Mówił, że wieczne pióro jest jak dolar – przetrwa wszystko. Do jego maleńkiego zakładu przy ul. Szpitalnej napływały koperty z całej Polski. W środku znajdowały się parkery, pelikany, watermany. Kiedyś w samym Krakowie było aż siedem zakładów specjalizujących się w naprawie piór. Ale przyszły czasy, że jego nazwisko i adres zaczęły być pieczołowicie przechowywane przez miłośników kaligrafii. To była jedna z nielicznych pozycji na coraz krótszej liście miejsc, gdzie wciąż realizowano takie usługi. Pan Marian Grega doskonale wiedział, co zrobić ze skrzywioną stalówką, przepuszczającą atrament uszczelką, jak odrestaurować nadgryzioną zębem czasu obudowę. Zgłaszały się do niego dzieciaki ze zwykłymi plastikami z papierniczego i kolekcjonerzy z prawdziwymi perełkami. Do każdego pióra podchodził z takim samym pietyzmem. Jego stałymi klientami byli: Czesław Miłosz, Andrzej Wajda, Andrzej Sikorowski. Któregoś dnia na drzwiach pana Gregi pojawiła się tabliczka: „Lokal do wynajęcia”. „Czy to koniec?” – zastanawiali się jego klienci na internetowym forum miłośników wiecznych piór….
Dziennikarka i reporterka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym”, publikowała reportaże w „Dużym Formacie” i „Ale Historia”