Subskrybuj
fot. Roberto Machado Noa / LightRocket / Getty
Psycholożka, w trakcie szkolenia psychoterapeutycznego. Obroniła doktorat z neuronauki poznawczej. Obecnie pracuje w Zakładzie Neurokognitywistyki i Neuroergonomii na UJ oraz prowadzi zajęcia dydaktyczne na SWPS.

Nasza współczesna neuroobsesja

Obraz ludzkiego mózgu i przedrostek „neuro” mają dziś zniewalającą niemal siłę. Gdy towarzyszą jakiemuś tekstowi, myśl jego autora od razu traktujemy jako bardziej przekonującą.

Zjawisko naszego zaufania do „wszystkiego, co neuro”, świetnie ilustrują wyniki dwóch eksperymentów. Diego Fernandez-Duque i współpracownicy w swoich badaniach z 2014 r. przedstawili grupie kilkuset studentów krótkie opisy zjawisk psychologicznych. Każdemu opisowi towarzyszyły – całkowicie zbędne do zrozumienia tekstu – profesjonalne terminy związane odpowiednio z neuronauką (np. „kora przedczołowa”), naukami społecznymi, a w końcu ścisłymi, takimi jak fizyka. Jak się okazało, odegrały one kluczową rolę. To właśnie wyjaśnienia zawierające w sobie zwroty „neuro” były konsekwentnie oceniane jako najbardziej przekonujące, nawet jeśli te „dodatkowe informacje” nie dostarczały tak naprawdę żadnej treści. Autorzy doszli do wniosku, że dla uczestników eksperymentu neuronauka jest najbardziej przekonującym wyjaśnieniem zjawisk psychologicznych, niezależnie od tego, czy tak było w danym przypadku, czy nie.

Jeszcze bardziej dobitny jest przykład kolejnych badań – Davida MacCabe’a i Alana Castela z 2008 r. Wykazały one, że już samo zobaczenie obrazka ludzkiego mózgu potrafi zmienić nasz odbiór wiadomości. Badacze poprosili kilkaset osób…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Neuronauka i neurobzdury