a teraz w nowej książce Złoty środek – przyjemność. Dlaczego znów nam Pan to robi?
Obawiam się, że odrobinę Pana rozczaruję [śmiech]. Byłoby skrajnością, gdybym uznawał przyjemność za coś strasznego, do czego nie powinniśmy dążyć. Albo gdybym przekonywał, że w głębi serca ludziom wcale nie zależy na przyjemności. Tego nie twierdzę.
W porównaniu z moją poprzednią książką poświęconą empatii przesłanie Złotego środka brzmi mniej rewolucyjnie. Sprowadza się ono do tzw. pluralizmu motywacyjnego, czyli idei, że chcemy wielu różnych rzeczy. Nie wątpię, że ludzie pragną przyjemności. Szukają więc dobrej zabawy: w seksie, jedzeniu czy miłym towarzystwie. W książce argumentuję jednak, że czasami różnego rodzaju ból może być źródłem przyjemności. Zresztą nadal wpisuje się to w perspektywę dążenia do przyjemności. Ale pluralizm motywacyjny mówi coś więcej – chcemy też innych rzeczy. Chcemy być…