Będziemy rozmawiać o humorze. Nie mogę zatem nie zapytać, co Pana bawi?
Jestem dosyć niewybredny, jeśli chodzi o humor. Bawią mnie żarty slapstickowe, ale bardzo lubię też zabawne wierszyki i limeryki, a także tzw. suchary, czyli dowcipy językowe, w których mamy do czynienia z wieloznacznością lub podobnym brzmieniem różnych pojęć. O, np. taki: „Jakie warzywo sprzedaje się najlepiej na targu? Bestseler”.
Zresztą nie da się ukryć, że humor w dużym stopniu w ogóle bazuje na zjawisku powiązania pojęć w naszym umyśle w swego rodzaju sieć. Słowo „banan” może wiązać się ze słowem „jabłko” poprzez kategorię „owoc”. Ale ponieważ „bananem” nazywamy też wyraz twarzy, może znajdować się w naszej głowie całkiem blisko „podkowy”, bo tak mówimy z kolei o smutnej minie. A stąd już tylko krok choćby do „konia” czy „kowala”. Temat tego, w jaki sposób łączą się one w naszej głowie, interesuje przede wszystkim kognitywistów.
Teoriom kognitywnym humoru zarzuca się brak uwzględniania czynnika ludzkiego – jak zatem badać humor, żeby oddać jego istotę w pełni?
Znalezienie kompleksowej metody badania humoru, która w pełni odda jego istotę, jest po prostu niemożliwe. Choćby ze względu na to, jak wiele różnych funkcji pełni humor w naszym życiu. Jeśli podejdziemy do humoru wyłącznie z punktu widzenia kognitywnej koncepcji sieci semantycznych, to rzeczywiście możemy sobie wyobrazić sytuację, że ktoś śmieje się z sucharów w zaciszu domowego ogniska, a inni ludzie nie są mu potrzebni do tego, aby czerpać przyjemność z tego rodzaju dowcipów. Jeśli jednak zwrócimy uwagę na to, jak często humor pełni funkcję narzędzia w naszych kontaktach z innymi ludźmi, to okazuje się, że do zbadania humoru potrzebne są koncepcje związane z psychologią społeczną czy psychologią ewolucyjną.
W swojej książce Od ucha do ucha. Homo sapiens się śmieje przywołuje Pan m.in. teorie trzech psychologów – Williama Jamesa, Zygmunta Freuda i Hansa Jürgena Eysencka. Co oni mówili na temat zjawiska humoru?
W przypadku Jamesa nie mamy do czynienia stricte z koncepcją humoru, lecz raczej z inspiracją jego podejściem do odczytywania naszych osobistych wrażeń czy też reakcji. Istotne jest tu założenie, że nasze subiektywne wrażenia mogą wynikać z czegoś w rodzaju zwrotnego odczytywania stanów fizjologicznych naszego organizmu. Możemy zatem pewne bodźce odczytywać jako zabawne wtedy, kiedy sygnały płynące z naszego ciała, takie jak np. określone ułożenie ust, przepływ oddechu, reakcje mięśniowe, podpowiadają nam, że uczestniczymy w sytuacji, która jest śmieszna. To dość nieoczywiste i być może zaskakujące podejście – zwykle bowiem zakładamy, że najpierw mamy do czynienia z interpretacją sytuacji jako zabawnej, a dopiero potem z określonym reagowaniem.
###banner###
Koncepcja Freuda jest już zaś bezpośrednio związana z humorem – on sam zresztą napisał książkę Dowcip i jego stosunek do nieświadomości. Freud chyba sam był niezłym żartownisiem – jego teksty są niekiedy bardzo dowcipne. Jednym z aspektów jego teorii było założenie, że humor towarzyszy nam wtedy, gdy chcemy uniknąć jakiejś przykrości. Kiedy przeczuwamy, że zdarzy się coś, co może być dla nas nieprzyjemne, staramy się posłużyć żartem po to, by obniżyć poziom przykrości związanej z tą sytuacją.
Innymi słowy – chodzi o poczucie humoru jako swego rodzaju mechanizm ochronny. By to zobrazować, Freud posługuje się przykładem człowieka skazanego na śmierć przez ścięcie głowy, który prosi, by na egzekucję mógł udać się z chusteczką pod szyją, żeby się nie przeziębić.
Eysencka zaś można postrzegać jako prekursora rozumienia poczucia humoru jako cechy, a zatem czegoś w rodzaju stałej charakterystyki danego człowieka. Jednocześnie jego badania poruszały temat stereotypów – zastanawiał się on bowiem, dlaczego pewne nacje uważamy za obdarzone większym poczuciem humoru niż inne. W jego badaniach pojawił się np. wątek zgadywania, z jakiego kraju pochodzą dane dowcipy, w zależności od poziomu ich zabawności. Badani Anglicy i Kanadyjczycy częściej uważali, że te mniej śmieszne dowcipy zapewne pochodzą z Niemiec.
A może poczucie humoru faktycznie jest w jakimś zakresie cechą narodową?
Powiedziałbym, że nie. Humor jest zjawiskiem, które można zidentyfikować pod każdą szerokością geograficzną. Zresztą w ostatnim czasie przyglądałem się fenomenowi humoru pandemicznego i tutaj też można zauważyć, że na całym świecie powstawały dowcipy i memy na temat pandemii COVID-19. Co ciekawe – były one do siebie dość podobne, bez względu na ich pochodzenie. Za powód można uznać to, że w różnych krajach stosowano te same środki zaradcze, takie jak noszenie maseczek, zachowywanie dystansu społecznego czy domowa izolacja. Dowcipy na ich temat są dla nas zwykle zrozumiałe, nawet jeśli powstawały na drugim krańcu globu, bo kontekst, w jakim powstawały, był bardzo podobny do znanego z własnego podwórka. Oczywiście humor ma też swoje warianty lokalne. Być może nasze stereotypowe podejście mówiące o tym, że istnieją narody obdarzone większym bądź mniejszym poczuciem humoru, bierze się właśnie ze słabego zrozumienia kontekstu, w jakim powstają typowe dla nich dowcipy. W Izraelu w pandemii pojawiło się np. mnóstwo dowcipów dotyczących rodzicielstwa, związanych z codziennym życiem w zamknięciu z dziećmi. Częściowo jesteśmy w stanie ten humor zrozumieć, choć wiele żartów dotyczy rodzin wielodzietnych, które w Izraelu są częstszym zjawiskiem niż w Polsce. U nas z kolei podczas pandemii pojawiały się serie memów, które ściśle odnosiły doświadczenie pandemiczne do przeżyć z epoki PRL. Kadry z filmów Miś, Rozmowy kontrolowane, Poszukiwany, poszukiwana nagle stawały się sposobem komentowania dzisiejszych czasów. Zarówno filmy Barei, jak i te dowcipy pozostają raczej niezrozumiałe dla osób spoza polskiego kontekstu kulturowego. I to ten aspekt jest nazywany w uproszczeniu narodowym typem humoru.
Zna Pan może Facebookowe konto „Make Life Harder”?
Słyszałem o nim.
To swoisty fenomen, bo z jednej strony pojawia się na nim przegląd memów, ale z drugiej – wiele osób traktuje umieszczane tam, opatrzone zabawnym komentarzem informacje ze świata jako swego rodzaju codzienną prasówkę. Jak to się dzieje, że w tym samym momencie kilka milionów osób śmieje się z tego samego żartu?
Tutaj pojawiają się co najmniej dwa konteksty interpretacyjne. Pierwszy z nich odwołuje się do koncepcji Freuda, który mówił, że ludzie dążą do przyjemności, która jest związana z jak najmniejszym wysiłkiem. Siła dowcipu polega na tym, że daje nam on przyjemność w bardzo skondensowanej formie, czasem ograniczającej się do zaledwie kilku słów. Informacja wykorzystująca tę typową dla żartu skrótową formę może się po prostu nam podobać. Nie bez przyczyny powstało pojęcie infotainment, które dobrze opisuje to zjawisko.
Drugi aspekt to poczucie współuczestniczenia w czymś masowym, nadawania na tej samej fali co większość ludzi. Humor to przecież m.in. narzędzie sprawdzania, kto jest do nas podobny.
Czy śmiech to cecha wyróżniająca Homo sapiens?
To, co my, ludzie, zwykle rozumiemy jako śmiech, jest wyjątkowe dla człowieka. Natomiast zachowania do śmiechu podobne, być może nawet pełniące podobną funkcję można zauważyć też u innych gatunków.
Reakcje szympansów podczas zabawy nieco przypominają ludzki śmiech, aczkolwiek ludzie śmieją się w taki sposób, że wdychają powietrze, a wydech następuje wraz z wokalizacją sylab „ha”, „hi” itd. U szympansów zaś śmiech polega na systematycznych wdechach i wydechach powtarzających tę samą sylabę lub dźwięk. Nie da się natomiast ukryć, że zarówno u ludzi, jak i blisko spokrewnionych z nami szympansów śmiech występuje w podobnych momentach, np. w czasie zabawy.
Trzeba przy tym pamiętać, że dla zwierząt zabawa to nie tylko sposób na przyjemne spędzanie czasu, ale również pewnego rodzaju szkolenie, np. umiejętności bojowych. Te same czynności, które wykonujemy podczas walki, czyli m.in. gonienie, chwyty tych czy innych części ciała, bez tego śmiechu mogą budzić niepokój uczestników. Jednak kiedy pojawia się śmiech, zmienia się kontekst.
Zarówno u ludzi, jak i u szympansów jest on postrzegany jako sygnał, że choć cała sytuacja jest ćwiczeniem umiejętności bojowych, nie jest to nic groźnego, nie jesteśmy wrogami, możemy kontynuować.
W swojej książce zwraca Pan uwagę na badania mówiące, że osoby, u których rozbudzono pozytywny nastrój, szybciej porzucają nierozwiązywalne zadania. Ten brak zawziętości, według psychologii ewolucyjnej, przyczynia się do tego, że osoby śmiejące się przejawiają mniejszą skłonność do agresji, ale na gruncie codzienności może to utrudniać systematyczność.
Cóż, humor przenosi nas w świat zabawy i pozytywnych emocji. W życiu bycie skutecznym oraz osiąganie sukcesów wymagają niekiedy wysiłku, który nie zawsze jest przyjemny. Na myśl o kimś, kto szuka kolejnych okazji do śmiania się i zaniedbuje przy tym swoje obowiązki, staje nam przed oczami np. pracownik czy student, który przeskakuje od jednego do drugiego memu internetowego, odkładając robotę na później. Tak, humor może pomagać w nadmiernym uciekaniu od codziennych zajęć, ale to już raczej pole pracy psychologów i terapeutów zajmujących się uzależnieniami behawioralnymi. Z innej perspektywy, humorystyczna interpretacja obowiązków czy rutynowych działań może poprawiać samopoczucie przy ich wykonywaniu.
Humor może mieć też zbawienną, ocalającą siłę, bo osoby, które się nim posługują, szybciej przystosowują się do trudnych doświadczeń granicznych?
Powiedziałbym, że tak. Humor pojawia się tam, gdzie udaje nam się poszerzyć perspektywę i dostrzec, że rzeczy nie są czarno-białe, a na dane zjawisko można spojrzeć różnorako. Humor idzie ramię w ramię z wieloznacznością i zaprasza człowieka do wieloaspektowego spojrzenia np. na życiowe zmiany czy dramaty. Tutaj znowu wracamy do koncepcji Freuda, który twierdził, że humor może przyczyniać się do obniżania poczucia przykrości.
W jaki sposób zatem łagodzić przykre doświadczenia i rozwijać dystans do siebie i do świata?
Na pewno pomóc może dostrzeganie szczegółów, na które nie zwrócilibyśmy uwagi, ze względu na nasz rutynowy sposób odbioru rzeczywistości. Ostatnio natrafiłem w sklepie na karton z napojem, opisanym jako „bezpośredni sok jabłkowy”. Zapewne chodziło o to, że jest to naturalnie tłoczony sok. Ale slogan reklamowy: „Inne soki owijają w bawełnę – nasz zawsze mówi wprost”, nasuwa się sam. Warto rozwijać w sobie doświadczenie refleksyjności i poszukiwać zabawnych sytuacji oraz dwuznaczności językowych w codziennym życiu. Chociaż uważam, że ludzie i tak sobie z tym nieźle radzą – wystarczy spojrzeć na internetową memosferę, gdzie aż roi się od podobnych dowcipów.
Czy da się dostrzec międzypłciowe różnice w posługiwaniu się humorem?
Wyniki badań polegających na ocenianiu śmieszności żartów obrazkowych wskazują, że ludzie uważają mężczyzn za zabawniejszych niż kobiety.
Nawet jeśli nie znamy twórcy dowcipu, to mamy tendencję do przypisywania autorstwa tych zabawniejszych właśnie facetom. W metaanalizie opublikowanej w ubiegłym roku na łamach „Journal of Research in Personality” faktycznie pojawiły się wyniki wskazujące, że mężczyźni lepiej niż kobiety radzą sobie z tworzeniem zabawnych treści, zwłaszcza tych związanych z wykorzystywaniem umiejętności językowych. Jednakże to nie oznacza, że kobiety nie potrafią posługiwać się dowcipem. Koncepcja Geoffreya Millera zakłada, że humor jest pośrednim sposobem prezentowania swoich kompetencji intelektualnych i to mężczyźni częściej starają się zaimponować w ten sposób kobietom niż odwrotnie. Mężczyźni są więc zdecydowanie bardziej zmotywowani do popisywania się swoim poczuciem humoru. Jednak odbiorca dowcipu musi na niego w jakiś sposób reagować, a zatem posiadać narzędzia do odbioru i oceny treści humorystycznych. Obie płcie mają rozwiniętą sferę poczucia humoru, jednak używają jej w nieco inny sposób.
W książce pisze Pan, że kobiety zajmujące się stand-upem są z gruntu w gorszej sytuacji niż mężczyźni. Dlaczego?
Jeśli rzeczywiście istnieje pewien społeczny stereotyp, który mówi, że kobiety są mniej zabawne niż mężczyźni, to żartująca kobieta musi się zdecydowanie bardziej postarać, żeby przełamać taki schemat u odbiorcy. Poza tym musi zapewne zmierzyć się jeszcze ze stereotypem kobiety jako istoty empatycznej. Koncepcja sformułowana przez Henri Bergsona mówi bowiem, że humor pojawia się w tych sytuacjach, w których dochodzi do obniżenia empatii – śmiejemy się z potknięć, pomyłek, przejęzyczeń, czy po prostu cudzych nieszczęść. W perspektywie teorii i badań Simona Barona-Cohena to kobiety statystycznie są bardziej empatyczne niż mężczyźni i mają wyższe wskaźniki współodczuwania. Jeśli nałożymy na siebie humor i empatię, to po raz kolejny kobieta musi stanąć naprzeciw swojemu społecznemu wizerunkowi, co może wzbudzać pewien dysonans u odbiorcy. To wszystko jednak tak naprawdę więcej mówi o społeczeństwie i odbiorcach dowcipu niż o samych kobietach. Sam bardzo cenię polskie stand-uperki Magdę Kubicką i Wiolę Walaszczyk, bo są według mnie bardzo dobre w tym, co robią.
Jakie wnioski na temat człowieka można wyciągnąć na podstawie jego poczucia humoru?
To podchwytliwe pytanie, bo humor to zbyt wybiórcze i uproszczone narzędzie, by wyłącznie za jego pomocą stawiać diagnozy psychologiczne. Nie da się natomiast ukryć, że my jako ludzie na co dzień to właśnie robimy – korzystamy z sygnałów płynących od innych po to, by dokonywać mniej lub bardziej trafionych ocen na temat tego, czy możemy komuś zaufać, czy byłby dobrym sojusznikiem, na ile pewni ludzie są groźni i należałoby na nich uważać. Jedna z teorii humoru, mianowicie teoria szyfrowania, ujmuje humor jako coś w rodzaju społecznego radaru.
Zabawnych lubimy bardziej?
Jeśli spojrzymy na ogłoszenia matrymonialne, to tam poczucie humoru jako jedna z cech, których oczekiwalibyśmy od swoich potencjalnych partnerów, pojawia się bardzo często.
Owszem, lubimy przebywać w towarzystwie osób zabawnych, ale tak naprawdę dla każdego z nas może to oznaczać coś innego.
Jedni lubią ludzi, którzy śmieją się z ich dowcipów. Ktoś inny zaś powie, że przepada za ludźmi zabawnymi, mając na myśli tych, którzy potrafią go rozśmieszyć. Ponadto trzeba pamiętać, że humor sygnalizuje nam, kto myśli podobnie jak my. Może się zatem okazać, że lubimy nie tyle ludzi zabawnych, ile po prostu podobnych do nas, spoglądających na rzeczywistość w sposób tożsamy z naszym.
Humor i reagowanie na niego mają również związek z pozycją w hierarchii społecznej. Okazuje się, że mężczyźni stojący w niej wyżej nie są tak chętni do okazywania własnej wesołości jak mężczyźni znajdujący się w tej hierarchii niżej. Gdybyśmy zatem zapytali prezesa dużej firmy, czy lubi ludzi zabawnych, mogłoby się okazać, że owszem, ale tylko tych, którzy śmieją się z jego żartów. W sytuacji tej humor byłby wskaźnikiem akceptowania swojej pozycji w strukturze.
Cóż, śmiech to bardzo wyrafinowana i zaawansowana gra społeczna, a psychologia pomaga nieco rozpoznać reguły tej gry.
W podsumowaniu swojej książki pisze Pan, że humor jest ważny, ale przyjemność daje również kontakt z przekazami, które nie wywołują uśmiechu od ucha do ucha. Ja jednak zastanawiam się, kim byśmy byli, gdyby nie poczucie humoru.
Humor nie jest wynalazkiem ostatniego dziesięciolecia. Jest on istotną częścią doświadczenia tego, czym jest człowieczeństwo. Nawet w tekstach sprzed kilku tysięcy lat możemy znaleźć przekazy, które wydają się zabawne czy dowcipne, choćby te dotyczące Sokratesa – przypuszczalnie człowieka o dużym poczuciu humoru. Możemy próbować wyobrazić sobie jakiś inny gatunek człowieka, który nie posługuje się humorem ani żartami. Jego przedstawiciele zapewne wydawaliby nam się trudni do zrozumienia. Człowiek jako istota, która nie posługuje się poczuciem humoru, byłby kimś zupełnie innym od nas. Tak naprawdę pewnie trudno byłoby się nam z nim w ogóle dogadać. Zresztą sami zastanówmy się, jak trudno byłoby nam samym opisywać rzeczywistość bez odniesień do Przyjaciół, Misia czy skeczów Monty Pythona.
—
Łukasz Jach
Psycholog i socjolog, adiunkt w Instytucie Psychologii UŚ. Autor prac z zakresu psychologii ewolucyjnej, psychologii nauki oraz psychologii jakości życia. Ostatnio ukazała się jego książka pt. Od ucha do ucha. Homo sapiens się śmieje. W wolnych chwilach lubi grać w Magic: The Gathering