Darwinizm nie pozostaje w sprzeczności z wiarą w Boga, lecz z pewnością nie da się go pogodzić z wiarą w Adama i Ewę. Żaden z ustępów opublikowanej w 1871 r. książki O pochodzeniu człowieka nie pozwala na choćby najluźniejsze skojarzenie źródeł naszego gatunku z dwojgiem modelowych ludzi stworzonych w zaciszu rajskiego ogrodu. Teorię ewolucji Darwin przedstawił już wcześniej, w wydanym w 1859 r. O powstawaniu gatunków. Ta napisana dla szerokiego grona odbiorców książka wywołała ogromne poruszenie, ale pośród całej masy przytoczonych w niej przykładów nie znajdziemy celowo pominiętego człowieka. Ówcześni czytelnicy byli w stanie przyjąć naukowe argumenty na rzecz doboru naturalnego, lecz tylko z zastrzeżeniem, że ludzie są w jakiś sposób wyłączeni z biologicznych procesów kierujących walką o byt u pozostałych stworzeń.
Po 1871 r. nie było już żadnych wątpliwości, że także Darwin podzielał wnioski wyciągane uprzednio przez swoich zwolenników, korzystających z ogromnego zasobu danych, które cierpliwie gromadził, oraz ze scalającej je teorii ogólnej, nadającej tym danym sens. Nie było wyjątku dla człowieka.
Raj nie został utracony, on nigdy nie istniał.
Ludzie nie wywodzą się z królestwa pokoju, nie obdarzono ich doskonałym zdrowiem i dostatkiem ani też życiem wolnym od rywalizacji, cierpienia i śmierci. Zdarzały się oczywiście okresy, gdy jedzenia było w bród, ale nigdy nie trwały one w nieskończoność, a nasi najdawniejsi przodkowie zawsze musieli dzielić dobra z innymi istotami, których potrzeby…