Subskrybuj
fot. Krzysztof Wójcik / FORUM
Redaktor miesięcznika "Znak", absolwent MISH UJ. Dr filozofii na podstawie pracy obronionej na Wydziale Filozoficznym UJ pt. "Bóg umarł. Dzieje i analiza pewnego filozoficznego wyroku śmierci"

Nic nie ginie, wszystko jest niezniszczalne

Wszystko, co Kołakowski przeżył w czasie wojny, skłaniało go, żeby szukać w Piśmie Świętym argumentów przeciwko mądrości i sprawiedliwości Boga. Skoro Bóg nas sądzi i rozlicza, to my możemy sądzić i rozliczać Boga. Z czasem Kołakowski zaczął jednak pojmować, że o Bogu – tak jak o śmierci – wiemy znacznie mniej, niż nam się wydaje.

Obawiał się Pan pierwszego spotkania z Leszkiem Kołakowskim?

Oczywiście. Kontakt z człowiekiem wybitnym – a takim był w mojej opinii Leszek Kołakowski – zawsze jest trochę stresujący.

Bardziej jednak obawiałem się pierwszej rozmowy telefonicznej niż kontaktu osobistego.

Kiedy to było?

To był bodajże rok 1987 albo 1988. Przygotowywałem dla emigracyjnej oficyny Puls wydanie Pochwały niekonsekwencji – trzech tomów pism rozproszonych Kołakowskiego sprzed 1968 r. Lata 80. to ponura dekada agonii komunizmu na ziemiach polskich, kiedy wszystko stanowiło problem. Niełatwo było zadzwonić do Oksfordu. Po pierwsze, z racji podsłuchów, a po drugie, z powodu kosztów zagranicznej rozmowy telefonicznej, na którą nie bardzo mogłem sobie pozwolić. W końcu zadzwoniłem z Polskiego Związku Wędkarskiego, gdzie pracował mój kolega. I rozmowa jakoś się udała.

A kiedy spotkał się Pan z Kołakowskim osobiście?Niedługo później widzieliśmy się w Londynie. I ten pierwszy kontakt osobisty był dobry, a nawet bardzo dobry. Kołakowski, w przeciwieństwie do wielu wybitnych osób, nie miał w sobie chłodnej uprzejmości. Bardzo szybko skracał dystans. Pamiętam, że po pewnym czasie zaproponował mówienie sobie na „ty”, co mi jednak przychodziło z trudem. Potem już nie obawiałem się tych spotkań, odczuwając dużą…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mikrowyprawy – przygoda jest wszędzie