Subskrybuj
□Rekonstrukcja osady w Nebieliwce założonej ok. 4000 lat p.n.e. Jej mieszkańcy tworzyli zaawansowaną gospodarkę i kulturę, unikając hierarchicznej struktury społecznej fot. Forensic Architects
□Rekonstrukcja osady w Nebieliwce założonej ok. 4000 lat p.n.e. Jej mieszkańcy tworzyli zaawansowaną gospodarkę i kulturę, unikając hierarchicznej struktury społecznej fot. Forensic Architects
Absolwentka Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na UW. Od 2014 r. redaktorka i autorka tekstów na tematy związane z kulturą, społeczeństwem i inkluzywnością. Współpracowała z „Res Publicą Nową”, „Wysokimi Obcasami Praca” i publikowała teksty w pismach...

Jedna historia

Archeologiczne śledztwa prowadzone przez Eyala Weizmana i Forensic Architecture można potraktować jak przewodnik po globalnych skutkach polityki kolonialnej i archiwum przemilczanej przemocy

To mógłby być materiał na sagę o Jamesie Bondzie na miarę XXI w. Pod kryptonimem „007”, zamiast kokieteryjnego mizogina, kryłaby się grupa interdyscyplinarnych altruistów pochodzących z różnych krajów i grup etnicznych, która z dążenia do prawdy zrobiła coś, co wymyka się prostym definicjom. Główna siedziba agencji mieści się w Londynie, lecz nie działają w służbie Jej Królewskiej Mości – nie pracują dla rządzących, tylko dla tych, którymi się rządzi. Ich śledztwa mają obnażać skutki nadużywania władzy, przedstawiać zbrodnie, które popełniono w mniej lub bardziej białych rękawiczkach. Do tej pory zrealizowali ponad 100 śledztw w kilkudziesięciu miejscach na świecie: od Argentyny po Stany Zjednoczone, od Namibii po Wielką Brytanię, Mjanmę i Indonezję. Ich oddziały znajdują się w 12 lokalizacjach, także w Ramallah, stolicy Autonomii Palestyńskiej. Efekty ich działań były wykorzystywane jako materiał dowodowy w sądach Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Grecji, Izraela i Kolumbii, a także prezentowane w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości w Hadze. Choć ich praca nie ma nic wspólnego z badaniem zjawisk paranormalnych, to ich misja przypomina mi stare hasło serialu Z Archiwum X: „The truth is out there” (Prawda jest tam), bo agencja badawcza Forensic Architecture zaczyna ustalanie faktów od miejsca, w którym zaszły.

Założycielem i dyrektorem agencji badawczej Forensic Architecture (FA) jest architekt Eyal Weizman, profesor kultury wizualno-przestrzennej w Goldsmiths College na Uniwersytecie Londyńskim. Na początku naszej wideorozmowy przedstawiam się i mówię, że jestem z Polski. W odpowiedzi Weizman wyciąga bordowy paszport z wytłoczonym orłem. Jego rodzice urodzili się w obozie dla dipisów na terenie okupowanych przez aliantów Niemiec, niedługo po zakończeniu II wojny światowej. Weizman jest wnukiem Ocalonych z Holokaustu, polskich Żydów spod Krakowa i z Osieka, ubogiego sztetlu w dzisiejszym Świętokrzyskiem. Jego mama wyemigrowała do Izraela, gdy miała 18 lat, i tam w 1970 r. urodził się Weizman. Odpowiadam, że to niezwykły temat, ale pewnie na inną rozmowę, skoro mamy niewiele czasu.

– To wszystko jedna i ta sama historia – odpowiada sentencjonalnie.

Weizman zaangażował się w walkę o prawa człowieka na początku XXI w., współpracując z palestyńską organizacją społeczną nad mapą nielegalnych żydowskich osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu. W 2007 r. opublikował książkę Hollow Land. Israel’s Architecture of Occupation, w której obnażał mechanizm kolonizacji poprzez transformację terytoriów.

– Bardzo wcześnie zrozumiałem, że siłą izraelskiej okupacji jest architektura. Tamten raport wskazywał, że izraelscy architekci są uwikłani w przemoc, a zbrodnie powstały przy deskach kreślarskich. Architektura to nie tylko projektowanie, lecz także rodzaj optyki, sposób rozumienia świata i polityki – wyjaśnia.

Żeby zrozumieć, w jaki sposób w działaniu FA architektura splata się z technologią, prawami człowieka, tworzeniem wspólnot i humanizmem, rozumianym – jak pisze Roma Sendyka –  jako „gest zgłębiania »kondycji ludzkiej«”, oraz co właściwie znaczy słowo niekiedy tłumaczone jako „forensyczny”, trzeba sięgnąć dalej: w przeszłość.

Hipoteza

Nebieliwka (Небелівка) to mała wieś w obwodzie kirowohradzkim w środkowej Ukrainie, między Bugiem a Dnieprem. Na jej terenie odkopano pozostałości osady założonej ok. 4000 lat p.n.e., swoim rozmiarem przewyższającej uważane za pierwsze miasto-państwo Uruk na terenie dzisiejszego Iraku. Mimo to znalezisko rzadko pojawia się w tekstach o początkach urbanizacji, a niektórzy archeolodzy nazywają tę i podobne osady w Taliance oraz Majdaniecku „przerośniętymi wioskami”. W Narodzinach wszystkiego. Nowej historii ludzkości David Graeber i David Wengrow, z którym FA zrealizowała projekt The Nebelivka Hypothesis, prezentowany na Biennale Architektury w Wenecji w 2023 r., tłumaczą, że przyczyna marginalizacji Nebieliwki jest polityczna. Nie natrafiono tam „na żadne dowody wskazujące na istnienie scentralizowanego rządu lub administracji ani na istnienie żadnej jakiejkolwiek klasy rządzącej”, więc osady te z perspektywy ewolucyjnej należały do społeczeństwa określanego jako „proste”, a nie „złożone” i nie zasługują na tytuły miast.

W Nebieliwce domy zamieszkiwane przez kilka tysięcy mieszkańców były zlokalizowane wokół pustego okręgu o, jak na razie, nieustalonej funkcji.

Jej mieszkańcy uprawiali ziemię, hodowali zwierzęta, zbierali dzikie rośliny, wznosili ogromne budynki, produkowali miniaturowe meble, domy oraz rozmaite naczynia użytku codziennego malowane w kolorowe wzory lub przedstawiające kobiece wizerunki. Nic nie wskazuje na to, żeby tworzyli hierarchiczną społeczność opartą na dominacji, a jednocześnie była to zaawansowana gospodarka i kultura. W porównaniu do starożytnych miast epoki jak wspomniane Uruk Niebieliwka zostawiała zaskakująco mały ślad ekologiczny. Według jednej z hipotez mogła być zamieszkiwana tylko przez część roku, a jej mieszkańcy nie uprawiali zboża. Próbki gleby pobrane w tamtej okolicy sugerują, że pozostawiane przez osadę odpady, takie jak glina, wiklina czy pozostałości ceramiki, sprzyjały powstawaniu czarnoziemu. Wykorzystując dane zgromadzone w toku badań archeologicznych, FA stworzyła algorytm symulujący rozwój i upadek osady w Nebieliwce. Na biennale zaprezentowano film nadający skomplikowanym danym przystępną formę. Wideo kończy się pytaniem: „Co by się stało, gdybyśmy poszli drogą, która rozpoczęła się nie w Uruk, lecz w Nebieliwce?”.

W Narodzinach wszystkiego Graeber i Wengrow opisują oświecenie jako odpowiedź na krytykę europejskiego stylu życia, wysuwaną przez rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej, określanych jako politycznie niedojrzałych. W retorycznej zabawie XVIII-wiecznych intelektualistów, takich jak Rousseau, narodziła się koncepcja historii, według której ludzie żyli niegdyś w stanie „dzikości”, ale z czasem udało im się rozwinąć cywilizację, której szczytową formą jest ta europejska, z dążeniem do dominacji, akumulacji ziemi, a wreszcie kapitalizmem. Zgodnie z tą linearną i hierarchiczną narracją mieszkańcy ziem podbijanych przez Europejczyków pozostawali w stanie „dzikości”, mogli zatem ulec cywilizowaniu rozumianemu jako rozwój. Taka teoria tłumaczyła różnice na korzyść kolonizatorów, uzasadniała podbój, a w długiej perspektywie doprowadziła do wrośnięcia hierarchicznego postrzegania kultur oraz ustrojów społeczno-politycznych w zachodnią humanistykę. Według Graebera i Wengrowa zakorzeniła się tak bardzo, że jej skutki są nadal widoczne w pracy antropologów, którzy ignorują nawet archeologiczne dowody kwestionujące linearny rozwój ludzkiej cywilizacji od zbieractwa, przez rolnictwo, do przemysłu.

Projekt The Nebelivka Hypothesis jest nietypowy dla FA, ponieważ opisuje pomijane odkrycie archeologiczne, a nie skutki pogwałcenia praw człowieka. Ideowo sięga jednak do samego rdzenia myślenia humanistycznego i spekuluje na temat alternatywnego sposobu postrzegania relacji społeczno-politycznych.

To wszystko jest jedną historią, bo większość ludzkich tragedii, które zazwyczaj bada zespół FA, to następstwa hierarchicznego systemu opartego na dominacji oraz przemocy, który niesie za sobą degradację ludzkiego życia, zbrodnie oraz katastrofę ekologiczną.

Jedni nazwą to spuścizną kolonializmu, inni kapitalizmu, lecz być może nie ma sensu rozdzielać tych pojęć, bo – jak pisał Przemysław Wielgosz w Grze w rasy – „nie da się myśleć o kapitalizmie bez uwzględnienia rasizmu”.

Skutki

Projekty FA można potraktować jak swoisty przewodnik po globalnych skutkach kolonialno-kapitalistycznej strategii przejmowania i drenażu terytoriów zamieszkanych przez ludzi postrzeganych jako gorszych, niezdolnych do samostanowienia. Działalność agencji Weizmana rozpoczęła się od jego doświadczeń w Palestynie. Pierwsze śledztwa dotyczyły izraelskiego muru na terenie palestyńskiej wioski wpisanej w 2014 r. na listę światowego dziedzictwa UNESCO oraz wystrzelenia przez izraelską armię kanistra z gazem łzawiącym, który zabił Palestyńczyka po drugiej stronie muru.

Tragedia, która rozgrywa się w Gazie od października 2023 r., to ideologiczny wehikuł czasu – myślenie, które sponsorowało imperialne podboje do I poł. XX w., rozlało się w teraźniejszość. Filozofka i antropolożka Monika Bobako w rozmowie z Jędrzejem Dudkiewiczem na łamach „Znaku” (grudzień 2023) podkreślała, że w aktualnej debacie o ludobójczej polityce Izraela dochodzi do zderzenia „dwóch paradygmatów interpretacyjnych europejskiej historii”. Dla pierwszego głównym punktem odniesienia są Holokaust i zgoda ONZ na utworzenie państwa żydowskiego na terenach Mandatu Palestyny, zarządzanego przez Wielką Brytanię, jako zadośćuczynienie i remedium na europejski antysemityzm. Izrael miał być, w myśl słów XIX-wiecznego syjonisty Theodora Herzla, utworzony na „ziemi bez ludzi dla ludu bez ziemi” (choć podział Mandatu na strefę izraelską i arabską, który władze Izraela pogwałciły w 1948 r., jasno wskazywał, że ziemia nie była bezludna).

Tutaj pojawia się drugi paradygmat, który w centrum stawia kolonializm i dąży do rozliczenia Zachodu z rasistowskiej polityki, skutkującej dominacją eurocentryzmu. Z tej perspektywy aktualna polityka rządu Izraela wobec Palestyńczyków jest kolonialna, bo odmawia prawa do samostanowienia i dehumanizuje. Tylko że nie jest ona izraelskim ani tym bardziej żydowskim wynalazkiem, lecz częścią całej europejskiej historii kolonialnych podbojów. Zagłada była punktem, w którym ta ideologia w tragiczny sposób obróciła się przeciwko Europejczykom, jednak narody obu Ameryk i Afryki doświadczyły polityki eksterminacji wcześniej. Nieprzypadkowo skargę przeciwko polityce Izraela wystosował rząd Republiki Południowej Afryki, kraju, który w drastyczny sposób doświadczył skutków europejskiego rasizmu.

W rozmowie Weizman tłumaczy mi, że jego propalestyński aktywizm wyrasta właśnie z rodzinnego doświadczenia ocalenia z Zagłady. Jego zdaniem tragedia Żydów nie musi być drogą do nacjonalizmu, przemocy czy brutalnej polityki ludobójstwa.

– Ci z nas, którzy wierzą w uniwersalne wartości, przekuwają tamte doświadczenia w empatię, solidarność i budowę uchodźczego sojuszu, szczególnie Żydów i Palestyńczyków. Idea diaspory to sposób na przekroczenie dzielącej nas przepaści – podkreśla, wskazując na wspólnotę doświadczeń związanych z odrzuceniem, dyskryminacją i walką o przetrwanie ponad etnicznymi i religijnymi partykularyzmami.

Namibia

W zespole FA pracują ludzie różnych narodowości, w tym Agata Nguyen Chuong polsko-wietnamskiego pochodzenia i Polka Natalia Śliwińska. Agata jest architektką po Uniwersytecie Bath oraz Royal College of Art w Londynie. W 2021 r. wzięła udział w rekrutacji do agencji. Rok później FA opublikowała pierwsze wyniki z kilku śledztw kierowanych przez Nguyen Chuong dotyczących niemieckiego ludobójstwa grup etnicznych Nama i Herero na terenie dzisiejszej Namibii. Szacuje się, że między rokiem 1904 a 1908 Niemcy dowodzeni przez gen. Lothara von Trothę zamordowali 65 tys. ludzi Herero oraz 10 tys. Nama. Uwięzionych w obozach koncentracyjnych, czy raczej obozach śmierci, głodzono oraz poddawano eksperymentom pseudomedycznym. To też jest jedna historia.

Celem śledztw FA było pozyskanie cyfrowych dowodów, które mogłyby wesprzeć lokalne dążenia do restytucji ziemi, reparacji, upamiętnienia i objęcia ochroną miejsc, w których doszło do ludobójstwa. Metoda działania polegała na kompilacji archiwalnych zdjęć z wirtualnymi rekonstrukcjami, wykorzystującymi geolokalizację oraz świadectwa historii mówionej. Zespół umieścił zajścia w konkretnych miejscach, w których nie zachowały się widoczne gołym okiem ślady ludobójstwa.

– Od zawsze interesowały mnie bieżące kwestie społeczno-polityczne. Potrzebowałam refleksji nad rolą artystów i naszą odpowiedzialnością. W FA zajmuję się głównie materiałami audiowizualnym. Moja praca obejmuje często montaż filmów. To nie tylko sposób konstruowania narracji, lecz także proces badawczy polegający np. na uważnej analizie zeznań świadka – wyjaśnia Natalia Śliwińska, która opracowywała niemieckie zbrodnie w Namibii, ludobójstwo Palestyńczyków i hipotezę Nebieliwki. – Najważniejsze jest oddanie czyjejś historii w rzetelny sposób. Umieszczenie jej w przestrzeni 3D powoduje wizualne przedstawienie wydarzeń w głębszym, bardziej rzeczywistym wymiarze – dodaje. Jej praca polega na analizie dowodów wideo, montażu i produkcji filmów określanych jako situated-testimonies opartych na zeznaniach świadków oraz historii mówionej.

– To praktyka interaktywnego przeprowadzania wywiadów, głównie przy użyciu modeli 3D. Zmarginalizowane społeczności często mierzą się z krzywdami z przeszłości. Ich głosy są jednym z obszarów, na których skupiamy się w naszej pracy w FA. Pokazujemy perspektywę tych osób poprzez: zeznania świadków, dowody z dokumentów, fotografie i materiały archiwalne. Następnie adaptujemy je w programach przestrzennych, odwzorowujących przebieg rzeczywistych wydarzeń. Poprzez takie działanie wpływamy na postrzeganie tych historii, często w sposób odmienny niż dotychczas, stwarzając dla nich miejsce w teraźniejszości – tłumaczy Śliwińska.

Kluczowym elementem misji FA jest współpraca ze społecznościami, które doświadczyły tragedii. Weizman podkreśla, że agencja nie inicjuje tego rodzaju projektów, lecz odpowiada na zaproszenie. Partnerami śledztw dotyczących niemieckiego ludobójstwa w Namibii  są stowarzyszenia tradycyjnych przywódców Nama i Herero oraz Ovaherero / Ovambanderu Genocide Foundation.

Aktualnie strategiczny projekt namibijskiego rządu stanowi inwestycja o wartości 10 mld dolarów, która ma pozwolić na produkcję wodoru uważanego za rodzaj paliwa, które może zastąpić wysokoemisyjne surowce kopalne. Jednym z głównych inwestorów jest niemiecka firma Enertrag, a strategicznym partnerem Unia Europejska. Jak podkreślała Ursula von der Leyen, była niemiecka kolonia ma szansę stać się największą platformą odnawialnej energii na kontynencie afrykańskim lub nawet na świecie. Częścią projektu ma być rozbudowa portu na Wyspie Rekinów, która zdewastuje pozostałości po niemieckim obozie.

– Według oficjalnej narracji to wielka szansa na rozwój gospodarczy Namibii. W praktyce wygląda to na zielony neokolonializm i przeniesienie kosztów europejskiej transformacji energetycznej wymagającej gigantycznych połaci ziemi na państwo w Afryce, bez oglądania się na społeczne koszty.

Z perspektywy Północy Namibia oferuje tereny, na których „nic nie ma”, bo tamtejsi ludzie byli nomadami. Obszar, na którym miałyby się znaleźć fabryki wodoru, historycznie należy do przedstawicieli grupy etnicznej Nama i w tym sensie projekt odzwierciedla tamten dawny niemiecki kolonializm. Namibijskie elity współpracują z UE i niemieckim firmami, postrzegając ten projekt jako mniejsze zło, ale Nama i Herero są w Namibii mniejszościami, więc lokalny rząd pomija ich interesy – wyjaśnia Nguyen Chuong. Tłumaczy, że namibijsko-niemieckie negocjacje doprowadziły do podpisania w 2021 r. listu intencyjnego o współpracy, któremu towarzyszyło uznanie prześladowań Nama i Herero za ludobójstwo, ale tylko nominalnie, bo niemiecki rząd nie jest zobowiązany do wypłacenia reparacji.

– Zamiast tego oferuje swoją pomoc finansową w rozwoju m.in. infrastruktury wodorowej, co dla Niemiec jest wygraną w procesie transformacji energetycznej. W mojej ocenie lokalnie skorzystają na tym tylko namibijskie elity, a nie ogół społeczeństwa, który poniesie ogromne koszty środowiskowe – dodaje Nguyen Chuong.

Przedstawiciele społeczności Nama i Herero postrzegają niemiecką ofertę pomocową, wynegocjowaną bez ich udziału raczej jako obraźliwy, niewystarczający gest niż właściwe zadośćuczynienie.

Czaszka

W rozmowie o materialnych śladach konfliktów i przemocy Agata Nguyen Chuong odsyła mnie do książki Mengele’s Skull (Czaszka Mengelego), którą Weizman napisał wspólnie z Thomasem Keenanem, profesorem komparatystyki i badaczem praw człowieka. Gdy zaglądam do tekstu, okazuje się, że historia metod śledczych, które rozwinęły się w dziedzinę zwaną forensyką, splata się z tą jedną historią, od której zaczęła się moja rozmowa z Weizmanem, natomiast jej ideowe korzenie sięgają antyku.

W 1960 r. izraelski Mosad schwytał Adolfa Eichmanna, ukrywającego się w Argentynie. Sprawę sądową, którą Hannah Arendt opisała w książce Eichmann w Jerozolimie, oparto przede wszystkim na relacjach Ocalonych. Z perspektywy wcześniejszych procesów norymberskich, w których korzystano głównie z zachowanych nazistowskich dokumentów, był to przełom, ponieważ ustne świadectwo zostało uznane za dowód w sprawie. W trakcie operacji pojmania Eichmanna z Buenos Aires uciekł inny zbrodniarz wojenny – sadystyczny pseudolekarz Joseph Mengele. Trafił do Paragwaju, a potem do Brazylii, gdzie przeżył w ukryciu kilkanaście lat. W 1979 r. pochowano go pod fałszywym nazwiskiem, jednak po kilku latach para Niemców, która pomagała zbiegowi, postanowiła poinformować rodzinę Mengelego o jego śmierci. Ekshumacja niezidentyfikowanych szczątków w 1985 r. okazała się kluczowa w sprawie, którą założono przeciwko ostatniemu żyjącemu – jak domniemywano – wysoko postawionemu nazistowskiemu zbrodniarzowi. Proces ustalania, czy szczątki rzeczywiście należały do Mengelego, okazał się podwaliną rozwoju interdyscyplinarnych śledztw związanych ze zbrodniami wojennymi i ludobójstwem. Jak piszą Keenan i Weizman, to wtedy obiekty materialne – najpierw ludzkie szczątki, a potem także ślady nieorganiczne – zaczęły występować na salach sądowych w roli świadków, a przewodnikami po zapisanym w nich znaczeniu stali się eksperci.

Keenan i Weizman wskazują na dwie istotne kategorie oceny w tego typu śledztwach – naukowe prawdopodobieństwo i estetyka, rozumiana po kantowsku jako osąd zmysłowy, sposób empirycznego poznania, który w przypadku omawianych śledztw w dużej mierze zależy od siły perswazji tworzonych obrazów: wizualnej reprezentacji tego, co udało się ustalić.

Te z kolei korzystają z dostępnych technologii. Czaszkę i szkielet, które ekshumowano w Brazylii, badała międzynarodowa grupa antropologów śledczych współpracujących ze specjalistami od grafologii i fotografii. Najbardziej przekonującym argumentem okazała się symulacja, w której na zdjęcia ekshumowanej czaszki nałożono archiwalne fotografie Mengelego. Zarówno zaawansowane techniki wirtualnej rzeczywistości, z których korzysta zespół FA, jak i dawne metody śledczych pracujących nad czaszką Mengelego mają wspólny cel – wytworzenie obrazów umożliwiających zmysłowy osąd, a w efekcie przekonanie debatującego forum. Tutaj objawia się właściwy sens słowa „forensyczny”.

Forensyczna prozopopeja

Keenan i Weizman łączą słowo „forensyczny”, wywodzące się od łacińskiego forum, z antycznym greckim sądem obradującym w specjalnej publicznej przestrzeni (gr. prutaneion), nad „nieznanymi sprawcami i nieożywionymi obiektami”. Forum tworzą twórcy prozopopei – ludzie zdolni mówić w imieniu niemych obiektów i orzekać o ich sprawczości. Autorzy książki piszą, że oznacza ono „praktykę tworzenia argumentów przed zgromadzeniem o charakterze profesjonalnym, politycznym czy prawnym”. Roma Sendyka w tekście o humanistyce forensycznej wrażliwości, odnosząc się do działalności FA, podkreśla, że „cała machina technologii zda się na nic, jeśli nie wystąpi ktoś, kto umie mówić, i dzięki forensycznej wrażliwości doprowadzi do aktu publicznej prawdomówności, w imię praw do życia”, oraz dodaje, że „[s]łowo forensis w łacinie oznaczało odnoszenie się do forum, przestrzeni wspólnego wytwarzania znaczeń”. Dla FA ta wspólność i publiczność są decydujące w kontekście prezentowania wyników śledztw, które bardzo często trafiają do galerii sztuki oraz muzeów.

– Ludzie myślą, że to jest sztuka danych, ale to nie są tylko wizualizacje, nadrzędny jest cel badawczy. Umieszczamy nasze projekty w muzeach i galeriach, bo to przestrzenie publiczne, w których przecinają się różni ludzie. Staramy się myśleć, że prezentacja na forum publicznym wpływa na zmianę prawną oraz polityczną. Projekt The Killing of Mark Duggan o policyjnej zmowie w sprawie zabójstwa popełnionego przez mundurowych zaprezentowaliśmy w samym sercu Londynu. Myślę, że pokazanie tego publicznie wzbudziło ogromne oburzenie, co zresztą opisywał „The Guardian” – mówi Nguyen Chuong.

Według Weizmana prezentacja projektów w przestrzeniach artystycznych pozwala zmieniać sztukę i łączyć ją z pracą na rzecz praw człowieka.

Działalność FA spotyka jednak sprzeciw.

– Jest dużo krytyki, zwłaszcza gdy nasze ustalenia uderzają w coś takiego jak „zielona energia”, która przecież jest lepsza niż ta kopalna. Podobnie było ze śledztwami dotyczącymi kryzysu migracyjnego. Nasze projekty często kwestionują dominujące sposoby myślenia o tym, kto jest dobry, a kto zły, lecz na tym polega podważanie powierzchownych ocen – mówi Nguyen Chuong.

Weizman tłumaczy, że agencja z założenia sprzeciwia się systemowej przemocy, a sprzeciw bywa brutalny.

– Pracujemy przeciwko wojsku, siłom specjalnym, a to instytucje społeczne, które mają największą władzę, więc w oczywisty sposób spotkamy się z krytyką. Powiedziałbym, że państwowe przestępstwa, od policyjnych morderstw aż po ludobójstwo, to zawsze dwa rodzaje przemocy: fizyczna oraz wymierzona w prawdę. W państwową przemoc jest wbudowane zaprzeczenie, że do jej aktów w ogóle dochodzi. Izrael zaprzecza ludobójstwu, którego dopuszcza się w Gazie. Nie chodzi tylko o kwestie retoryczne, ale także o zakaz wstępu dla dziennikarzy czy działaczy praw człowieka. Nasi przyjaciele należący do organizacji w Gazie, z którą blisko współpracujemy, zostali zamordowani w celowo zaplanowanych atakach powietrznych. Ludzie, którzy mówią prawdę, są narażeni na państwową przemoc: aresztowania, zakaz wstępu, a w najgorszych przypadkach uznanie za cel ataku.

W poszukiwaniu prawdy

Misja Forensic Architecture wypływa z potrzeby obrony praw człowieka, a także z kryzysu prawdy. To nienowe zjawisko, poniekąd wpisane w samą definicję prawdy, w obliczu dynamicznie zmieniającego się obiegu medialnego poddanego algorytmizacji, zyskuje nowe znaczenie.

– Prawda w epoce postprawdy to śliskie pojęcie. Staramy się demokratyzować proces dochodzenia do prawdy, bo instytucje władzy mogą jej nadużywać także na polu jej tworzenia. W naszej działalności chodzi o przechwycenie narzędzi oraz technologii zazwyczaj wykorzystywanych przez państwa, by oddać je tym, którzy są dyskryminowani. Bardzo często to nie obywatele, lecz ludzie u władzy decydują o tym, co jest prawdą, my zaś staramy się ten proces odwrócić – mówi Agata Nguyen Chuong.

Praca FA, łącząca charakter śledztwa sądowego z dziennikarskim i szukająca wizualnych metod reprezentacji danych, wydaje się zapowiedzią nowych metod wytwarzania, konsumowania oraz wykorzystywania informacji. Tak jak niezbyt umiemy sobie wyobrazić rzeczywistość społeczno-polityczną epok sprzed rozwoju piśmiennictwa, którą przybliżają Graeber i Wengrow, tak samo trudno nam sobie wyobrazić przyszłość, w której korzystamy z informacji inaczej niż obecnie, choć jej początki są już teraz wokół nas. Zespół agencji Weizmana przekracza na różne sposoby bariery wyobraźni, które wznieśliśmy, budując systemy społeczno-polityczne oparte na hierarchii i przemocy. Biorąc pod uwagę, jak bardzo współczesne społeczeństwa cierpią na kryzys wyobrażania sobie innych relacji społecznych i form politycznych, kwestionowanie zastanego porządku, począwszy od dominującej narracji o początkach cywilizacji, przez odsłanianie ludobójstwa i szukanie nadziei we tworzeniu nowego forum, samo w sobie wydaje się niezwykle kreatywnym przedsięwzięciem.

„Nasze życie intelektualne z pewnością jest źle urządzone (…). W oczach naszych krytyków dziura ozonowa nad nami, prawo moralne w nas czy autonomiczny tekst mogą być interesujące, ale tylko osobno. Gdy jednak próbujemy powiązać niebo, przemysł, teksty, duszę i prawo moralne, wydaje się to nieczyste, nie do pomyślenia, jakieś niestosowne” – pisał Bruno Latour w eseju Nigdy nie byliśmy nowocześni. Działalność FA na skrzyżowaniu licznych nauk i technologii, humanistyki oraz sztuki wydaje się praktycznym wdrożeniem postulatów francuskiego socjologa apelującego o powiązanie natury, kultury, nauki, technologii, polityki i tego, co społeczne, w jedną sieć. Zresztą opisując znaczenie forum, Keenan i Weizman we wspomnianej książce odnieśli się do Latourowskiej koncepcji Dingpolitik dotyczącej polityki rzeczy publicznych, czyli takich, jakie stają się istotną kwestią, właśnie dlatego, że są przedmiotem sporów.

Pytam Weizmana, które projekty FA uważa za zakończone sukcesem.

– Trudno mówić o sukcesach i osiągnięciach, kiedy twoja praca dotyczy ludobójstwa i pogwałcania praw człowieka, a ty widziałeś wszystkie najgorsze rzeczy, do jakich zdolna jest ludzkość. Jeśli w ogóle jest jakaś pociecha, to polega na budowaniu społeczności – odpowiada.

O psychologicznych skutkach pracy z ludzkimi tragediami rozmawiam także ze Śliwińską.

– Praca przy montażu filmów opartych na zeznaniach często wymaga styczności z treściami i obrazami, które ciężko zapomnieć. Ten psychiczny wymiar jest najtrudniejszy – mówi. Śliwińska pracowała nad projektem dotyczącym zeznań świadków pożaru w londyńskim bloku mieszkalnym Grenfell Tower z 2017 r. Jak donosił „The Guardian”, wśród 72 ofiar tylko siedem miało biały kolor skóry, a jedynie kilka nie wykonywało pracy fizycznej. Ludzie, którzy spłonęli w Grenfell Tower, reprezentowali aż 19 narodowości, ponad 30 ofiar pochodziło z krajów Afryki i Bliskiego Wschodu. Tragedii pewnie można byłoby uniknąć, gdyby budynek został pokryty ognioodporną okładziną. Tak się jednak nie stało, a zaoszczędzone pieniądze władze dzielnicy zarządzające budynkiem przeznaczyły na zwiększenie swojej przewagi w wyborach. Po pożarze wiele ofiar nie otrzymało na czas odpowiedniej opieki, ludzie spali na korytarzach. „The Guardian” pisał, że pożar Grenfell Tower to symbol głębokich nierówności w Wielkiej Brytanii. W kontekście tego zdarzenia Śliwińska opowiada mi jednak historię, która odsłania istotę budowania społeczności, o jakiej wspominał Weizman.

– Mimo ogromnej tragedii, jaką był pożar, dużo satysfakcji sprawiła mi chwila, gdy jeden ze świadków po raz pierwszy od pożaru zobaczył swoje dawne, doszczętnie spalone mieszkanie. Nasza rekonstrukcja pozwoliła mu ponownie znaleźć się w tej przestrzeni, a w czasie konsultacji dodawał do wizualizacji osobiste przedmioty: meble czy obrazy. Gdy skończyliśmy pracę, poprosił nas o kopię tego pliku na pamiątkę – mówi Polka. Prawda jest tam. W miejscu, które – choć już nie istnieje – dzięki współczesnej technologii i starożytnej prozopopei staje się świadkiem tego, co było.

Artykuł pojawił się w numerze: Stwórz szałas na hałas