Większość charyzmatycznych jednostek, religijnych i świeckich, prawdopodobnie dzieli ze sobą dwie powiązane cechy: są przekonane, że posiadają jakąś szczególną zdolność lub powołanie (czy to religijne, polityczne lub fizyczne – jak sprawność sportowa albo wojskowa – czy też nawet wyłącznie atrakcyjność fizyczną) i dysponują pewnym stopniem pewności siebie. To ostatnie nie jest tożsame z byciem ekstrawertykiem, ale oznacza raczej to, że kiedy znajdują się w swojej roli (np. wygłaszają kazanie lub występują w innym charakterze), stają się ożywieni przez swoje przekonania, a ich słuchacze olśnieni.
W przypadku wielu charyzmatyków religijnych u podstaw tych dwóch cech leży ich duchowe przesłanie. Większość twierdzi, że posiada specjalną wiedzę o Bogu lub mandat od Boga, aby prowadzić ludzi do zbawienia. W zaskakującej liczbie przypadków utrzymują nawet, że są Bogiem lub przynajmniej posłanym przez niego Mesjaszem. Średniowiecze szczególnie obfitowało w tego typu jednostki. Już w VI w. samozwańczy „Chrystus z Gévaudon” w południowej Francji (wraz ze swoją towarzyszką, którą nazwał Marią) przyciągnął znaczną liczbę zwolenników zarówno jako uzdrowiciel, jak i wróżbita, a także trochę jako Robin Hood, którego wyznawcy byli zachęcani do okradania bogatych podróżnych, aby ofiarowywać jałmużnę biednym. W VIII w. Aldebert z Soissons ogłosił się żyjącym świętym. Twierdził nawet, że posiada list od samego Jezusa. Zyskał tak dużą popularność, że lokalne władze kościelne zaapelowały do papieża Zachariasza w Rzymie o rozprawienie się z nim. W XII w. wędrowny kaznodzieja Tanchelm z Antwerpii poszedł o krok dalej i ogłosił się Bogiem. Cieszył się tak dużą sławą, że kiedy postanowił poślubić Dziewicę Maryję na polach pod Paryżem, zgromadziło się około 10 tys. jego zwolenników.
Wiara w misję
Przykłady z późniejszych wieków obejmują Jamesa Naylora, wczesnego kwakra, który w latach 40. XVII w. wjechał do Bristolu na osiołku z grupą kobiet (które wierzyły, że jest on wcieleniem Jezusa), obsypując drogę przed sobą liśćmi palmowymi. W latach 40. XIX w. ks. Henry Prince został wyklęty przez swojego biskupa za podawanie się za proroka Eliasza (na dobrą sprawę później wyniósł się do rangi Boga). Zawarł on kilka „duchowych małżeństw” i zachowywał się jak opętany podczas odprawiania nabożeństw – nawiasem mówiąc, jego sposób ich odprawiania miał tak dramatyczny wpływ na wielkość tego, co wcześniej było bardzo małym wiejskim zgromadzeniem, że potrzebne były dwa niedzielne nabożeństwa. Do listy możemy oczywiście dodać Mabel Barltrop, a przed nią Joannę Southcott. Były one jednak jedynie wierzchołkiem olbrzymiej góry lodowej.
Podobne zachowania zostały udokumentowane poza Europą w innych kulturach. W badaniach prowadzonych nad afrochrześcijaństwem na Karaibach Christopher Partridge zauważył, że wielu XIX-wiecznych i wczesnych XX-wiecznych liderów rdzennych kościołów baptystycznych na Jamajce (Samuel Sharpe w latach 30. XIX w., Alexander Bedward w I dekadzie XX w., Marcus Garvey w latach 20. wieku XX) było wyjątkowo charyzmatycznych. Wierzyli często, że są Bogiem lub Czarnym Mesjaszem – Czarnym Mojżeszem, który ma wyprowadzić swój lud z niewoli do Ziemi Obiecanej. Bedward, który twierdził, że jest reinkarnacją Jezusa Chrystusa, w pewnym momencie ogłosił, że wstąpi do nieba w rydwanie, a następnie usiadł na krześle na drzewie, aby czekać na wniebowstąpienie. Ostatecznie został wysłany do azylu, gdzie zmarł w 1930 r.
Motyw powstania członka uciskanej biedoty, aby uratować innych od ciemiężców, występuje również wielokrotnie w Europie. Założycielem sekty skopców w Rosji w latach 60. XVII w. był zbiegły chłop pańszczyźniany Kondratij Iwanowicz Seliwanow, który uważał siebie za „Syna Bożego” i „Odkupiciela”. On również spędził pewien czas w zakładzie dla obłąkanych i zakończył swoje dni przymusowym pobytem w klasztorze, by nie mógł wpływać na kolejnych podatnych chłopów.
W wielu przypadkach wiara w wyjątkową misję wydaje się powiązana z okresem intensywnych, osobistych, psychologicznych zmagań. Jezus bezpośrednio przed rozpoczęciem swojej działalności doświadczył słynnego kuszenia na pustyni; Mabel Barltrop doznała melancholijnych depresji spowodowanych niepokojem o sytuację męża. W 1838 r., po śmierci kilkorga dzieci i zbliżającym się bankructwie rodziny, niepiśmienna żona japońskiego farmera o imieniu Nakayama Miki została opętana przez boga Tsukihi. Mimo że później uznano ją zarówno za uzdrowicielkę, jak i za szaloną, ostatecznie przyciągnęła wielu zwolenników i dała początek ruchowi religijnemu znanemu jako Tenri-kyō, który półtora wieku później może poszczycić się ok. 17 tys. kościołów i 2 mln członków. Legenda mówi, że Siddhartha Gautama (Budda) rozpoczął swoje żebracze życie na skutek głębokiego zaniepokojenia cierpieniem, na które natrafił w świecie, gdy w końcu opuścił mury rodzinnego pałacu, w którym umieścili go arystokratyczni rodzice chcący uchronić go przed tą wiedzą. Gdy sprzeczności i tragedie życiowe stwarzają egzystencjalne zagrożenia, intensywne religijne doświadczenia i nawrócenia w obliczu kryzysu są prawdopodobnie reakcją powszechną.
Wydaje się, że aby sekta mogła ruszyć z miejsca, lider potrzebuje pewnej dozy charyzmatycznej osobowości i głębokiego przekonania, że dysponuje kluczem do zbawienia. Zasługą takiego głębokiego przeświadczenia jest to, że przywódca sekty, który odmawia zmiany poglądów, w końcu zaczyna cieszyć się wystarczającym poparciem, a cała populacja staje za nim murem. Kiedy znaczna liczba ludzi opowie się po stronie charyzmatycznego przywódcy, tworzy się hierarchiczna struktura z elitarnym kręgiem wewnętrznym skoncentrowanym wokół przywódcy, działająca jako pośrednik między przywódcą i zwolennikami oraz jako strażnik strzegący dostępu do lidera. W tym momencie przywódca kultu zyskuje dodatkową mistyczną aurę i dystans, który zwiększa atrakcyjność: dystans wydaje się powiększać poczucie przywileju, kiedy wyznawca uzyskuje do niego dostęp. Przypomina to wewnętrzne kręgi wokół Mabel Barltrop i Bhagwana Shree Rajneesha z Rajneeshpuram w Oregonie, ale oczywiście również dwunastu apostołów.
Ale dlaczego, jeśli weźmiemy pod uwagę kryzys egzystencjalny, niektórzy ludzie kończą w roli charyzmatycznych liderów, a pozostali nie?
Zachowanie wielu przywódców kultu prawdopodobnie graniczy z zachowaniem psychotycznym i paranoicznym. Zarówno ks. Jim Jones ze Świątyni Ludu (Peoples Temple), znany z masakry w Jonestown, jak i David Koresh z sekty Gałąź Dawidowa (Branch Davidian) i masakry w Waco byli pełnymi niepokoju mężczyznami, którzy dotarli do punktu paranoi z powodu rywalizacji o władzę wewnątrz grupy i zagrożenia nalotami ze strony agencji rządowych. W latach 70. Ervil LeBaron został liderem odłamu poligamicznej mormońskiej sekty, którą jego ojciec założył w Meksyku w latach 20. Zorganizował zabójstwa co najmniej dziesięciu członków wspólnoty (w tym swojego najstarszego brata Joela), z którymi poróżniły go teologiczne lub społeczne nieporozumienia. Kilka z morderstw zostało dokonanych przez niektóre z jego 13 żon (wiele z nich poślubił, gdy były nieletnie). W latach 80. Jeffrey Lundgren był przywódcą innego odłamu sekty mormońskiej w Kirtland w Ohio, który z powodu paranoi na punkcie lojalności niektórych członków sekty zorganizował morderstwo całej rodziny (za co został ostatecznie stracony za pomocą śmiertelnego zastrzyku w 2006 r.).
W latach 70. Rock Thériault założył niewielki kult Dzieci z Ant Hill (Ant Hill Kids) na obrzeżach Quebecu, oparty na wierzeniach Adwentystów Dnia Siódmego. Wykazywał niezwykły stopień kontroli zachowań i przemocy wobec każdego, kto według niego błądzi, szpieguje lub chce go opuścić. Kary obejmowały zmuszanie członków do łamania nóg młotami kowalskimi, strzelanie sobie w ramiona i zjadanie martwego robactwa. Aby zademonstrować swoje uzdrawiające moce, poddawał dzieci i dorosłych amatorskim zabiegom chirurgicznym bez znieczulenia. Bezpośrednio lub pośrednio w wyniku jego działań jedno dziecko i trzy kobiety zmarły. Pozostali doznali straszliwych obrażeń (oprócz usunięcia ośmiu zębów jednej kobiecie amputowano rękę przy ramieniu za pomocą piły łańcuchowej). Mimo to niektórzy z jego zwolenników pozostali mu wierni nawet wtedy, gdy został skazany i uwięziony.
Osobowości schizotypowe
Wspólnym wzorcem wydaje się targana głębokimi konfliktami osobowość, często charakteryzująca się tendencjami psychotycznymi. Często obejmują one zniekształcenia percepcji czasu, synestezję, omamy słuchowe i wzrokowe, utratę poczucia granic między obiektami, wycofanie społeczne oraz przejście od uczuć konfliktu i niepokoju do nagłego „zrozumienia”, które prowadzi do nowego poczucia siebie samego. Stany te mogą być często związane z intensywnymi wybuchami wstrętu do siebie. W porównaniu członków dwóch nowych ruchów religijnych (Hare Kryszna i druidów) z próbą pacjentów cierpiących na psychozę i grupą kontrolną okazało się, że osoby należące do nowych ruchów religijnych uzyskały wyższe wyniki w zakresie podatności na urojenia niż osoby z grupy kontrolnej oraz znajdowały się na podobnym poziomie co grupa pacjentów psychotycznych. Religijni i świeccy członkowie grupy kontrolnej nie różnili się od siebie.
W szczegółowym badaniu związku między religijnością a cechami psychologicznymi psychiatra i antropolog Simon Dien zasugerował, że schizofrenia i doświadczenie religijne wywodzą się z tych samych procesów poznawczych w mózgu. Do 70% chorych na schizofrenię doświadcza halucynacji słuchowych i wzrokowych. Urojenia religijne (słyszenie głosu Boga, nawoływania demonów, przekonanie, że jest się posłańcem Boga lub nawet samym Bogiem) są jednymi z najbardziej powszechnych i uporczywych objawów schizofrenii, szczególnie jeśli chora osoba jest aktywna religijnie. Chorzy na schizofrenię są również bardziej skłonni do wygłaszania teorii spiskowych i przekonań, że są prześladowani przez ludzi, którzy zamierzają wyrządzić im krzywdę. Jednakże w czasie gdy większość przywódców kultów wydaje się wykazywać te cechy w pewnym stopniu, rzadko obserwujemy u nich w pełni rozwiniętą schizofrenię. Zamiast tego być może lepiej jest opisać ich jako osobowości schizotypowe – czyli wykazujące cechy schizofreniczne w złagodzonej formie.
Te psychologiczne cechy mogą mieć swoje korzenie w różnicach neuroanatomicznych. Na przykład badania neuroobrazowe sugerują, że chorzy na schizofrenię mają większe komory (przestrzenie w mózgu wypełnione płynem mózgowo-rdzeniowym) oraz zmniejszoną ilość istoty szarej w płatach skroniowych i czołowych. Padaczka płatów skroniowych, a szczególnie wyładowanie padaczkowe w głębi płata skroniowego, jest powszechna u chorych na schizofrenię i często wiąże się z doświadczeniami religijnymi i stanami transowymi. Ojciec Pio, na przykład, wydawał się często zatracać w transie podczas odprawiania mszy, sprawiając, że zgromadzeni musieli cierpliwie czekać, aż ocknie się z zadumy. Podobne zachowania odnotowano u wielu średniowiecznych świętych katolickich.
Połączenie danych klinicznych i neurobiologicznych wskazuje, że te same ośrodki mózgowe są nadaktywne w schizofrenii, w maniakalnej fazie choroby dwubiegunowej oraz w zachowaniach hiperreligijnych. Należą do nich jądra podstawne oraz ciało migdałowate, podkorowy układ limbiczny, kora przedczołowa (zwłaszcza kora orbitofrontalna i grzbietowo-czołowa) oraz prawy płat skroniowy, z których wszystkie pozostają kluczowe dla mentalizacji i relacji społecznych. W skrócie: mamy do czynienia z siecią stanu spoczynkowego. Gdy obwód jest stymulowany, otrzymujesz formę ekstazy. Tak jest w przypadku wielu różnych praktyk religijnych u ludzi. Kiedy obwód jest nadmiernie stymulowany, pojawiają się religijne aberracje. Wydaje się, że gdy aktywowane są korowe regiony sieci mentalizacyjnej, dochodzi do zmian w systemach przekonań, a gdy aktywowane są regiony śródmózgowia klasycznej sieci stanu spoczynkowego, dochodzi do zmian w zachowaniach rytualnych (jak kompulsywne wykonywanie modlitwy i związanych z nią praktyk religijnych).
Ważne, aby podkreślić, że osobowość schizotypowa i schizofrenia nie stanowią odrębnych kategorii, czegoś, co ludzie posiadają lub nie. Raczej, podobnie jak w przypadku większości innych typów osobowości, są po prostu jednym z krańców rozkładu normalnego, w którym wszyscy się znajdujemy. Jest po prostu tak, że osoby z osobowością schizotypową doświadczają zjawisk religijnych w bardziej intensywnych formach i dlatego mogą być szczególnie podatne na kryzysy tożsamości, które często wydają się poprzedzać konwersje i intensywne doświadczenia religijne.
Wskazuje się również, że wielu charyzmatycznych liderów było sierotami lub wychowywało się w trudnych warunkach. Należeli do nich prorok Mahomet, Konfucjusz, Mojżesz, Teresa z Ávili i bardzo możliwe, że także Jezus, ponieważ nie ma wzmianki o jego ojcu Józefie po tym, jak ukończył 12 lat. Osierocenie dotyczyło również zaskakująco dużej liczby wpływowych przywódców politycznych i myślicieli: Arystotelesa, Czyngis-chana, Robespierre’a, cesarza Menelika II (XIX-wiecznego architekta nowoczesnej Etiopii), Jomo Kenyatta, Jasira Arafata, Czang Kaj-szeka, Malcolma X, pisarzy: Dostojewskiego, Johna Keatsa, Edgara Allana Poe, francuskiego dramaturga Racine’a, artystów: Michała Anioła, Salvadora Dalego, oraz muzyków: Jana Sebastiana Bacha, Antona Brucknera, Elli Fitzgerald, Louisa Armstronga i Johna Lennona. Wśród Indian z Równin – Czejenów, wodzowie wojenni (którzy dowodzili oddziałami w czasie konfliktu) byli nieodmiennie sierotami: bycie sierotą oznaczało znajdowanie się na dole hierarchii społecznej wraz z niewolnikami i jeńcami wojennymi, a sprawność w walce stanowiła jedyną drogę do osiągnięcia jakiegokolwiek sukcesu w życiu, włączając w to małżeństwo.
Uczenie się we wczesnym okresie życia, aby radzić sobie z trudnościami i wznieść się ponad traumy pełnego nędzy, niepewnego dzieciństwa, oraz konieczność zmierzenia się z samowystarczalnym społeczeństwem może wytworzyć rodzaj psychologicznej odporności potrzebnej do triumfu w obliczu przeciwności losu i ośmieszenia. To, czy jednostka zostanie ukierunkowana na cele polityczne i intelektualne czy na religijne, może zależeć od zdarzeń losowych – środowiska kulturowego, tego, na kogo jednostka wywiera wpływ, stopnia traumy psychologicznej, a nawet tego, czy przyciąga zwolenników.
Powszechnie zauważa się, że szamani, ale również mistycy w ogólności, są często jednostkami nietypowymi. Mają tendencję do cierpienia na psychopatologie, które predysponują ich do wchodzenia w trans. Często sprawiają wrażenie dziwacznych pod względem fizycznym i sposobu bycia, a wielu z nich zostało uznanych za szalonych. A jednak ludzie w nich wierzą. Jednym z powodów tej wiary może być to, że musisz wyróżnić się z tłumu, by inni chcieli się do ciebie przyłączyć. To znamienne, że ludzie często przypisują szamanom nadludzkie moce. To samo dotyczy chrześcijańskich świętych. Lewitacja lub zdolność do przebywania w dwóch miejscach w tym samym czasie są wyczynami powszechnie przypisywanymi takim osobom. Wśród chrześcijańskich świętych dokonywali tego Franciszek z Asyżu, św. Teresa z Ávili, św. Józef z Kupertynu, a w XX w. nawet o. Pio. Jezus oczywiście chodził po wodach Jeziora Galilejskiego. Zdolność do czynienia cudów, które przeczą znanym prawom wszechświata i codziennemu doświadczeniu, jest czymś, co przypisuje się takim osobom w niemal wszystkich religiach (i stanowi oczywiście jedno z niezbędnych kryteriów, aby zostać ogłoszonym świętym w Kościele katolickim). To jeden z przejawów koncepcji religioznawstwa kognitywnego, która mówi o bytach „minimalnie kontrintuicyjnych” – czymś, co łamie znane prawa fizyki, jednak w niewielkim stopniu (inaczej staje się to niewiarygodne).
Umrzeć za sprawę
Nie ma bardziej imponującego dowodu na zaangażowanie członków kultu lub religii niż to, że są gotowi umrzeć za swoje przekonania. W 1977 r. na polecenie swojego pastora wielebnego Jima Jonesa niemal tysiąc członków Świątyni Ludu opuściło Kalifornię i wyjechało do Gujany, aby zbudować całkowicie nową społeczność w dziewiczej dżungli. Ledwie 18 miesięcy później, w listopadzie 1978 r., popełnili zbiorowe samobójstwo, karmiąc sokiem winogronowym z dodatkiem cyjanku własne dzieci (które stanowiły około jednej trzeciej społeczności), zanim zażyli go sami. Podobnie w lutym 1993 r. 79 członków wspólnoty Davida Koresha z Gałęzi Dawidowej zginęło wspólnie w posiadłości Mount Carmel niedaleko Waco w Teksasie w czasie walki z funkcjonariuszami federalnego Biura ds. Alkoholu, Tytoniu, Broni Palnej oraz Materiałów Wybuchowych. Pomimo trudnych z perspektywy psychologicznej i niekiedy napiętych relacji członków z przywódcami – z Jonesem i Koreshem (obaj twierdzili, że posiadają boski lub mesjański status) – ci ostatni wzbudzali absolutną lojalność wśród swoich zwolenników.
W ciągu dekady co najmniej trzy inne grupy złożone z osób należących do różnych, niejasnych, współczesnych kultów millenarystycznych lub kultów z kręgu New Age popełniły dobrowolne samobójstwo w Kalifornii – Wrota Niebios (Heaven’s Gate Cult), w Szwajcarii i Kanadzie – Świątynia Słońca (The Solar Temple). Na początku 2000 r. 778 członków Ruchu na rzecz Przywrócenia Dziesięciu Przykazań (Restoration of the Ten Commandments) wraz z kilkoma zdegradowanymi księżmi i zakonnicami, którzy niedawno odłączyli się od Kościoła katolickiego, popełniło masowe mordy i zbiorowe samobójstwo w Ugandzie. Wiele z tych przypadków nie wydaje się dotyczyć przywiązania do idei czy przekonań religijnych jako takich, ale raczej przywiązania do charyzmatycznego przywódcy.
Kalifornijski kult Wrót Niebios (Heaven’s Gate) przypomina nam o tym, że wierzenia mogą być dość dziwaczne (lub przynajmniej wydają się takie dla osób postronnych), a mimo to wymagają całkowitego zaangażowania członków. Utworzony w 1974 r. przez Marshalla Applewhite’a i Bonnie Nettles kult rozwinął zbiór eklektycznych wierzeń, które czerpały z chrześcijańskiej ascezy, wierzeń gnostyckich oraz wschodniego mistycyzmu, połączonych z bardziej nowoczesną millenarystyczną wiarą w istoty pozaziemskie, które przybędą i uratują (lub zniszczą) Ziemię. Pobrzmiewał w nich kult osobowości oparty na dwóch założycielach, którzy wierzyli, że są posłańcami, o jakich mowa w nowotestamentowej Apokalipsie św. Jana (chociaż z czasem Applewhite został uhonorowany awansem do roli Jezusa). Stanowiło to rodzaj mieszanki, która przemawiała do „uduchowionych hipisów” lat 60. i 70. W 1997 r. na polecenie Applewhite’a pozostali przy życiu członkowie popełnili grupowe samobójstwo, w oczekiwaniu, że będą mogli dołączyć do pozaziemskiej siły, która miała znajdować się w drodze na Ziemię na statku kosmicznym podążającym za zbliżającą się kometą Hale’a-Boppa.
Pytanie, które nasuwa się samo, brzmi: co motywuje ludzi do wiary w charyzmatycznego przywódcę sekty do tego stopnia, że są gotowi za niego umrzeć?
Ekonomiści opracowali szereg modeli opisujących decyzje jednostek o przystąpieniu do konkretnej religii lub odejściu od niej, a nawet konkretnego Kościoła jako problem optymalizacji zakupu: każdy Kościół oferuje zyski i korzyści, które oceniamy, wybierając ten, który wiąże się z największym zyskiem lub najmniejszym kosztem członkostwa. Do pewnego momentu pozostaje to oczywiście prawdą: ludzie przenoszą lojalność z jednego Kościoła do innego czy z jednej religii do drugiej właśnie dlatego, że cena, jaką płacą za dalsze członkostwo, staje się zbyt wysoka lub korzyści są zbyt niskie. Kiedyś nawrócenia miały miejsce, ponieważ misjonarze żądali członkostwa jako ceny za dostęp do misyjnego szpitala lub dlatego, że nowy Kościół czy religia oferowały bardziej interesujące usługi. W Japonii, gdzie każdy jest zarówno buddystą, jak i wyznawcą shintoizmu, ludzie zazwyczaj biorą ślub według rytuału shintō (ponieważ śluby shintoistyczne są bardziej spektakularne niż nudne ceremonie buddyjskie), a grzebią w obrządku buddyjskim (ponieważ ten oferuje bogatszy ceremoniał). Niemniej jednak niezależnie od tego, jak dobrze modele te przewidują wybory ludzi, nie oddają one tak naprawdę powodów, dla których ludzie stają się początkowo religijni. W rzeczywistości zakładają, że ludzie są religijni. Nie wyjaśniają również emocjonalnego doświadczenia, które skłania wielu ludzi do przyłączenia się, a następnie pozostania przy danej religii lub Kościele.
Chociaż osoby religijne zazwyczaj (ale nie zawsze) osiągają wyższe wyniki w zakresie ugodowości i sumienności w modelu osobowości Wielkiej Piątki, wielu ludzi wyznaje religię, do której należą, po prostu dlatego że urodzili się i dorastali w jej obrębie. Są wystarczająco zadowoleni z poczucia przynależności, aby nie kwestionować jej wartości. W niektórych przypadkach mogą być zwyczajnie gotowi pogodzić się z sytuacją, ponieważ nie chcą popaść w konflikt z kimś, czyją opinię i przyjaźń cenią. W wielu przypadkach wygnanie z sekty lub śmierć jej przywódcy wywołuje uczucia straty i dezorientacji, zbliżone do tych, których doświadcza się po rozwodzie lub śmierci partnera. W takich przypadkach samobójstwo może wydawać się lepszym rozwiązaniem. Wielu, którzy dorastali w hipisowskich komunach w latach 70., opisuje poczucie koleżeństwa i przynależności, jakie posiadali jako nastolatkowie i młodzi dorośli w tych społecznościach, jako najlepszy okres w ich życiu, który charakteryzował się zażyłymi stosunkami i ochroną intymności.
Jednakże ludzie dołączają do religii również poprzez konwersję. Proces konwersji jest często przedstawiany jako intelektualna męka, i tak może być w niektórych przypadkach. Jednak w rzeczywistości większość czasu stanowi podróż emocjonalna – i staje się ona gehenną, ponieważ nowe zaangażowanie wymaga porzucenia czegoś z dawnego życia, czy to poprzednich nawyków i przyjemności, czy też starych przyjaciół i rodziny. W takim stopniu, w jakim konwersja może być traumatyczna i wiązać się z psychologicznym ciężarem, wydaje się prawdopodobne, że aktywuje to endorfiny i procesy psychologiczne związane z intensywną przynależnością. Przyłączenie się do nowej religii lub sekty może stanowić atrakcyjną ofertę dla tych, których życie pogrążyło się w kryzysie, podobnie jak wsparcie psychologiczne, które oprócz wszystkich pozostałych rzeczy ta oferuje. Jednak przyjemne, uspokajające efekty aktywacji endorfin uruchamianej przez rytuały z pewnością odgrywają również znaczącą rolę poprzez wytworzenie poczucia, że jest się wtulonym w opiekuńcze ramiona.
Być blisko guru
To, dlaczego wyznawcy często obdarzają swoich przywódców, zarówno świeckich, jak i religijnych, nadludzkimi mocami, nigdy nie zostało wyjaśnione w zadowalającym stopniu, ale może stanowić część naturalnej psychologii tworzenia więzi, w której lider społeczności funkcjonuje jako centrum przynależności. W wielu przypadkach rodzi to niezwykle ludzkie pragnienie uzyskania mocy od przywódcy poprzez dotyk. Widzimy to w powszechnej tendencji do całowania lub dotykania relikwii, a nawet posągu czy ikony świętego. Natrafiamy na nie również w koncepcji królewskiego dotyku – w przekonaniu powszechnym aż do XVIII w., że angielscy i francuscy monarchowie (obojga płci) mogą leczyć choroby takie jak skrofuły (forma gruźlicy) po prostu poprzez nałożenie rąk (lub nawet tylko przez przypadkowy kontakt z ich ubraniem).
W południowoazjatyckich hinduistycznych kultach charyzmatycznych guru jest często sakralizowany i obdarzony „specjalnymi darami”, tak że wyznawcy (zwłaszcza kobiety) odczuwają przemożne pragnienie „dotknięcia guru, przebywania blisko guru, jedzenia resztek posiłków guru, założenia tego, co nosił guru, spania tam, gdzie spał guru”.
Zostało to określone jako pragnienie proksemiczne. W wielu kultach guru istnieje ukryta, a czasem wyraźna hierarchia fizycznej bliskości z guru, która określa status w społeczności. Zgaduję, że wywodzi się to bezpośrednio z naturalnej fizyczności naszych najbliższych związków i stopnia, w jaki jest w nie zaangażowany dotyk. Natrafiamy tam również na wyraźny element relacji rodzic– dziecko, co być może nie jest zbyt zaskakujące, biorąc pod uwagę niezwykłą długość ludzkiego dzieciństwa z jego wydłużeniem do lat nastoletnich, w czasie których rodzice pełnią funkcję dostawców żywności i komfortu, jak również przewodników.
Nie doceniamy tego, jak ważną rolę odgrywa dotyk w naszych relacjach społecznych. W swojej wpływowej trójczynnikowej teorii miłości psycholog Robert Sternberg scharakteryzował romantyczne związki w kategoriach przecięcia trzech kluczowych wymiarów: intymności, zaangażowania i namiętności. Intymność odzwierciedla pragnienie pozostawania w fizycznej bliskości ukochanej osoby, podczas gdy zaangażowanie można scharakteryzować w kategoriach poczucia bliskości, powiązania i więzi. Zostało to później uogólnione przez Arthura i Elaine Aronów do wszystkich rodzajów związków poprzez sprowadzenie ich do dwóch kluczowych wymiarów: odczuwania bliskości i chęci przebywania blisko. To poczucie bliskości wywodzi się z naszych trzewi i z pewnością nawiązuje do naszych prymitywnych przodków, w przypadku których społeczne uwodzenie odgrywało ważną rolę. Jego znaczenie leży oczywiście w sposobie, w jaki dotyk wyzwala endorfiny poprzez system włókien czuciowych typu C, tworząc poczucie fizycznego ciepła i intymności.
Biorąc pod uwagę związek między dotykiem fizycznym, intensywnością doświadczanych emocji i seksem w kontekście świeckim, być może trudno się dziwić, że chęć przebywania w bezpośrednim kontakcie fizycznym z przywódcą kultu łatwo przenika do sfery seksualności, nawet wówczas gdy sam kontakt seksualny nie jest aktywnie poszukiwany. Może to być oczekiwanie, które przywódcy kultu płci męskiej zaczynają wykorzystywać. Joseph Smith, założyciel Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (mormonów), zasłynął objawieniami od Boga pouczającymi go, że mężczyźni powinni zawierać małżeństwa poligamiczne, kiedy musiał przezwyciężyć sprzeciw swojej długo cierpiącej żony wobec wprowadzenia przez niego drugiej, młodszej żony do domu. Od tego momentu Smith bardzo poważnie traktował powierzone mu przez Boga obowiązki, rzekomo poślubiając 30 kobiet w wieku od 14 do 40 lat. Niemoralność kleru była oczywiście jednym z głównych punktów odniesienia w historii reformatorów we wszystkich religiach doktrynalnych.
W pierwszych dekadach XX w. cała plejada mało znanych i obecnie zapomnianych przywódców kultów, w tym Joshua Drugi z 1900 r. z kultu Holy Rollers, Brat Dwunasty z lat 20. XX w. z Fundacji Wodnika (Aquarian Foundation) na wyspie Vancouver i Krishna Ventra z kalifornijskiego kultu Fontanna Świata (Fountain of the World) z lat 50. XX w., została oskarżona o nadużycia seksualne i przyzwalanie na uprawianie wolnej miłości. Rock Thériault był ojcem 20 dzieci, które spłodził z dziewięcioma wyznawczyniami jego kultu Dzieci z Ant Hill (Ant Hill Kids). David Koresh twierdził, że spłodził co najmniej 21 dzieci w swojej wspólnocie Gałąź Dawidowa, głównie dzięki temu, że rościł sobie prawo do spania z każdą kobietą we wspólnocie, niezależnie od tego, czy była ona żoną członka kongregacji. Bhagwan Shree Rajneesh nie na darmo został nazwany „guru seksu”. Mówi się, że w jego młodzieńczych, bardziej charyzmatycznych latach wiele z jego wyznawczyń zakochało się w nim, po prostu słysząc jego słowa. Podobnie jak w przypadku Koresha, wiele kobiet, z którymi spał, było żonami członków społeczności. Sypianie z guru to zaznanie świętego dotyku, brama do zbawienia i szczęścia. Atrakcyjność władzy religijnej nie jest charakterystyczna dla religii doktrynalnych i ich kultów. Antropolog Richard Katz cytuje szamana plemienia !Kung Toma Zho, który zauważył, że kobiety naprawdę lubią uzdrowicieli. „Zawsze, gdy widzę jedną, która otrzymuje num [uzdrawiającą energię podczas tańca transowego] – Toma skomentował pewnego dnia – mówię: »Pomyśl o seksie, który ten facet otrzyma«”. Wydawałoby się, że istnieje paralela z fenomenem kobiecych groupies, które otaczały zespoły rockowe w latach 60. i 70.
Często przywódcy kultu nakłoniali swoich wyznawców do przyjęcia rozwiązłego życia seksualnego jako części etosu.
W XVI-wiecznych Niemczech Chriesterung Klausa Ludwiga w Mulhausen i anabaptyści z Münster Jana Brockelsona opowiadali się za wolną miłością. W czasie Republiki Angielskiej w Anglii w 1650 r. Rantersi cieszyli się powszechnie reputacją rozwiązłych, która nie była całkowicie efektem propagandy ich przeciwników. W carskiej Rosji rytuały rosyjskiej sekty chłystów obejmowały świętujących, tańczących w szale wokół ognia lub wanny napełnionej wodą, śpiewających hymny, doprowadzających się aż do stanu ekstazy; mówiono im, aby łączyli się swobodnie w pary.
John Humphrey Noyes – pod wieloma względami jeden z najbardziej oświeconych ze wszystkich przywódców kultu – oprócz tego, że był najlepiej skoligacony (jego kuzyn Rutherford Hayes był 19. prezydentem Stanów Zjednoczonych), opowiadał się za rozwiązłymi małżeństwami w obrębie wspólnoty Oneida, którą założył w stanie Nowy Jork w 1848 r. W późniejszym, XX w., zarówno Mojżesz David (dawniej David Berg), założyciel sekty Dzieci Boga (Children of God), obecnie Rodzina (Family International), jak i Charles Manson (założyciel zdeprawowanej grupy religijnej Rodzina) opowiadali się za całkowitą rozwiązłością, stanowiącą nie tylko sposób na zachęcenie ludzi do przyłączenia się do grupy (tzw. flirty fishing), ale również istotny środek do rozbicia indywidualnego ego w celu zwiększenia zaangażowania członków we wspólnotę (i oczywiście do czerpania korzyści seksualnych przez charyzmatycznego lidera).
Podejrzewam, że celowo lub nie jednym z powodów, dla których tak wielu XIX-wiecznych amerykańskich członków ruchów milenarystycznych zakazywało seksu, było uniknięcie podziałów i konfliktów, które tworzyły się między zobowiązaniem pary wobec siebie (lub co gorsza – wobec swoich dzieci) a ich zobowiązaniem wobec wspólnoty. To pierwsze zawsze będzie przeważać nad tym drugim, zwłaszcza w przypadku kobiet. Może to oznaczać, że aby wspólnoty były stabilne, trzeba wprowadzić albo całkowicie wolną miłość (wbrew naturalnemu dążeniu do „zakochania się”), albo całkowity brak seksu. Problem polega na tym, że seks powszechnie rodzi więzi i zaangażowanie, czego może być trudno uniknąć.
Jednym z rozwiązań może być sytuacja, w której tylko przywódca kultu ma prawo uprawiać seks z wyznawcami. Jeśli wyznawca zakocha się w liderze, będzie to miało pozytywny wpływ na zaangażowanie w działalność lidera, a tym samym w życie wspólnoty jako projektu – pod warunkiem że zazdrość wśród wyznawców może być w jakiś sposób opanowana. Asymetria płci w poziomie religijności i uderzające różnice międzypłciowe w dynamice bliskich związków mogą oznaczać, że zadziała to tylko wtedy, gdy przywódca kultu jest mężczyzną. Kobiety tworzą znacznie bardziej intensywne i intymne związki niż mężczyźni zarówno z partnerami romantycznymi, jak i z najlepszymi przyjaciółmi tej samej płci. Związki mężczyzn są zwykle bardziej swobodne, ich jakość przypomina coś w rodzaju „dziś tu – jutro tam”. Wydaje się prawdopodobne, że te różnice w psychologii związków sprawiają, iż kobiety są bardziej podatne na wykorzystywanie seksualne, gdy wiąże się to z podniecającą mieszanką oczekiwań dotyczących dostępu do zarówno statusu, jak i wyższej duchowej mocy. Oczywiście zapewnia to kobietom unikatową drogę dostępu do tych źródeł świeckiej i duchowej władzy, które są w dużej mierze odmawiane mężczyznom.
***
Jako gatunek jesteśmy niezwykle społeczni, tak jak wszyscy nasi antropoidalni kuzyni. Ta społeczność była nie tylko motorem naszego ewolucyjnego sukcesu, lecz również siłą napędową wszystkiego, czym jesteśmy i co robimy. Religia stanowi po prostu część tej mieszanki. Nie znaczy to, że religia nie jest niczym więcej niż kontekstem dla kontaktów seksualnych. Większość z tych, którzy przynależą do większych religii, robi to z konwencjonalnie uczciwych motywów związanych z ich przekonaniami o transcendentnym świecie. Jednak pod tym kryją się wszystkie mroczne namiętności i motywy, które sprawiają, że codzienne życie społeczne jest tym, czym jest. To bulgotanie wydaje się szczególnie skłonne do pojawienia się w intymnej atmosferze kultu, gdzie natrafiamy na wspaniałą mieszankę charyzmy, rytuału, wysiłku fizycznego związanego ze śpiewem i tańcem, aktywacją endorfin i substancji psychoaktywnych. Zawsze będzie stwarzać to kontekst dla wykorzystania seksualnego.
Tłumaczył Kasper Kalinowski
Fragment książki Religijni. Jak ewolucja wierzeń wpływa na historię i kulturę człowieka?, która ukazała się właśnie nakładem Copernicus Center Press