Bądźmy szczerzy, literatura rzadko realnie wpływa na ludzkie losy, zmienia życiowe decyzje, sprawia, że zamiast dobrze znanej ścieżki „A” człowiek wybiera kręty szlak ścieżki „B”. Literatura może kształtować czytelników, uświadamiać i otwierać oczy, nieczęsto jednak ma tę samą moc odmiany czyjegoś losu co wygrana na loterii, wypadek samochodowy lub narodziny dziecka.
Z tym zastrzeżeniem, że nie dotyczy to literatury stworzonej przez Jamesa Baldwina.
„(…) wiedziałem, ilekroć wstępowałem za próg mojego pokoju w akademiku Beaven, że żadna część tego miejsca w Worcester w Massachusetts nie powstała z myślą o mnie. Czułem to, ale wówczas jeszcze nie miałem zbyt wielu słów, żeby o tym mówić. Dał mi je Baldwin” (tłum. Mikołaj Denderski) – pisze prozaik Edward P. Jones, czarny Amerykanin, we wprowadzeniu do esejów Zapiski syna tego kraju. „Pod wpływem lektury powieści Baldwina nie tylko doszedłem do pełnej samoakceptacji, ale też postanowiłem nigdy więcej się nie bać, gdyby komuś przyszło do głowy »zdemaskować« mnie jako geja” – to z kolei słowa Andrzeja Selerowicza, tłumacza Mojego Giovanniego. A to zaledwie dwa…