Subskrybuj

Rozum, wiara i strategia. O tarczy antyrakietowej raz jeszcze

Tematem naszej rozmowy jest sprawa, która budzi wielkie kontrowersje, dzieląc opinię publiczną w Polsce i całej Europie – amerykańska propozycja zlokalizowania w Polsce elementów tzw. tarczy antyrakietowej. Jest to kwestia, która może zdecydować o umiejscowieniu naszego kraju na strategicznej mapie świata na najbliższe kilkadziesiąt lat.

Po opublikowaniu w kwietniowym numerze „Znaku” artykułu generała Stanisława Kozieja o dylematach związanych z tarczą otrzymaliśmy od jednego z czytelników list, którego fragment pozwolę sobie zacytować:

„W argumentacji używanej przez władze dla uzasadnienia lokalizacji bazy w Polsce dużą wagę przypisuje się >>zwiększeniu bezpieczeństwa naszego kraju<<, czyli mówiąc otwartym tekstem, zabezpieczeniu nas przed rakietami wystrzeliwanymi z Rosji, przeciwko którym chcemy dostać rakiety Patriot. Jest to argument dobrze odbierany przez naszych rodaków, w których pokutują lęki zaszczepione w nas w ubiegłych wiekach, ale obecnie już nieuzasadnione. Argument zwiększenia naszego bezpieczeństwa dostawą rakiet Patriot jest o tyle chybiony, że rakiety te są mało skuteczne, szczególnie przy atakach na krótki i bardzo krótki dystans, jaki stoi do dyspozycji Rosji (…). Na ten temat amerykański specjalista, gen. Henry Obering powiedział, że lepiej, by odłamki spadły na ziemię (czyli w Polsce), niż by rakieta wybuchła (w USA). Jeżeli więc tarcza antyrakietowa miałaby na prawdę służyć tylko do zwalczania rakiet z Iranu, to słuszniejsze byłoby jednak instalowanie jej w Norwegii lub Islandii, a nie w Polsce, gdyż szczątki rozbitej rakiety spadałyby raczej do morza niż na ląd.”

Dla osób niewtajemniczonych w technologię militarną argumentacja naszego czytelnika może wydawać się przekonująca. Musimy więc zacząć od pytań podstawowych: czym jest tarcza antyrakietowa, jaka jest jej skuteczność oraz czy Polska zyskuje na jej instalacji u siebie?STANISŁAW KOZIEJ: Można spotkać się z opiniami, że obrona przeciwrakietowa nie ma w ogóle żadnego sensu; że jest zbytecznym przedsięwzięciem, rodzajem ideologicznego wymysłu na krótką metę… Sądzę…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Szkoła przymusu czy szkoła dialogu?