Zbigniew Rokita: Chciał Pan kiedyś napisać książkę o najsłynniejszym afgańskim dowódcy partyzanckim i wrogu talibów Ahmadzie Szahu Massudzie. Zapytał go Pan, jak bawił się jako chłopiec. A ten spojrzał na Pana jak na wariata. A Pan co robił jako chłopiec?
Wojciech Jagielski: Ja wyłącznie grałem w piłkę.
W Orle Kolno jako skrzydłowy napastnik. Zawsze chciał Pan mieć numer 18, jak Robert Gadocha. Poprzedni sezon Orzeł zakończył na piątym miejscu w podlaskiej okręgówce.
A, to nawet nie wiedziałem. Ostatnim razem, gdy sprawdzałem, był niżej.
Czy pasja piłkarska pomogła Panu kiedyś na wojnie?
Zdecydowanie. Rozmowa o futbolu była wiele razy świetną grą wstępną, gdy spotykałem się z politykiem, generałem czy zbuntowanym partyzantem. Do dziennikarza podchodzili jak do jeża, a ja nagle zaczynałem o piłce. Proszę sobie wyobrazić kongijskiego ochroniarza w koszulce Arsenalu
To prawdziwa scena?
Tak. Ochroniarz nie wiedział nawet, jaką koszulkę nosi, ale jego dowódca już tak – choć był kibicem Chelsea. A ja Manchesteru United. I płynnie zaczęliśmy rozmawiać o Premier League, trenerach, piłkarzach, aż sobie przypomnieliśmy, że jesteśmy tu w innej sprawie.
Ale futbol już Was do siebie zbliżył.Dowódca…