Leszek Kołakowski jawi mi się co najmniej w trzech odrębnych rolach, wybijając się w trzech gałęziach sztuki czy raczej literatury – jako wybitny filozof, a także jako intrygujący pisarz i historyk kultury. Choć sam nie jestem filozofem, dzieliłem z nim pasję pisarską i naukową. Fascynacja jego dziełem zaczęła się jednak od jego esejów politycznych. Jak wiadomo, poglądy polityczne odcisnęły trwałe piętno na jego filozofii, co nie było znowu tak rzadkie w niespokojnym dwudziestym wieku.
Kołakowski jako eseista polityczny i rewizjonistyczny filozof zrobił na mnie wrażenie jeszcze w 1956 roku. To wtedy opublikował serię artykułów dla reformatorskiego tygodnika „Po prostu” i inne doniosłe eseje, które złożyły się na obszerną część anglojęzycznego tomu Marxism…