I
1. Stary profesor patrzy przez okno w dół na ulicę. Właśnie przechodzi na drugą stronę młoda dziewczyna. Dziwi się, jak można tak pewnie poruszać się na dwóch nogach.
2. Słyszy czasem w głowie swoje imię w formie zdrobniałej w wołaczu. Tak wołała go niekiedy matka. Stary profesor zastanawia się, czy nie zrobił czegoś złego.
3. Stary profesor wychodzi z mieszkania. Windą zjeżdża na parter. Otwiera bramę. Zatrzymuje się na betonowym progu. Laskę opiera przy jego krawędzi. Przesuwa stopę. Już stoi na trzech nogach. Za chwilę wciśnie się do taksówki.
4. Rzadko myśli o swej przeszłości. Czasem go jednak nawiedza. Zawsze był drugi. Dzieciństwo spędził na ziemiach „wcielonych do Rzeszy”, należał więc do „podludzi”. W Polsce Ludowej był zaliczany do drobnomieszczaństwa, klasy najgorszej. Jeśli nie robotnikiem, lepiej już było być dumnym ziemianinem. Na studiach zawsze byli koledzy lepsi od niego. W pracy na uniwersytecie nie mógł liczyć na żadne przywileje – był bezpartyjny. Ale gdy wybuchła Solidarność, został doceniony. W politykę się jednak nie angażował i kariery nie zrobił.
5. Stary profesor miewa sny. Dwa się powtarzają. Pierwszy: szuka grobu rodziców na bardzo dużym cmentarzu. Wie, w której części cmentarza są pochowani. Trzeba daleko iść wzdłuż muru. Czasem trafia, czasem nie. Drugi: znajduje się w murach rozległego klasztoru. Zna go dobrze, więc pewnie porusza się we wnętrzu. Ale nic się nie dzieje. Nie spotyka nikogo.
6. Wspomina niekiedy swych studentów. Było ich wielu, ale pamięta tylko niektórych. Najbardziej najlepszych. Teraz sami są już profesorami. Czy pamiętają o nim? Stary profesor wie: nie on ich, lecz oni jego mają prawo uznać za „swego”.
7. Zamyślił się nad Ojcze nasz. Pierwsze prośby mają charakter metafizyczny: dotyczą całej rzeczywistości, nieba i ziemi. Dopiero od „chleba naszego” odnoszą się do nas. Wraz z tą najdziwniejszą: „jako i my odpuszczamy” – że coś najważniejszego, odpuszczenie win, zależy także od nas.
8. Stary profesor patrzy na brzozy. Przed chwilą jaskrawo rozbieliły swoje pnie, teraz otulają gałęzie seledynową mgłą. Wiosna. Ile ich jeszcze policzy?
9. Wysłuchał odczytu ks. Manfreda Deselaersa z Oświęcimia o genezie nazizmu. Więc na początku tylko miłość do ziemi, krajobrazu, krewnych Wystarczy? Jeśli tak, zamienią się w Boga. Z konieczności fałszywego.
10. Rozmyśla o miłości. Zna ją. Doświadczył, przeżył. Dobrą i złą, szczęśliwą i nieszczęśliwą. I zazdrość, piekącą w piersi, jak rozżarzone żelazo. A nienawiść? Stary profesor zasępił się. Musi sięgać bardzo daleko. Do dwóch nauczycielek z Deutsche Schule für polnische Kinder. Nienawidził ich. Teraz bardziej to wie, niż czuje. Wstydzi się. Nie ma w nim nienawiści.
11. Niepokoi go przypowieść o talentach. Ile ich otrzymał? I co z nimi zrobił? Nie pomnożył, choć mógł pomnożyć? Zmarnował? Ale może tylko mu się wydaje, że miał większą szansę? Że był taki zdolny? Lęka się, że z grzechu zaniechania wpadnie w grzech pychy.
12. Kocha piękno. Czasami myśli nawet, że to ono było racją stworzenia świata.
13. Rozmyśla nad złem. Wie, co mówią mędrcy: że zło to brak, znicestwienie dobra. Wymyślił przypowieść o uszkodzonej maszynie. Zepsuła się bardzo dobra maszyna. Co można teraz z nią zrobić? Roztrzaskać do końca i wyrzucić. To zemsta za to, że przestała służyć. Albo próbować naprawić: wymienić uszkodzone części – jak oko za oko, ząb za ząb. Tak w imię sprawiedliwości. Oddać, co się jej należy. Albo zostawić ją w spokoju (może się jeszcze przyda, choćby w muzeum techniki) i skonstruować nową, lepszą. To jest przezwyciężanie zła przez dobro. I to samo zrobić z sobą? Urodzić się na nowo?
14. Wie, że jest przeceniany. Przyjaciele, uczniowie, znajomi zbyt dobrze o nim myślą, mówią, a nawet piszą. Jak ich przekonać, że się mylą? Nie popaść w hipokryzję. Na szczęście jest jeszcze sporo obojętnych. I są wnikliwi krytycy.
15. Stary profesor czeka. Kiedyś spontanicznie zabierał się do pracy. Teraz czeka na właściwy moment, by ją rozpocząć: minuty, godziny, dni. Śmierć nie czeka.
16. Kilkakrotnie przeżył porażenie pięknem. Gdy zobaczył (w reprodukcji) Trójcę Świętą Rublowa. Gdy pierwszy raz usłyszał końcową partię Pasji wg św. Jana Bacha. Gdy słuchał Mszy Koronacyjnej Mozarta z Karajanem i Battle. Gdy stanął przed Lisowczykiem Rembrandta w Frick Collection…I Moulin de la Galette Renoira. W pamięci nie wszystko „idzie po kolei”.
17. Patrzy na stosy teczek piętrzących się dookoła biurka, dookoła stołu, na półkach, na podłodze. Przez lata gromadził w nich notatki, wypisy z książek, bruliony i korekty artykułów. Wyrzucić to wszystko? Bo co w nich naprawdę jest? Na pewno śmieci, makulatura.
18. „Niektórzy lubią poezję” – pisała Szymborska. Stary profesor do nich należy. Myślał nawet, by zrobić spis najbardziej ulubionych. Pierwszy rzut z pamięci: NORWID, Kochanowski (Pieśni, Fraszki, Treny), Sęp Szarzyński, Karpiński (Bóg się rodzi, Ty śpisz, Zygmuncie), Mickiewicz (prawie cały), Słowacki (też), Krasiński (Nie-Boska…, sporo liryków), Malczewski (cała Maria), Wyspiański (dużo), Asnyk (liryki tatrzańskie, W dwudziestopięcioletnią rocznicę powstania 1863 roku), Kasprowicz (Hymny, Rzadko na moich wargach), LEŚMIAN (cały), Tuwim (fragmenty Kwiatów polskich), M. Jastrun (Rzecz ludzka), Broniewski (wiersze rewolucyjno-patriotyczne, liryki palestyńskie, Anka), Gałczyński (Żona Wacia, niektóre Pieśni), Baczyński, Gajcy, Liebert. Szymborska (chyba cała), Miłosz (cały, ale zwłaszcza późny). Skwarnicki (wybór). Różewicz, dopiero teraz odkrywany…
19. Kocha muzykę. Ma wiele ulubionych utworów z różnych epok. Ale o tym, co się najbardziej kocha, pisać najtrudniej. Stary profesor słucha.
20. Rozmyśla nad Polską. Różne rzeczy przychodzą mu do głowy. Ale odkąd po raz pierwszy (w dzieciństwie, z ust Matki) usłyszał Psalm 137, nie potrafi myśleć o Polsce inaczej niż Psalmista o Jerozolimie: „Jeżeli zapomnę ciebie, Jeruzalem, niech wyschnie moja prawica. Niech przylgnie mój język do podniebienia, jeżeli nie będę pamiętał o tobie, jeżeli nie będę wynosił Jeruzalem nad wszelką radość moją” (tłum. Cz. Miłosz). Piękną muzykę do tego psalmu skomponował Feliks Nowowiejski.
21. Czuje, jak upływa z niego energia. Metafora wody jest tu najbardziej właściwa. Dotyczy zarówno ciała, jak i myśli. Bo to jest ta sama energia, tylko różnie rozłożona i rozmaicie wykorzystywana.
22. Stary profesor dwukrotnie stracił z rodzicami wszystko: pierwszy raz, gdy wyrzucili go z domu Niemcy, drugi raz, gdy w podobny sposób postąpiła Polska Ludowa. Nie czuje ani potrzeby odwetu, ani nienawiści. A rodzice już dawno są w niebie.
23. Stary profesor myśli o śmierci. Zna zaklęcia przeciw niej, od Epikura do Szymborskiej. Ale boi się tego nieuniknionego skoku w nicość, bez którego nie ma przejścia na drugą stronę.
24. Przygląda się studentkom przewijającym się pod drzwiami dziekanatu. Dziwi się, że ma tak pluralistyczny gust. Prawie w każdej dostrzega dotknięcie piękna.
25. Rozmyśla nad grzechem. I widzi, że gorsza od grzechu jest postawa przyzwolenia na grzech. Idzie do spowiedzi.
26. Stary profesor nie ma wielu przyjaciół. Lecz ci, których ma, są nimi naprawdę.
27. Nie lubi bilansów. W ciągu całego życia wydał zaledwie 10 książek. Koledzy – kilkanaście, ponad dwadzieścia, ponad sześćdziesiąt! Wszystkie dobre lub bardzo dobre. Stąd popularność, uznanie, sława. Z przerażeniem odkrywa w sobie tlący się knot zazdrości.
28. Stary profesor lubi spacery z psem. Jeszcze jedno doświadczenie ja–ty, szczególne doświadczenie bliskości.
29. Coraz bardziej skarży się na nogi. Nie tylko na ból. Gorsza jest niesprawność. Stary profesor za każdym razem zastanawia się i oblicza, jaki odcinek będzie w stanie przebyć. Niestety, nie chce się wydłużać.
30. Stary profesor marzy: zasnąć na 50 lat i obudzić się przy…?
31. Wie, że są trzy rzeczy szczególnie odrażające: zarozumiały młodzieniec, swarliwa kobieta, obleśny starzec.
32. Czyta: „Słuszne jest powiedzenie, że nasze nędze są tronem Bożego miłosierdzia, ale jeszcze więcej słuszności zawiera zdanie, że najpiękniejszą nazwą dla Boga i najpiękniejszym Jego atrybutem jest miłosierdzie. To powinno wlać w nasze serca wielką ufność” (Jan XXIII, Dziennik duszy, tłum. J. Ledóchowska).
33. Stary profesor miał w czasie studiów przyjaciela, który twierdził, że dwie są główne siły w człowieku: mistyka i chuć. Najdziwniejsze, że mogą one działać razem.
34. Usłyszał: „Czego jeszcze chcesz? Wszystko jest już za tobą. Co miałeś zrobić, zrobiłeś”. Trzeba się z tym zgodzić. A jednak chciałoby się za tym ostatnim zdaniem postawić znak zapytania.
35. Banał, ale bolesny: wszystko można odzyskać prócz czasu.
36. Stary profesor wracał do domu. Winda była nieczynna, więc wchodził po schodach. Czuł się dobrze. Ale na ostatnim stopniu się potknął. Upadł pod drzwiami swego mieszkania i nie potrafił sam się podnieść. Czy to był szyfr śmierci?
37. Uwielbia wiosnę i lato na wsi. Wpatrywać się w odmiany zieleni, śledzić zachodzące słońce, a nade wszystko wsłuchiwać się w śpiew ptaków. W śpiew skowronka dolatujący z najwyższego rejonu nieba. I w ciszę, której nie zagłusza, lecz uwydatnia.
38. Stary profesor wie, że rzeczywistość, w której żyjemy, jest wielowymiarowa, wielopłaszczyznowa, wieloczasowa, różnorodna jakościowo… Dotyczy to także rzeczywistości indywidualnego człowieka. Od ruchu tych wszystkich współczynników i ich konfiguracji zależy w decydującej mierze los człowieka: zdarzenia pozytywne i negatywne, szczęśliwe i nieszczęśliwe, urzeczywistnione i boleśnie niespełnione.
39. Pragnie ukonstytuować subdyscyplinę filozoficzną – aksjoontologię. Badanie ontycznych możliwości w aspekcie ich stosunku do wartości. Widać już podstawowe aksjomaty: są możliwości, które muszą zostać urzeczywistnione, są takie, które mogą lub powinny znaleźć realizację, są wreszcie takie, których urzeczywistniać nie wolno. Odkrycie podstaw tych aksjomatów to jedno z najważniejszych zadań aksjoontologii. Nie obejdzie się bez sojuszu z metafizyką i filozoficzną antropologią.
40. Uznaje tylko jeden absolutny pewnik: Solus Christus. Niepodważalny przedmiot jego wiary.
II
1. Stary profesor patrzy na swoje dłonie. Jeszcze są kształtne, choć skóra na nich jakaś cienka, jakby wysuszona. Palce sprawne, choć nie tak jak dawniej. Zawsze je podziwiał, ich zdolności i ich możliwości: że potrafią podnieść najlżejszy papierek i dźwignąć w swym uchwycie najcięższą walizkę. Że potrafią wydobywać najdelikatniejsze dźwięki z klawiatury fortepianu i zacisnąć się w pięść zdolną wbić gruby kołek w ziemię. Czule gładzić policzek dziewczyny i sprawić ból niekontrolowanym uściskiem…
2. Jedna z wad starego profesora to odkładanie „na później”. Niejednokrotnie prowadziło to do słusznych skarg, nieporozumień, przykrości. Teraz widzi coraz jaśniej: później już nie będzie…
3. Smutek niedokonania. Co zrobiłem – zrobiłem. I na tym koniec.
4. Nie pisze już rozpraw ani nawet dłuższych artykułów. Robi notatki jak te, które teraz czytasz, Przyjacielu. Prawie nikomu ich nie pokazuje.
5. Stary profesor nie wychodzi z domu. Z odrobiną pomocy może wyjechać na wózku inwalidzkim.
6. Notatki się mnożą, trzeba je jakoś porządkować, oznaczać. „Stary profesor” – literami „sp”. Wie, że niebawem zmienią się w „śp”.
(2014–2023)