W debacie publicznej często próbuje się zrozumieć stan współczesnego świata, przywołując historyczne analogie: do roku 1914 i końca belle époque, lat 30. ubiegłego wieku, zimnej wojny. Pan też, patrząc na współczesny świat jako historyk, widzi takie analogie? Czy ich przykładanie do dzisiejszej rzeczywistości jest w ogóle pomocne?
Uważam, że tak i że rolą historyków jest zwracanie na nie uwagi. Bo istotne jest to, czy podejmując decyzję, dysponujemy doświadczeniem pozwalającym uniknąć błędów z przeszłości. A społeczeństwa nie zawsze pamiętają o własnej przeszłości. Czasem po prostu zapominają, innym razem celowo kultywują fałszywą pamięć albo przyjmują interpretację minionych działań, która wypacza ich prawdziwe znaczenie, każde pokolenie ma poza tym swoje własne doświadczenia formujące ich spojrzenie na świat.
Jaką historyczną analogię przyłożyłby więc Pan do współczesnych czasów?
Nasza obecna sytuacja pod wieloma względami przypomina lata 30. XX w. To była dekada ukształtowana przez Wielki Kryzys, my ciągle mierzymy się z długodystansowymi skutkami załamania gospodarczego z 2008 r., największego od 1929 r.
Kryzys sprzed 18 lat był krótszy niż ten z lat 30., bo rządy nauczyły się, jak lepiej radzić sobie w takich sytuacjach, ale proces gospodarczej odbudowy ciągle jest bardzo powolny, skomplikowały go też pandemia i jej ekonomiczne skutki.
Efekt gospodarczych zawirowań jest bardzo podobny do lat 30.:…