Ta perspektywa bliska jest popularnemu, amatorskiemu spojrzeniu na czasy przed 1914 rokiem: mnożą się albumy przedstawiające miasta na fin-de-sieclowych pocztówkach, gadżety reklamowe w rodzaju portretu Franciszka Józefa na wodzie mineralnej „Żywiec”, w muzeach i skansenach stare parowozy, automobile, telefony, na fotografiach panowie z wąsami, panie w długich sukniach, nie mówiąc już o całym pamiątkarskim przemyśle utrwalającym stereotyp szczęśliwego Wiednia, Budapesztu, Lwowa czy Krakowa sprzed kataklizmu. To wszystko buduje obraz epoki zasadniczo odmiennej od naszej – owej sentymentalnej „starej Warszawy” Bolesława Prusa, czy stabilnej wiktoriańskiej Anglii. Bertrand Russell, w swojej historii filozofii zachodniej, napisał, że kontynent około 1000 roku wszedł w okres ciągłego rozwoju, który miał trwać nieprzerwanie aż do roku 1914. Cały ten obraz, czy to u historyków czy u szerszej publiczności, jest obrazem świata zaginionego: obraz ten wzmocniony jest tradycją literacką najwyższej próby, dziełami…