Subskrybuj

O Leszku Kołakowskim, obiektywnie i subiektywnie

Ostatni raz widziałem Kołakowskiego dwa lata temu w Budapeszcie, tuż po wręczeniu mu doktoratu <em>honoris causa</em> na Central European University. Wymieniliśmy tylko kilka słów, ale powitał mnie jak zwykle serdecznie i z uśmiechem. Przypuszczam, że była to nagroda za to, co zrobiłem dla niego prawie 40 lat temu.

Leszek Kołakowski jawi mi się co najmniej w trzech odrębnych rolach, wybijając się w  trzech gałęziach sztuki czy raczej literatury – jako wybitny filozof, a także jako intrygujący pisarz i historyk kultury. Choć sam nie jestem filozofem, dzieliłem z nim pasję pisarską i naukową. Fascynacja jego dziełem zaczęła się jednak od jego esejów politycznych. Jak wiadomo, poglądy polityczne odcisnęły trwałe piętno na jego filozofii, co nie było znowu tak rzadkie w niespokojnym dwudziestym wieku.

Kołakowski jako eseista polityczny i rewizjonistyczny filozof zrobił na mnie wrażenie jeszcze w 1956 roku. To wtedy opublikował serię artykułów dla reformatorskiego tygodnika „Po prostu” i inne doniosłe eseje, które złożyły się na obszerną część anglojęzycznego tomu Marxism…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Nieobecność Kołakowskiego